logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Filozofia pośpiechu a nowe technologie

Czwartek, 5 czerwca 2014 (06:09)

Kilka lat temu we Włoszech ukazała się książka na temat pośpiechu w dzisiejszych czasach „Il tempo breve. Nell’era della frenesia: la fine della memoria e la morte dell’attenzione” (Garzanti, Milano 2010). Jej autorem jest Marco Niada, mediolański dziennikarz specjalizujący się w dziedzinie ekonomii, od lat mieszkający w Londynie. Problem, wokół którego się koncentruje, jest kluczowy dla socjologii, dla kultury w ogólności, a także dla Kościoła.

Podczas gdy historycy i socjologowie dyskutują nad znaczeniem wielkiej rewolucji kulturowej lat 60. XX wieku i wydarzeń z roku 1968 (towarzyszyły im gwałtowna zmiana obyczajowości w zakresie seksualności wynikająca z wprowadzenia pigułki antykoncepcyjnej i legalizacji aborcji, ruch kontestacyjny, kryzys w Kościołach i wspólnotach chrześcijańskich), dwa pierwsze dziesięciolecia XXI wieku przejdą najprawdopodobniej do historii jako te, w których dokonała się nowa rewolucja.

Współczesne dobro

Niada przywołuje przede wszystkim swoją osobistą historię. Po 26 latach pracy we włoskim dzienniku ekonomicznym „Sole 24 Ore” (w tym 16 lat jako korespondent w Londynie) i po podjęciu refleksji nad kryzysem ekonomicznym z 2008 r. (jednym z największych w historii ekonomii) w lutym 2009 r. postanowił zatrzymać się i wziąć głęboki oddech w benedyktyńskim klasztorze w Wielkiej Brytanii. Choć stwierdził, że brakuje mu silnego zmysłu religijnego mnichów, synowie św. Benedykta (480-547) wzbudzili w nim zachwyt i skłonili go do refleksji nad zniszczeniem fundamentalnego bogactwa, które pozwala ludziom żyć, działać, a także wytwarzać dobra i świadczyć usługi. A dobrem tym jest czas. O ile możliwe jest radzenie sobie z kryzysem w obszarze różnorakich surowców – ropy, gazu czy nawet pieniądza – o tyle kryzys czasu jest z natury rzeczy niemożliwy do opanowania i pociąga za sobą prawdziwą rewolucję antropologiczną.

Niada wychodzi od kryzysu ekonomicznego zapoczątkowanego w 2008 r. i ustala jego źródła w zniekształconej relacji do przyszłości. Poprzez produkty finansowe – które mają umożliwiać oszczędzającym z całego świata wykupienie długów osób, którym z niesłychaną łatwością i bez żadnych poręczeń udzielono pożyczki na zakup mieszkania, obiecując złote góry – rzekomi geniusze finansowi utrzymują, że znaleźli magiczną formułę na zawładnięcie czasem, sprzedając przyszłość, by wzbogacić się dzisiaj. Ale czas się mści i cała ta konstrukcja wali się na barki terminujących u czarownika od finansów. O ile taka analiza kryzysu nie jest niczym nowym, o tyle Niada idzie dalej i zastanawia się, jaki rodzaj ludzi mógł obmyślić strategię z góry skazaną na niepowodzenie.

Mediolański dziennikarz przedstawia przy okazji analizę czasu pod kątem historycznym. Czasu odmierzanego według podziału na sześćdziesiąt – godzina obejmująca sześćdziesiąt minut, minuta – sześćdziesiąt sekund – wymyślonego przez Sumerów. Nawet ten podział zdołała podważyć rewolucja francuska, której jeden z komitetów, mający przekonać świat do zmiany podziału godziny i minuty z sześćdziesięciu jednostek na sto, działał aż do 1905 r., kiedy to ostatecznie się poddał. Czas pozostawał jednak czymś dość nieokreślonym i niejasnym aż do chwili, kiedy Kościół wprowadził jednocześnie głęboką filozoficzną refleksję nad swoją naturą (związaną również z czasowym przebiegiem godzin Męki Chrystusa) oraz techniczne postępy mnichów początkowo nakierowane na precyzyjne ustalenie godzin modlitwy zgodnie z benedyktyńską regułą. W tej atmosferze dojrzewało również wynalezienie zegara – sławione już przez Dantego Alighieri (1265-1321) – w Italii z końca XIII wieku. Czas kupców, mający odmierzać godziny pracy i handlu zgodnie z zegarami na miejskich wieżach, w pewien sposób zaczął konkurować z czasem Kościoła. Ale między tymi dwoma rodzajami czasu nigdy nie było mowy o jakiejś całkowitej niezgodności. Albo przynajmniej do początków XXI w. jej nie było.

