Prezydent elekt Andrzej Duda w ubiegły piątek podczas uroczystości wręczenia mu uchwały Państwowej Komisji Wyborczej o wyborze na prezydenta RP w Pałacu w Wilanowie zwrócił się do rządzących z apelem, który natychmiast został określony przez polityków Platformy i sprzyjające im media jako wychodzący poza Konstytucję RP.
Apel Andrzeja Dudy, „aby w okresie przejściowym do czasu jego zaprzysiężenia premier Kopacz, ministrowie jej rządu, wreszcie większość parlamentarna PO i PSL nie dokonywali poważnych zmian, w tym ustrojowych, a także takich, które mogą budzić niepotrzebne emocje, niestety również kreować konflikty”, szef klubu tej partii w Sejmie Rafał Grupiński skomentował już w piątek, że w Konstytucji RP nie ma okresu przejściowego.
Dołożył to tego stwierdzenie, że nie wyobraża sobie, żeby koalicja Platformy i PSL-u przerwała prace nad projektami ustaw znajdującymi się w Sejmie, choć doskonale wiedział, że akurat nie o te projekty chodziło prezydentowi elektowi.
W piątek, w sobotę i w niedzielę apelem prezydenta elekta zajęły się także media w programach informacyjnych i publicystycznych i z udziałem usłużnych ekspertów, którzy na wyścigi tłumaczyli, jakiej to „zbrodni na Konstytucji” dopuścił się prezydent elekt, zwracając się do rządzących z taką prośbą.
A przecież inspiracją do apelu Andrzeja Dudy była pośpieszna nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym na ostatnim posiedzeniu Sejmu przez większość koalicyjną Platformy i PSL-u, którą nawet „Gazeta Wyborcza” nazwała – zamachem na niezawisłość Trybunału.
W nowelizacji przewidziano bardzo kontrowersyjną możliwość przyjęcia przez Trybunał uchwały o stwierdzeniu niezdolności Prezydenta RP do sprawowania urzędu, obniżono wymogi, jakie ma spełniać kandydat na sędziego TK (do tej pory mógł to być doktor habilitowany nauk prawnych albo prawnik mający 10-letnią praktykę prawniczą), teraz kandydat może się wykazać 10-letnią pracą w instytucjach publicznych związanych z tworzeniem lub stosowaniem prawa (daje to możliwość ubiegania się o status sędziego prawnikom, którzy przez 10 lat wykonywali mandat posła lub senatora).
Zgodnie z nowelizacją ustawy koalicja Platformy i PSL-u jeszcze w tej kadencji parlamentu będzie mogła powołać aż 5 sędziów Trybunału Konstytucyjnego i łatwo się domyślać, kto tymi sędziami może zostać.
Właśnie ta pośpieszna zmiana ustawy o TK, który przecież rozstrzyga o zgodności uchwalanych przez parlament ustaw z Konstytucją, jest poważną zmianą o charakterze ustrojowym, którą zapewne na następnym posiedzeniu zatwierdzi Senat, a ustępujący prezydent Komorowski podpisze bez zbędnej zwłoki.
Właśnie o takich przedsięwzięciach koalicji Platformy i PSL-u mówił prezydent elekt Andrzej Duda, przed takimi posunięciami przestrzegał, zwłaszcza że w kuluarach Sejmu głośne było jeszcze jedno zamierzenie rządzących – powołanie na 6-letnią kadencję nowego prezesa NBP (po wymuszeniu wcześniejszej rezygnacji dotychczasowego Marka Belki).
Dopiero w niedzielę, przy okazji obchodów Dnia Dziecka w ogrodach kancelarii premiera, na wystąpienie prezydenta elekta Andrzeja Dudy zareagowała premier Ewa Kopacz.
Stwierdziła, że „rząd ma swoje obowiązki, ale też zobowiązania w stosunku do Polaków” i dalej „w tej chwili jesteśmy powyżej 90 proc. realizacji zapowiedzi z exposé, ale rząd powinien pracować do końca, za to Polacy mu płacą”.
Po pierwsze, nie bardzo wiadomo, w jakich obszarach rząd Kopacz zrealizował w 90 proc. obietnice z jej exposé, skoro kandydat tego ugrupowania przegrał wybory prezydenckie, a notowania sondażowe Platformy lecą na łeb na szyję.
Po drugie, nie ulega wątpliwości, że premier Kopacz niewiele zrozumiała z apelu prezydenta elekta Andrzeja Dudy, a mimo to potrzebowała aż 48 godzin do namysłu, aby na ten apel odpowiedzieć.

