logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polski nie stać na błędy

Czwartek, 28 stycznia 2016 (05:18)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Minister Mariusz Błaszczak, po nieformalnym szczycie unijnych szefów MSW w Amsterdamie, potwierdził, że jeśli Komisja Europejska zdecyduje o przymusowej relokacji uchodźców, to reakcją będzie polskie weto. Czy Polska może zablokować decyzję podjętą przez Unię Europejską i co wówczas…?

– Proszę zwrócić uwagę, że nie jest to tylko problem Polski. Przywódcy Słowacji, Czech, Węgier, a nawet Danii publicznie sugerują, iż zrobią to samo. Mało tego Finlandia podejmuje debatę czy nie wystąpić ze strefy euro. W razie pojawienia się w niektórych państwach Unii tysięcy imigrantów nastąpi powrót kontroli na granicach w Europie. Wówczas poszczególne państwa będą się ścigać, kto szybciej zbuduje płoty na granicach, aby napływ uchodźców skierować w inną stronę. Nie jesteśmy od tego wolni i musimy się – oby w porę – zastanowić, co zrobimy z uchodźcami, którzy dotrą do nas przez granicę na wschodzie. Może być ich kilka razy więcej niż wymusza na nas obecnie Bruksela.

Niewykluczone, że tymczasowe kontrole na granicach w strefie Schengen potrwają nawet dwa lata. Czy kryzys migracyjny skończy się przywróceniem szlabanów i powrotem kontroli na wewnętrznych granicach Unii?

– Owszem, ale to nie jest tragedia i tak naprawdę nie powinno być przedmiotem rozważań. To, że chwilę poczekamy na granicy z dowodem osobistym, to jest cena naszego bezpieczeństwa. Jeżeli przywódcy Unii zmądrzeją, to za dwa lata wszystko może się ustabilizować. Warunek jest jeden – bezwzględne uszczelnienie granic Unii trwałymi płotami i zwiększona ilość służb strzegących granic.

Czy upadek strefy Schengen może być początkiem końca Unii Europejskiej?

– Moim zdaniem nie. Tak się może stać tylko w sytuacji, kiedy Niemcy zaczną narzucać swoje egoistyczne interesy pozostałym państwom Wspólnoty. Schengen jest symbolem wspólnej Europy, ale nie jej istotą.

Nie ulega wątpliwości, że za przyczyną Francji, a zwłaszcza Niemiec, polityka migracyjna UE poniosła klęskę. Czy unijni decydenci są w stanie się zreflektować i zacząć poważnie traktować zagrożenie ze strony imigrantów? 

– Jesteśmy przed serią wyborów w poszczególnych państwach Unii. Za trzy miesiące w kilku niemieckich landach dojdzie do wyborów. Antyislamska partia Alternatywa dla Niemiec notuje już 13-procentowe poparcie. Do momentu wyborów może się zrównać poparciem z socjalistami, czyli przekroczyć próg 20 proc. Wybory odbędą się także w coraz bardziej antyimigranckiej Danii czy Finlandii. Jeżeli biurokracja brukselska i berlińska się nie obudzą, to może się okazać, iż za dwa lata Europą będą rządzić lub współrządzić partie dzisiaj nazywane nacjonalistycznymi.

Czy ewentualne chwilowe wykluczenie Grecji ze strefy Schengen za brak szczelności i pogłębiona współpraca z Turcją to klucze do rozwiązania niekontrolowanego napływu imigrantów?

– Grecja jest ofiarą polityki Brukseli. Najpierw, przez lata, bezrefleksyjnie pożyczano jej pieniądze, co doprowadziło do upadku gospodarczego kraju. Następnie z Niemiec poszedł sygnał dla imigrantów, że są oczekiwani, a najlepsza trasa właśnie biegła przez Grecję. Ukształtowanie geograficzne tego państwa – przy posiadanym potencjale demograficznym, uniemożliwia kontrolę granic, które przebiegają przez setki wysp. To wszystko sprawia, że dzisiaj co 10 mieszkaniec tego kraju jest nielegalnym imigrantem. Już w ostatnich kilku latach przez Grecję biegła trasa przerzutu imigrantów, ale Bruksela zbagatelizowała to, podobnie jak w 2011 r. zbagatelizowano problem, z którym zmagały się Włochy. Wtedy Berlin nie chciał przyjmować imigrantów z tych państw. 

