logo
logo

Zdjęcie: arch./ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Zagrożenie u naszych wschodnich granic

Czwartek, 23 lipca 2015 (19:40)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na Zakarpaciu w okolicach Góry Jawornik ulokował się uzbrojony oddział Prawego Sektora. To zaledwie kilkanaście kilometrów od polskiej granicy…

– Informacja o tym, iż zbiegli bojówkarze Prawego Sektora znajdują się prawdopodobnie w rejonie Góry Jawornik, była podawana przez międzynarodowe media. Jednakże większość z tych mediów przemilczała fakt, iż jest to tuż przy granicy z Polską i właśnie w tym kierunku uciekają – jak ich nazwał prezydent Ukrainy Petro Poroszenko – terroryści. To, że będą zmierzać do Polski, było wysoce prawdopodobne. Takie kraje jak Węgry czy Słowacja wzmocniły swoje granice, zresztą np. na Węgrzech bojówkarze Prawego Sektora zostaliby rozszarpani. Natomiast w Polsce mają cichych sympatyków, a nasze władze milczą, udając, że nie ma problemu. To niepokojące. 

Rzecznik Prawego Sektora Artiom Skoropadśkyj oświadczył, że w przypadku nowej rewolucji na Ukrainie prezydenta Poroszenkę czeka „egzekucja w ciemnej piwnicy”...

– Na obecną chwilę Prawy Sektor liczy kilka tysięcy bojówkarzy, z których część ma doświadczenie bojowe. To znacznie za mało, aby dokonać zamachu stanu, ale wystarczająco, aby zdestabilizować państwo.

Rewolucja to może zbyt mocne słowo, ale do czego dąży Prawy Sektor?

– Już w momencie powstania tego ugrupowania postawiono pewne kwestie bardzo jasno. Po pierwsze, Ukraina ma być państwem narodowym z ograniczonymi prawami dla mniejszości. Po drugie, Ukraina nie może być w NATO ani w Unii Europejskiej, a tym bardziej w jakimkolwiek związku z Rosją. Kolejny element tej ideologii dotyczy likwidacji oligarchicznego systemu państwa ukraińskiego. W tym przypadku zawarto czasowy sojusz z oligarchą Ihorem Kołomojskim, który był rywalem biznesowym Petro Poroszenki. Zresztą jak ktoś chce poznać cele Prawego Sektora, to może sięgnąć do programu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, skąd zaczerpnięto szereg tez programowych, włącznie z „Sobornością” Ukrainy, czyli budową Wielkiej Ukrainy poprzez włączenie do tego państwa wszystkich historycznych ukraińskich ziem etnicznych, nie wykluczając także m.in. części obecnej Polski.

Przemoc, gwałty, porwania czy tortury stosowane przez Prawy Sektor to wszystko do złudzenia przypomina scenariusz działań OUN-UPA...

– Wystarczy wspomnieć, że na Ukrainie ponad połowa parlamentu jest zarażona banderyzmem. Także część rządu i taktycznie prezydent tego kraju. W Polsce od kilku lat wiele środowisk ostrzegało przed takim scenariuszem wydarzeń, ale poprawność polityczna poszczególnych ugrupowań nakazywała zwalczać tego typu obawy. Teraz mamy już stan, w którym w niedługim czasie musi dojść do konfrontacji oligarchów z postbanderowcami. To będzie kolejny front w trwającej na Ukrainie wojnie domowej.

Czy w tej sytuacji nasi rodacy zamieszkujący terytorium zachodniej Ukrainy są bezpieczni?

– A kto się realnie od ponad dekady martwił o Polaków na Wschodzie? Jaki rząd i jaki parlament! Owszem, były dotacje, ale tylko dla wybranych, było wykorzystywanie Polaków na Wschodzie do celów politycznych określonych partii albo w grze geopolitycznej. Nawet na Litwie, gdzie społeczność Polska ma reprezentanta w Parlamencie Europejskim, słychać głosy, że ważniejsze są stosunki z państwem wielkości naszego województwa, czyli z Litwą niż interesy mieszkających tam Polaków. Co dopiero mówić o interesach Polaków na Ukrainie przy tak dużym proukraińskim, a czasami wręcz probanderowskim lobby w Polsce.

Pana zdaniem jest powód do niepokoju i czy możemy mieć do czynienia z przenikaniem poszczególnych neobanderowców na terytorium Polski?

– Przede wszystkim musimy się obawiać wplątania naszego kraju w banderowską awanturę na Ukrainie. Już obecnie niektórzy ukraińscy studenci w Polsce demonstrują sympatie do tej ideologii, czego przykład mieliśmy w Przemyślu, gdzie nie tak dawno ukraińscy studenci – w jednej z galerii handlowych – robili sobie zdjęcia na tle banderowskiej flagi, a niestety nasze władze, łącznie z wymiarem sprawiedliwości, zlekceważyły ten akt – co tu dużo mówić – wrogości wobec Polski i nas, Polaków. Warto przypomnieć, że w naszym kraju już studiuje dziesiątki tysięcy studentów z Ukrainy. W Polsce „czasowo” przebywa także już setki tysięcy Ukraińców, głównie z zarażonej bandytyzmem zachodniej Ukrainy. Jeżeli do tego dodamy przestępczość zorganizowaną, która kwitnie przy tego rodzaju konfliktach, to czegóż więcej potrzeba do wzrostu zagrożenia bezpieczeństwa naszego kraju.

Wygląda na to, że na razie neobanderowcy są większym zagrożeniem niż Rosja. W końcu front jest kilkaset kilometrów od naszej granicy, a działania zbrojne bandytów z Prawego Sektora mają miejsce tuż przy granicy z Polską…

– Rosja jest zagrożeniem dla Polski w przypadku konfliktu globalnego. Może oczywiście próbować destabilizować politycznie lub gospodarczo nasz kraj, ale zagrożenia w postaci ataków zbrojnych nie ma. Natomiast na Ukrainie są dziesiątki tysięcy sztuk broni poza kontrolą, jest ideologia, która porywa młodzież na zachodzie tego państwa. Jeżeli przez kilka miesięcy nikomu w tym kraju nie przeszkadzało to, że setki kilometrów od frontu bojówki polityczne paradują z bronią po ulicach, to cóż więcej trzeba? Tak naprawdę zagrożenie stoi u naszych granic.

W związku z wydarzeniami tuż przy naszej wschodniej granicy dziwnym trafem brakuje jakoś stanowiska rządu PO – PSL. Czy i jaka powinna być reakcja rządu w Warszawie?

– Jestem pewien, że na poziomie regionalnym polskie służby podjęły pewne kroki w zakresie wzmocnienia granic. Problem polega na tym, iż nie informuje się społeczeństwa o możliwości wystąpienia pewnego zagrożenia w rejonie przygranicznym. Lekceważenie tego tematu to brak odpowiedzialności. Pamiętajmy, że od Góry Jawornik do Ustrzyk Górnych, gdzie obecnie wypoczywa tysiące turystów, jest zaledwie ok. 20 km. A zatem nie tylko powinniśmy, ale wręcz mamy obowiązek być czujni, aby nie stworzono nam na Podkarpaciu drugiej Tunezji.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 1 marca 2016 (12:14)

NaszDziennik.pl