W ubiegłym roku, kiedy wybuchła afera taśmowa, ówczesny premier Donald Tusk mówił arogancko, że ujawnione podsłuchy nie będą dyktowały dymisji kogokolwiek. Trzeba było aż roku, żeby sprawa dojrzała i zaowocowała dymisjami?
– Tak naprawdę to nie podsłuchy podyktowały dymisje, ale ich treść. Platforma Obywatelska sama sobie uwiązała pętlę na szyi. Mamy kuriozalną sytuację i zasadne jest postawienie pytania, skąd kierowane jest państwo i gdzie zapadają najważniejsze decyzje: czy w Sejmie podczas posiedzeń plenarnych, w komisjach, w Urzędzie Prezesa Rady Ministrów, czy może w restauracjach „Sowa i Przyjaciele” czy „Amber Room”, gdzie wysoko postawieni politycy Platformy spotykają się z biznesmenami i uzgadniają szczegóły dotyczące funkcjonowania polskiego państwa. Nie ma zgody na to, żeby państwo było rządzone z kanapy saloników wspomnianych wcześniej restauracji. Państwo ma odpowiednie organy, które powinny podejmować decyzje. Widać jednak, że państwo w wydaniu Platformy Obywatelskiej przeniosło się z rządzeniem do miejsc publicznych, w tym wypadku do restauracji. Niewykluczone, że wszystko to, czego jesteśmy świadkami, ma podłoże korupcyjne. Tym bardziej sprawy te powinny zostać dogłębnie wyjaśnione. Rządy nie miały nic wspólnego z oczekiwaniami społecznymi, natomiast decydowały wskazówki, jakie ludzie na szczytach władzy otrzymywali od swoich mecenasów z wielkiego biznesu, od oligarchów.
Czy wczorajszy ruch Ewy Kopacz nie jest spóźniony i czy obecna premier jest jeszcze w stanie odwrócić trend i uratować PO przed całkowitym blamażem?
– Dymisje nie zmieniają obrazu, jaki wyłania się z tych taśm. Według mnie, premier Kopacz nie ma już żadnych atutów, nie dysponuje też zapleczem, politykami, którzy nie byliby skompromitowani. Osiem lat nicnierobienia i demolowania Polski zrobiło swoje i sprawiło, że Platforma nie jest partią, z której emanowałaby świeżość, z którą można byłoby wiązać jakiekolwiek nadzieje na przyszłość. PO to zgrana karta, a decyzje związane z dymisjami z funkcji ministerialnych czy zapowiedź dymisji marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego, nawet gdyby nastąpiły wcześniej, w mojej ocenie nie odwróciłyby negatywnego trendu, jaki już od dawna towarzyszy tej formacji. Według mnie, PO zejdzie ze sceny w atmosferze skandalu podobnie jak kiedyś AWS czy SLD.
Kiedy Adam Michnik nagrywał Lwa Rywina, to nikomu nawet do głowy nie przyszło oskarżanie naczelnego „Wyborczej”, ale skupiono się na treści nagrań. W tym wypadku mamy sytuację dokładnie odwrotną. Czy nie świadczy to o schizofrenii państwa?
– Kiedy dokładnie przyjrzymy się ujawnionym protokołom przesłuchań, to możemy zauważyć, że prokuratura bardzo lakonicznie odnotowuje, o czym rozmawiano w restauracjach „Sowa i Przyjaciele” czy „Amber Room”, natomiast żywo interesuje się: kto, kiedy, dlaczego i w jakim momencie podłożył podsłuch, starając się udowodnić winę kelnerom, którzy notabene wcale nie odżegnują się od tego, że to oni dokonywali nagrań. Prokuratura nie zajmuje się treścią rozmów utrwalonych na taśmach, bulwersującą treścią rozmów, które wszyscy słyszeliśmy chociażby w trakcie spotkania Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem. Czyny zabronione ujawnione w wyniku publikacji tych taśm zupełnie nie są przedmiotem zainteresowania prokuratury. Przerażające jest zatem, że to śledztwo idzie w zupełnie innym kierunku niż oczekiwania opinii publicznej.
W czyim interesie był wyciek akt ze śledztwa dotyczącego afery taśmowej?
– W ujawnieniu treści tych akt można dostrzec interes publiczny, choć tak naprawdę nie znam wszystkich szczegółów tego ujawnienia. Nie znam też motywacji pana Stonogi, stąd ciężko mi powiedzieć coś więcej. Być może chodziło o to, żeby zwrócić uwagę społeczeństwa, że śledztwo nie idzie we właściwym kierunku. I w tym rozumieniu interes społeczny zwyciężył.
Czy Pana zdaniem taśmy, które ujrzały światło dzienne, wyczerpują limit nagrań kompromitujących układ rządzący Polską?
– Wydaje się, że usłyszeliśmy tylko część nagrań. Dzisiaj otrzymałem informację od dziennikarza Telewizji Republika, że w poniedziałek ma być opublikowane kolejne nagranie rozmowy Radosława Sikorskiego z jednym z najbogatszych ludzi w Polsce Janem Kulczykiem. I przyznam, że z niecierpliwością czekam na to.
O czym mógł rozmawiać Radosław Sikorski z Janem Kulczykiem?
Jakiś czas temu światło dzienne ujrzał dokument mówiący o tym, że mogło dojść do korupcji przy prywatyzacji spółki Ciech, którą kupiła jedna z firm należących do Jana Kulczyka. Być może rozmowa obu panów dotyczyła tej prywatyzacji. Według mojej oceny, może to być najciekawszy i najważniejszy wątek z dotychczas ujawnionych nagrań oprócz podpalenia budki strażniczej przy Ambasadzie Rosji w Warszawie. Mam nadzieję, że ta rozmowa ukaże kulisy prywatyzacji spółki Ciech.
Jak długo jeszcze będziemy obserwować grę taśmami?
– Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne – tylko ujawnienie wszystkich nagrań może rozładować tę tykającą bombę. Nie wiemy, co kryje się za kolejnymi nagraniami i jakich polityków mogą one jeszcze skompromitować. Tak czy inaczej nie może być tak, że ktoś tymi nagraniami gra, używając ich do szantażowania polityków i nie ma tu znaczenia, że chodzi tu o rządzącą koalicję. Ujawnione nagrania stawiają w bardzo złym świetle służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa, m.in. CBA, które pozwala na nagrywanie swojego szefa i to w dziecinny sposób. To pokazuje bezradność, indolencję i kompromituje te służby.
Paweł Wojtunik powinien się „ostać”?
– Według mnie, powinien się podać do dymisji. Była informacja, że żądano tej dymisji od Pawła Wojtunika, ale skoro wciąż zajmuje to stanowisko, to najwyraźniej nie robi to na nim większego wrażenia. No cóż, pozostawmy to bez komentarza…