Czy UE jest w stanie rozwiązać problem, zanim na wiosnę ruszy fala migracyjna?

– Na dzisiaj wydaje się, że nie jest w stanie. Austria buduje płot na granicy ze Słowenią, a Węgry, po zbudowaniu płotu na granicy ze Słowenią, Chorwacją i Serbią, przygotowują się do budowy podobnej zapory na granicy z Rumunią. Jeżeli jeszcze tylko Włosi wybudują płot na krótkiej granicy ze Słowenią, korytarz bałkański zostanie całkowicie zamknięty. Dla tych kilku milionów imigrantów pozostanie tylko korytarz przez Rumunię i Ukrainę. Może także częściowo przez Białoruś dla osób posiadających rosyjskie wizy. Polskie władze w tym wypadku poprzez swoją bierność w sprawie budowy płotu na granicy z Ukrainą popełniają poważne zaniedbanie i narażają obywateli na zagrożenie ich bezpieczeństwa. Tym bardziej że na wiosnę do Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej ma być przyjęte zaledwie 20 osób! Z tego wynika jasno, że kiedy u naszych granic staną imigranci, nie będziemy mieli ani płotu, ani odpowiedniej obsady zabezpieczającej naszą granicę.

Skoro mowa o ochronie granic, to wiele ostatnio mówi się o powołaniu unijnej straży granicznej, czemu sprzeciwia się część państw wspólnoty. Czy możemy mieć do czynienia z sytuacją, kiedy wbrew stanowisku danego państwa taka straż zawita na terytorium danego kraju, i co to mogłoby oznaczać?

– Obecnie jest za późno na powołanie unijnej straży granicznej. Jedynym rozwiązaniem ze względów czasowych jest zmiana zadań dla Fronteksu, który powinien skupić się przede wszystkim na wzmacnianiu straży granicznej państw szczególnie zagrożonych. Proszę pamiętać, iż sam nabór i szkolenie trwałoby około roku, nie mówiąc już o tym, że jeszcze nie ma nawet decyzji w tej sprawie. W tej sytuacji na chwilę obecną nie ma sensu zawracać sobie głowy tym projektem. Nie mówiąc już nawet o tym, że same wstępne propozycje uprawnień dla unijnej straży granicznej dotyczące jej działań na terytorium państw Unii bez ich zgody były absurdalne.

Władze francuskiego Calais nie mogą sobie poradzić z coraz bardziej rozzuchwalonymi imigrantami muzułmańskimi, proszą o pomoc wojsko, a w Szwecji w jednym z ośrodków dla uchodźców 15-letni imigrant zasztyletował opiekunkę. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby do świadomości unijnych decydentów doszło, że czas najwyższy zatrzymać falę imigrantów?

– Kwestia postępującej przestępczości w Calais nie jest niczym nowym i trwa od miesięcy. Jednak poprawność polityczna wygrywała z rozsądkiem, blokując odpowiednie służby i działania. Jak to możliwe, że osoby nielegalnie przebywające na terenie Unii, napadają na samochody, ludzi, dokonują włamań i niszczenia mienia i są bezkarne. Reaguje się poważnie tylko na zabójstwa. Jeśli ta bezczynność i przymykanie oczu będzie trwało dłużej, to społeczeństwo w wielu krajach, w trosce o bezpieczeństwo swoich dzieci i swoje, w końcu weźmie sprawy we własne ręce i zacznie wyręczać organy władzy. Wówczas poleje się krew imigrantów. Pytanie tylko, czy o to chodzi…

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl