„Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung”, powołując się na nieoficjalne informacje NATO, podał, że Rosja poważnie narusza porozumienie o zawieszeniu broni na wschodzie Ukrainy i przemieszcza na teren tego kraju wojsko i uzbrojenie, wspierając separatystów.
– Dopóki Rosja nie rozpocznie kolejnych wyraźnych działań wojennych, a nie będzie tylko naruszać porozumienia z 12 lutego z Mińska, jak obecnie, to wszyscy zwolennicy negocjacji z Rosją będą stać na stanowisku, że to porozumienie jest wciąż ważne i obowiązuje.
A Pan jak uważa?
– W mojej ocenie, to porozumienie nie ma sensu, zresztą nie miało sensu od samego początku, kiedy przedstawiciele Niemiec i Francji usiedli do rozmów z Rosją w sprawie Ukrainy. Nie ulega wątpliwości, że Rosja tego typu porozumienia i wynikający z nich rozejm traktuje jako czas, który pozwala na przegrupowanie sił i podjęcie innej, jeszcze bardziej skutecznej akcji w realizacji celu, jaki sobie założyła. I chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że tym celem jest opanowanie Ukrainy.
Prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves wezwał NATO do zwiększenia obecności wojsk Sojuszu w tym kraju. Czy należy to traktować tylko jako odpowiedź na wojenną retorykę Kremla?
– Moim zdaniem, Estonia ma świadomość rosnącego zagrożenia ze strony Rosji, które staje się coraz bardziej realne. Moskwa dąży do utrzymania swoich wpływów w państwach bałtyckich, a do tego w swoich działaniach w dużej mierze jest nieprzewidywalna. Część krajów bałtyckich, które stosunkowo niedawno były republikami radzieckimi, ma wciąż w pamięci, jak wygląda życie pod okupacją sowiecką. Jednocześnie kraje te nie zapomniały, w jakich okolicznościach w 1939 i 1940 r. utraciły swoją niepodległość na rzecz Rosji. Stąd zagrożenie, jakie się obecnie pojawiło, jest oczywiste i dlatego państwa te będą robić wszystko, żeby jak najlepiej się zabezpieczyć przed powtórką z historii.
Stanowisko Estonii to dobra okazja do przypomnienia o amerykańskiej obecności w Polsce. Czy wspólne okazjonalne ćwiczenia to trochę nie za mało?
– Rzeczywiście, wspólne manewry – choć niewątpliwie ważne – to jednak trochę mało, żeby skutecznie odstraszyć przeciwnika ze Wschodu. Sądzę, że strona polska stara się, aby obecność wojsk amerykańskich w naszym kraju była bardziej liczebna. Myślę, że takie działania są podejmowane. Jeżeli również opinia publiczna będzie się tego domagała, to może to być dużym wsparciem dla tego typu starań. Liczniejsza obecność wojsk amerykańskich w Polsce jest absolutnie niezbędna.
Litwa nie wyklucza wznowienia poboru do wojska. Czy też nie powinniśmy rozważyć takiego kroku?
– Od dawna zwracam uwagę, że nieszczęściem i niewybaczalnym błędem było zawieszenie poboru do polskiej armii. Decyzja ta miała charakter polityczny, tak bowiem próbowano zdobyć głosy tych, którzy nie chcieli iść do wojska. Było to jednak działanie krótkowzroczne, świadczące o nieodpowiedzialności i braku kompetencji tych, którzy takie decyzje podejmowali. Obecnie odwrócenie sytuacji czy naprawienie popełnionych błędów będzie bardzo trudne. Obowiązek obrony Ojczyzny jest obowiązkiem konstytucyjnym, który ciąży na każdym obywatelu Rzeczypospolitej Polskiej. Pojawia się jednak pytanie, w jaki sposób obywatel może wypełnić ten obowiązek, skoro nie ma zielonego pojęcia, co zrobić z bronią, gdyby ją nawet dostał do ręki. Pobór jest zatem potrzebny. Oczywiście kolejne pytanie brzmi: do jakiego wojska i po co? Jeżeli bowiem miałby to być pobór w celu szkolenia żołnierza do obsługi i kierowania np. czołgiem czy samolotem, to nie ma to najmniejszego sensu. Do wykonywania tego typu zadań są żołnierze zawodowi – fachowcy. Natomiast jeżeli ma to być pobór w celu przeszkolenia wojskowego, które trwa krótko, z reguły odbywa się w miejscu zamieszkania i przygotowuje obywatela do tego, aby w razie potrzeby umiał posługiwać się bronią, był strzelcem, żołnierzem, który będzie działał w ramach obrony terytorialnej, to oczywiście jest to jak najbardziej wskazane. Z tego punktu widzenia przywrócenie poboru do służby wojskowej, i to jak najszybciej, jest jak najbardziej potrzebne.
Jak ocenia Pan zapowiedź MON dotyczącą zwiększenia liczebności, przezbrojenie jednostek na wschodzie kraju oraz prace nad koncepcją wykorzystania Narodowych Sił Rezerwowych w tym wzmocnieniu?
– Mogę powiedzieć tylko tyle, że lepiej późno niż wcale. Przypomnę, że jeszcze nie tak dawno uważano, że żadne zagrożenie wojenne, w szczególności w Europie, nie istnieje. Dlatego decydenci w Polsce uznawali, że nasz kraj nie musi budować armii, która będzie stać na straży granic. Mylnie uważano, że bezpieczeństwo zapewni nam członkostwo w NATO i wystarczy, że wykonujemy zobowiązania w ramach Sojuszu. W związku z tym utrzymywanie poboru do służby wojskowej, szkolenia rezerw, a w szczególności budowanie obrony terytorialnej uznano za niepotrzebne. Twarda rzeczywistość zweryfikowała to błędne myślenie. I teraz mamy kłopot oraz gorączkowe miotanie się odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Polski w celu naprawienia własnych zaniedbań.
O czym świadczą coraz bardziej agresywne prowokacje Rosji, jak chociażby niedawny incydent nad Morzem Bałtyckim, kiedy to rosyjski myśliwiec Su-27 podczas próby przechwycenia niemal zderzył się z amerykańskim samolotem zwiadowczym.
– Rosja uprawia politykę, która ma doprowadzić do osiągnięcia celów, jakie wytyczono na Kremlu. Nic zatem dziwnego, że mamy do czynienia z tego typu działaniami, które z upływem czasu i w miarę rozwoju wydarzeń będą się nasilać.
Rosyjscy hakerzy włamali się do systemu komputerowego Białego Domu. Mieli także przejąć komputery Departamentu Stanu.
– Świat ciągle nie docenia, że wojna toczy się nie tylko w sposób konwencjonalny na polu bitwy, ale także w mediach, na płaszczyźnie gospodarczej i w nowym wymiarze, jakim jest przestrzeń cybernetyczna. Rosjanie mają instytucje, które zajmują się tego typu działalnością. Poprzez przestrzeń, jaką jest internet, rozpowszechniają, i to z dużą skutecznością, różnego rodzaju opinie i poglądy, które mają służyć uwiarygodnieniu polityki rosyjskiej. Wszystko to jest centralnie kierowane z Kremla. Są nawet ludzie, tzw. trolle, którzy mają stawki za rozpowszechnianie prokremlowskich opinii i komentarzy na forach internetowych. Wciąż żyjemy niczym dzieci we mgle i często odbieramy tego typu wypowiedzi jako autentyczne opinie ludzi, którzy mają inne przekonania, poglądy. Próbujemy nawet znajdować coś, co może nas łączyć jakąś równowagę poglądów. Tymczasem jest to nic innego jak otwarta propaganda prowadzona przez hakerów – jedną z ważniejszych rosyjskich armii, która ma na celu osłabienie naszej woli oporu. Jeżeli nie jesteśmy do tego odpowiednio przygotowani, to ulegamy tego typu grze. Wszystko ma na celu uśpienie, znieczulenie nas, a wszystko po to, żebyśmy nie byli przygotowani wtedy, kiedy Rosja ruszy. W tej przestrzeni cybernetycznej mieszczą się także działania hakerów. Wystarczy tylko przypomnieć działania hakerskie na Łotwie – podobno nie wiadomo skąd. Podczas wojny gruzińsko-rosyjskiej mieliśmy do czynienia z zablokowaniem najważniejszych stron rządowych, w tym strony prezydenta, oraz komercyjnych serwisów internetowych w Gruzji. To są przykłady działalności hakerskiej ze strony Rosji, z których niestety nie wyciągnięto odpowiednich wniosków, a co za tym idzie – nie znalazło to właściwego obramowania w sferze międzynarodowej. Mówiąc o wojnie, mamy na myśli atak bombowy czy strzały, tymczasem wojna odbywa się także w cyberprzestrzeni, a więc w obszarze niezwykle ważnym, wokół którego czy w oparciu o który zbudowane jest funkcjonowanie współczesnego świata. Skoro jest to tak ważny sektor, nic zatem dziwnego, że jest w polu zainteresowań obcych państw. Unieruchomienie tej przestrzeni daje ogromną przewagę przeciwnikowi. Czas najwyższy, aby także u nas, w Polsce, dziedzina ta znalazła się w kręgu zainteresowań władz państwa. Tymczasem jest tak jak w chińskiej operze, gdzie chór przez kilka aktów śpiewa „uciekajmy, uciekajmy”, ale cały czas wszyscy stoją w miejscu.
Czy „Nocne Wilki”, gang motocyklowy Putina, które pod koniec kwietnia udadzą się do Berlina, powinny otrzymać zgodę na przejazd przez Polskę?
– Mam nadzieję, że odpowiedzialne służby zanalizują, z jakim „towarzystwem” mamy do czynienia, w jakim charakterze ma ono zamiar się znaleźć w Polsce, i odpowiednio zareagują. Z tego, co słyszymy, jest to grupa ideowo, a nawet czynnie blisko związana z tym, co robi Putin. Nie sądzę, żeby dobra była formuła, w ramach której mamy przyjmować w naszym kraju formacje popierające politykę w zasadniczy sposób sprzeczną z polityką prowadzoną przez państwo polskie. Niewykluczona jest także prowokacja ze strony tych formacji, dlatego lepiej unikać niepotrzebnych awantur i sytuacji wątpliwych z punktu widzenia interesów Polski.

