logo
logo

Zdjęcie: M.Austyn/ Nasz Dziennik

Odbudujmy solidarność

Sobota, 17 maja 2014 (02:04)

Wykład prof. Witolda Kieżuna wygłoszony po otrzymaniu tytułu doktora honoris causa przyznanego przez Uniwersytet Jagielloński, 10 maja 2014 r.

Proszę Państwa, już wiecie, ile mam lat, jestem chyba jednym z ostatnich z tego pokolenia, pierwszego pokolenia po pierwszej wojnie.

Maturę zrobiłem w maju 1939 roku, już w okresie, kiedy Polska, ale nie tylko Polska, cała nasza kultura zachodnia, kultura chrześcijańska, została zagrożona z jednej strony rosyjskim komunizmem, a z drugiej strony hitleryzmem niemieckim. My wtenczas byliśmy zakochani w Krakowie, w kulturze krakowskiej, kulturze Młodej Polski, Wyspiańskim. Przypominam sobie z dramatu Wyspiańskiego stwierdzenie: „O Boże, wielki Boże, Ty nie znasz nas Polaków, Ty nie wiesz, czym być może straż polska u Twych znaków”. To był apel bojowy dla nas w tym okresie do walki o to, żeby nasza kultura chrześcijańska nie była zniszczona. No i ten fragment z „Wesela” Wyspiańskiego: „Tak by nam się serce śmiało do wspaniałych, wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, uszy, oczy”. Ten czas, muszę powiedzieć, to była podstawa stwierdzenia jakiejś takiej dwoistości – z jednej strony filozofii „mieć”, a z drugiej strony filozofii „być”.

Pamiętne spotkanie

Potem losy życia na szczęście rzuciły mnie do Krakowa. To były wspaniałe studia, myśmy byli oczarowani naszymi profesorami. To była niesłychanie wysoka kadra. Poza tym miałem niezwykłe szczęście, że moim najbliższym przyjacielem, serdecznym kolegą z Wydziału Prawa był najwybitniejszy polski poeta Zbigniew Herbert. Ale największym przeżyciem z tego okresu, niezapomnianym, było to, że miałem możność poznać skromnego wikariusza z kościoła św. Floriana. To był Karol Wojtyła. Skromny, wspaniały człowiek. Miałem możność się z nim spotkać, gdy właśnie świeżo wrócił z Rzymu, gdzie przebywał przez parę lat. Mówi do mnie tak: „Boże kochany, jaka straszna różnica –bieda i bogactwo, coś okropnego”. Mówił też, że trzeba pamiętać, że Jezus z Nazaretu był ubogim cieślą i błogosławił ubogich, a tymi ubogimi byli wszyscy apostołowie.

Ipotem, jak został już Papieżem, bardzo mocno podkreślał tę problematykę dysproporcji między bogatymi a biednymi. W swojej encyklice „Sollicitudo rei socialis” powiedział, że zostaliśmy opanowani przez model konsumizmu, przez model stałego konsumowania: kupuj, kupuj, kupuj coraz więcej, coraz więcej. A w encyklice „Redemptor hominis” bardzo wyraźnie ukazał problem dwóch kryteriów postępowania ludzkiego, a mianowicie pierwszeństwo „mieć” czy pierwszeństwo „być”. Chodzi o to, żeby była równowaga, żeby nie było tak, że przede wszystkim tylko „mieć”, a te wielkie wartości „być”, wartości kultury, sztuki itd., miały charakter marginesowy.

Ten problem „być” i „mieć” bardzo szeroko jest dyskutowany w filozofii. Erich Fromm zwracał uwagę na jedną rzecz, że właśnie ci, którzy preferują „mieć” w bardzo daleko idących granicach, mają bardzo daleko posunięte poczucie hedonizmu. Chcieliby tylko żyć bardzo wygodnie, bardzo przyjemnie, zapominają o większych wartościach. W tej chwili sytuacja w świecie jest tragiczna. Ostatnie oficjalne badania, które były przedmiotem konferencji w Davos, mówią, że 1 proc. ludności świata ma kapitał będący odpowiednikiem kapitału połowy całej ludzkości. Skąd to wszystko rośnie? Między innymi ze spekulacji giełdowych. Mistrz spekulacji giełdowych George Soros jedną decyzją zarobił miliard dolarów, kładąc Bank Angielski.

Globalne wyzwanie

Szczęśliwie sytuacja nasza w Polsce nie jest taka tragiczna, ale dysproporcje rosną. Z jednej strony mamy już dziesięć dużych miast, tak jak Kraków, Warszawa, Poznań, gdzie poziom życia coraz bardziej zbliża się do średniej europejskiej, a jednocześnie mamy według ostatnich danych GUS-u 10 milionów ludzi, którzy żyją poniżej minimum socjalnego. Tylko my mamy szczęście jednocześnie w nieszczęściu. Mamy w tej chwili 2,5 miliona emigrantów. Czy Państwo sobie wyobrażacie, że przez 25 lat ci emigranci zarobili i przysłali do Polski grubo powyżej biliona złotych? Ale to od zeszłego roku radykalnie się zmieniło, dlatego że ci emigranci już ściągają swoje rodziny i to się powoli kończy. I w związku z tym ten problem stał się jednym z centralnych problemów.

Niedawno ukazała się w Paryżu książka pt.„Kapitał XXI wieku”, w której autor stwierdza, że istnieje stały proces, mianowicie ludzie bardzo bogaci, posiadający kapitał, zarabiają znacznie więcej, niż wynosi przyrost gospodarczy, i w związku z tym ta różnica cały czas się zwiększa. W tej chwili jest we Francji, w Anglii, już dotarł do Stanów Zjednoczonych. Już i u nas w tej chwili jest bardzo ostro dyskutowany i wydaje mi się, że to jest właśnie problem dla nas, specjalistów od zarządzania. To jest problem dla ekonomistów, to jest problem socjologiczny, to jest problem filozoficzny, to jest problem psychologiczny. Dlaczego mówię „filozoficzny”? Bo niedawno była chęć zlikwidowania studiów filozoficznych, co oczywiście jest zupełnym nonsensem.

Więc na zakończenie chciałbym zaproponować pod pięknym adresem najwspanialszego uniwersytetu, żeby wszyscy wielcy tutejsi uczeni zajęli się tą tematyką – co zrobić, żeby ten problem rozwiązać? Żeby wprowadzić to, co było kiedyś hasłem Polski – na hasło „Polska” odzew był „solidarność społeczna”. I o to właśnie chodzi. Dziękuję.

Aktualizacja 18 maja 2014 (11:25)

Nasz Dziennik