Era Web

Nowa rewolucja nie jest tak bardzo tą – stwierdza Niada – związaną z internetem, ale z telefonami komórkowymi nowej generacji. Są to tzw. smartfony, które coraz bardziej przybierają formę przenośnych komputerów stale podłączonych do sieci Web i do poczty elektronicznej. Nie bez poczucia humoru Niada opisuje menedżerów, którzy bez przerwy przeglądając swoje BlackBerry, kilka razy – co jest faktem – zostali potrąceni przez samochody, kiedy przechodzili przez ulicę, nie przestając pisać e-mailowej odpowiedzi; i polityków, którzy podczas rozmów spoglądają na swojego rozmówcę jednym okiem tylko dlatego, że to drugie skierowane jest na „inteligentny telefon”.

Życie uległo radykalnym zmianom nie w momencie nadejścia ery Web, ale wraz z pojawieniem się pierwszego BlackBerry – narzędzia menedżerów i pracujących zawodowo – a zaraz potem iPhona, skierowanego w szczególności do młodych. Dzielenie czasu między pracę, rodzinę, naukę, wypoczynek już się skończyło. Wszyscy się spodziewają, że dziennikarz czy przedsiębiorca będzie miał dostęp do poczty e-mailowej i do wiadomości osiemnaście godzin na dobę – ale niektórzy są w tej sytuacji gotowi przerwać nawet godziny snu – i byłoby nie do pomyślenia, żeby ktoś, kto chce być uznawany za godnego zaufania, nie odpowiedział na wiadomość w ciągu kilku minut, maksymalnie kilku godzin, albo żeby młodzi nie byli dostępni niemal przez cały czas na Facebooku czy smartfonie. Dzisiejszy człowiek – także ten młody – który nosi przy sobie BlackBerry lub iPhone’a niczym jakąś protezę, w sposób zasadniczy różni się od człowieka sprzed 10 czy 20 lat. A pojawienie się iPada jeszcze bardziej skomplikowało jego obraz.

Włoski dziennikarz nie jest wrogiem technologii. Przyznaje, że smartfony, portale społecznościowe, coraz to szybsze połączenia sieciowe rozwiązały wiele problemów, a nawet ratowały życie. Będąc zaangażowany w projekt budowy szkół w najodleglejszych i najbardziej problematycznych obszarach Afganistanu, Niada wyjaśnia, że efekty zaczęły być widoczne dopiero wtedy, kiedy Stany Zjednoczone zapewniły pokrycie sporej części kraju siecią komórkową i internetową, pozwalając w ten sposób, by testy i lekcje od razu były umieszczane on-line i drogą internetową bądź telefoniczną docierały do wiosek. Dzięki temu wyeliminowano konieczność wychodzenia z domu i pokonywania pieszo długich tras, przy których grasują talibowie.

Izolacja od świata rzeczywistego

Nie jest to zatem żaden ślepy atak wymierzony w nowe technologie, ale przywołanie realnych problemów. Pierwszy z nich już od wielu lat jest badany przez psychologów i psychiatrów: ryzyko uzależnienia się od internetu i telefonu komórkowego przypominające uzależnienie od narkotyków i izolujące swoją ofiarę, w tym także dzieci, od świata rzeczywistego. Drugi problem stanowi od lat kluczowe zagadnienie dla prowadzących badania internetu z punktu widzenia socjologicznego. Chodzi o tzw. przeciążenie informacją. Dzięki internetowi albo raczej z winy internetu absorbujemy więcej informacji, aniżeli jesteśmy w stanie przyjąć, przemyśleć, poukładać w głowie, i w konsekwencji popadamy w kryzys. Niada dodaje, przywołując wyniki różnych badań, dwa ostatnie elementy: kryzys pamięci – kto żyje Google’em, mniej pamięta, ponieważ jest przyzwyczajony do szukania informacji w sieci, a nie we własnej pamięci – oraz „śmierć uwagi”. Nasz czas uważania coraz bardziej się uszczupla, a bez przykładania uwagi – jak nauczali właśnie średniowieczni mnisi – nie może zrodzić się żadna refleksja ani tym bardziej modlitwa.

Świeckie refleksje – choć nie do końca świeckie, jeśli wziąć pod uwagę fragmenty poświęcone Kościołowi i mnichom – Niady przypominają to, co w 2002 r. profetycznie pisał św. Jan Paweł II (1920-2005) w Orędziu na XXXVI Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu: „Istota funkcjonowania internetu polega bowiem na dostarczaniu niemal nieograniczonej ilości informacji. Większość z nich pojawia się jednak tylko na chwilę. (…) Internet w sposób bardzo radykalny zmienia psychologiczny stosunek człowieka do czasu i przestrzeni. Gdy całą swą uwagę skupia on na tym, co konkretne, użyteczne i łatwo dostępne, może mu zabraknąć motywacji do podjęcia głębszej refleksji. A przecież człowiek ma naturalną potrzebę wewnętrznego spokoju i czasu, aby zastanawiać się nad życiem i jego tajemnicami, aby stopniowo dojść do dojrzałego panowania nad sobą i otaczającym go światem”.

Także św. Jan Paweł II, podobnie jak Niada, nie nakłaniał, by unikać internetu. Zaleca raczej, ażeby czynić go „prawdziwie ludzką przestrzenią” i ją ewangelizować. By uczynić dzisiejsze społeczeństwo ludzkim, koniecznie trzeba nieco filozofii rozumianej nie jako historia tego, co filozofowie myśleli, ale jako refleksja nad fundamentalnymi pytaniami człowieka.

W swojej książce „Eros in agonia” (Nottetempo, Rzym 2013) jeden z najbardziej wpływowych filozofów współczesności, Koreańczyk wykładający w Niemczech – Byung-Chul Han, polemizuje z artykułem pt. „Koniec teorii” napisanym w 2008 r. przez Chrisa Andersona, redaktora naczelnego uznanego przeglądu informatycznego „Wired”.

Według Andersona, dotarliśmy wreszcie do punktu, w którym nie potrzeba nam już teorii, tzn. interpretowania i wyjaśniania faktów. Psychologia, socjologia i filozofia mogłyby już przejść na emeryturę. Google faktycznie nieuchronnie nas przyzwyczaja do zwykłego „szeregowania” danych, bez szukania ich przyczyn czy wyjaśnień: „korelacja zastępuje przyczynowość”, a skoro przyczynowość jest już niepotrzebna, niepotrzebne są także nauki społeczne. Nie trzeba też nawet wyjaśniać korelacji, ponieważ wywodzi się od machiny, która zarządza wyszukiwaniem w Google’u, i nie ma już nic do tłumaczenia.

Ale Anderson – pisze Han – ma „słabą i zawężoną koncepcję teorii”. Teoria nie jest nigdy jedynie wzorem mającym reprezentować i ujednolicać dane. Teoria mówi nam, „co powinno być, a co nie” i „ukazuje świat w zupełnie innym świetle” w stosunku do tego, jakie może dawać jedna lampa czy nawet wszystkie lampy na całym świecie. Filozofia zatem jest potrzebna także w epoce internetu. Taka była wielka lekcja św. Jana Pawła II i w dalszym ciągu jest ona aktualna.

Prof. Massimo Introvigne tłum. Anna Bałaban

Autor jest włoskim socjologiem, założycielem i szefem CESNUR oraz koordynatorem Obserwatorium Wolności Religijnej mianowanym na to stanowisko w 2012 r. przez włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Aktualizacja 5 czerwca 2014 (06:09)

Nasz Dziennik