Zgodnie z procedurą sprawdzania oświadczeń lustracyjnych kandydatów na prezydenta sąd okręgowy stwierdził w lutym, że Komorowski nie współpracował z komunistyczną bezpieką. IPN zwrócił wówczas uwagę, że podobny wyrok zapadł już w 2010 r. i nie powinien być powtarzany. Pion lustracyjny podnosił przeciwwskazania formalne.
– To klasyczny przykład „powagi rzeczy osądzonej” – tłumaczył prokurator Bartosz Tymosiewicz (IPN).
Podczas rozpatrywania apelacji wniesionej od tego wyroku przez IPN Tymosiewicz dodał, że mogłoby ewentualnie dojść do różnych stwierdzeń na podstawie takiego samego materiału.
Sąd apelacyjny przyznał mu rację i umorzył sprawę, uchylając wyrok sądu okręgowego z lutego.
– Nie widzę powodów, żeby dokonywać ponownej lustracji osób, które już mają prawomocne potwierdzenie prawdziwości oświadczenia lustracyjnego – stwierdził po rozprawie prok. Tymosiewicz.
Dziennikarze pytali pełnomocnika prezydenta mec. Grzegorza Wójtowicza, czy głowa państwa nie chciała, aby zapadł teraz jednoznaczny wyrok, że nie współpracowała z SB.
– Dla pana Komorowskiego to naprawdę nie ma znaczenia, jest to kwestia ustalenia pewnych zasad – zaznaczył adwokat. – To był spór doktrynalny wynikający z pewnej niejasności ustawy lustracyjnej – dodał.
Przypomnijmy, że na wyrok sądu oczyszczającego z podejrzeń agenturalnych często powołuje się Lech Wałęsa. Ale historycy i dziennikarze wskazują na pojawiające się nowe dokumenty, które mogą kwestionować te ustalenia.

