logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ -

Tylko wybryk chuligański?

Wtorek, 21 października 2014 (19:39)

Nie milkną echa bulwersującego zachowania obywateli Ukrainy – studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, którzy fotografowali się w podziemnym garażu przemyskiej Galerii Sanowa z czerwono-czarną flagą z tryzubem symbolizującymi Ukraińską Powstańczą Armię.

Wiadomo, że wśród uczestników zajścia jest sześciu studentów I, II i III roku m.in. z Gródka Jagiellońskiego na Ukrainie. Pięciu studiuje stosunki międzynarodowe, a jeden architekturę wnętrz. Rzecznik prasowy Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu dr Adam Kulczycki, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl przyznaje, że to, co zrobili jest owszem naganne, ale jak dodaje, zanim sprawa zostanie zbadana wyciąganie zbyt daleko idących konsekwencji wobec studentów, którzy przeprosili, byłoby przedwczesne i krzywdzące.

– Przypuszczamy, że mogła to być prowokacja służb rosyjskich, w którą zostali włączeni nasi studenci. Tak to zresztą wynika z relacji osób trzecich – kolegów z roku, którym się zwierzali. Według nich, do studentów podszedł mężczyzna, który przedstawił się jako dziennikarz z Krakowa, wręczył im flagę i zaproponował, aby sfotografowali się na jej tle – wyjaśnia dr Adam Kulczycki.

Jego zdaniem, jest to wersja bardzo prawdopodobna, zważywszy, że rosyjskie służby interesują się tym, co dzieje się w Polsce, również w odniesieniu do studentów z Ukrainy polskiego pochodzenia uczących się w naszym kraju, tym bardziej że mają oni Kartę Polaka. – Studenci ukorzyli się przed rektorem i stwierdzili, że ich intencją nie było działanie przeciw Polsce. Sprawa została skierowana do Komisji Dyscyplinarnej ds. Studentów, która będzie rozstrzygać o ich winie bądź nie – tłumaczy dr Kulczycki.

Zapewnia, że uczelnia stoi murem za studentami i póki co, z uwagi na zbyt mało przesłanek nie chce ferować żadnych wyroków. Konsekwencje, jakie grożą studentom to czasowe wstrzymanie wypłaty stypendiów np. na trzy miesiące. – Wydalenie z uczelni to bardzo drastyczne posunięcie, którego będziemy unikać. Bierzemy pod uwagę prowokację i dlatego zachowujemy daleko idącą ostrożność – wyjaśnia rzecznik przemyskiej uczelni i dodaje, że warto też wziąć pod uwagę, że całe zajście miało miejsce nie na terenie uczelni, ale poza nią.

Studenci i bojówkarze...

Zachowaniem ukraińskich studentów zbulwersowanych jest coraz więcej środowisk i stowarzyszeń kresowych z całej Polski, które są zdziwione zbyt tolerancyjnym podejściem do tego zdarzenia przez władze Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Twierdzą, że nad tą kompromitującą sprawą nie można przejść do porządku dziennego, dlatego zapowiadają składanie doniesień do prokuratury. Jako pierwszy uczynił to Ruch Społeczny Patriotyczny Polski Przemyśl, który dzisiaj złożył do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez grupę studentów z Ukrainy. Jego autorzy wnoszą o wzmożenie nadzoru nad osobami, które studiują w Polsce w zakresie ewentualnego propagowania idei będących w sprzeczności z prawem RP. Ponadto domagają się weryfikacji przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych osób zamieszanych w sprawę, co do uprawnień do posiadania i posługiwania się  Kartą Polaka.

Również w ocenie dr Andrzeja Zapałowskiego, eksperta ds. bezpieczeństwa, tłumaczenie uczelni jest niczym innym, jak szukaniem wykrętów jak cało wyjść z tej sprawy. Jego zdaniem, nie jest to kwestia tylko zdjęcia na tle flagi symbolizującej Ukraińską Powstańcza Armię. Gdyby tak było można byłoby potraktować całe to zajście w kategoriach występku, ale problem jest dużo poważniejszy, a wybryk z banderowską flagą może być zewnętrznym znakiem ideologii, w której ta młodzież funkcjonowała.

– Część z tych studentów, którzy tak a nie inaczej świętowali rocznicę powstania UPA, na swoich profilach internetowych szerzyła faszystowskie hasła, które w Polsce są karalne. Wiele wskazuje, że wśród nich są członkowie bojówki z Gródka Jagiellońskiego, która – co widać po zdjęciach – przechodziła szkolenia bojowe. Jeżeli do tego dodamy fascynację Hitlerem, ideologią faszystowską, cytowanie fragmentów z przemówień Hitlera na profilach, to wszystko może wskazywać, że nie jest to jak usiłują tłumaczyć władze uczelni wybryk chuligański, ale wielomiesięczna zorganizowana działalność w określonych strukturach, a także to, że ktoś tymi młodymi ludźmi kierował – uważa dr Zapałowski.

Jego zdaniem, tolerowanie w Polsce Prawego Sektora, który na Ukrainie jest organizacją militarną niepodporządkowaną żadnemu z resortów siłowych, która posiada duże ilości broni, szkoli młodzież w duchu skrajnie nacjonalistycznym, w duchu nienawiści dzisiaj skierowanej wobec Rosji, ale w przyszłości może być skierowana przeciwko Polsce jest niedopuszczalne i może mieć w przyszłości daleko idące konsekwencje. – W Polsce obowiązuje pewien reżim prawny, którego bezwzględnie należy przestrzegać. Tym bardziej dotyczy to osób, którym umożliwia się studiowanie w naszym państwie za publiczne pieniądze – uważa dr Andrzej Zapałowski. W jego ocenie hasło o rosyjskiej prowokacji jest tak infantylne, że nie wymaga nawet komentarza. Natomiast jeżeli uczelnia rzeczywiście ma takie podejrzenia, to powinna niezwłocznie złożyć doniesienie do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.                                     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl