logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Silar/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Uległością nic nie wskóramy

Wtorek, 8 marca 2016 (05:21)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas szczytu NATO w Warszawie z inicjatywy Polski ma się odbyć posiedzenie Rady NATO – Ukraina na najwyższym szczeblu. Przywrócenie ładu międzynarodowego na terytorium Ukrainy to jedno, ale czy tak jednoznaczne nasze angażowanie się po stronie Kijowa nie jest trochę na wyrost?

– Wspomniana deklaracja jest tylko pewnym gestem i pokazuje, iż NATO widzi w tym państwie partnera do współpracy, ale nie ma mowy o klarownych perspektywach członkostwa Ukrainy w Pakcie Północnoatlantyckim. Polska jako gospodarz tego spotkania zapewne po konsultacji z Waszyngtonem w ten właśnie sposób wysyła sygnał społeczeństwu ukraińskiemu, że nie pozostawia ich kraju samemu sobie. Jednakże to nie problemy Ukrainy będą głównymi tematami szczytu, ale problemy Bliskiego Wschodu, infrastruktura NATO w Polsce oraz kwestie migracyjne.

Jak Pana zdaniem, wychodziliśmy dotychczas na tzw. strategicznym partnerstwie z Ukrainą?

– Strategiczne partnerstwo z Ukrainą było zawsze tylko pustą deklaracją. Śledząc współpracę tego państwa w ostatnich dwóch dekadach, zauważymy, iż co najmniej kilkanaście państw doznało zaszczytu bycia „strategicznym partnerem” Ukrainy. Było to uzależnione od tego, do kogo w danej chwili Kijów miał interes. Warto też zadać pytanie – dlaczego w stosunku do strategicznego partnera nakłada się embargo na określone produkty? Ponadto strategiczne partnerstwo musi przynosić określone zyski obu stronom. Póki co na strategicznym partnerstwie z Ukrainą Polska ma zasadniczo same straty.

W styczniu prezydent Poroszenko zaproponował rozmowy o „zakończeniu okupacji Krymu” w formacie Genewa Plus, z udziałem Ukrainy, Rosji, Stanów Zjednoczonych i UE, a także Wielkiej Brytanii jako sygnatariusza Memorandum Budapesztańskiego. Polski jakoś w tym formacie nie widać, zresztą nie po raz pierwszy…

– Obecne elity ukraińskie w Kijowie – o czym się niestety zapomina – to zasadniczo nie politycy, a biznesmeni. Ci ludzie traktują państwo jako swoistą domenę wpływów gospodarczych. Polacy zaś podchodzą do rozmów jak do partnerów politycznych i tu mamy ciągły, wieloletni stan rozczarowania, co więcej – nie wyciągamy z tych lekcji żadnych wniosków. Efekt jest taki, że ekipy rządowe w Warszawie się zmieniają, a naiwność polityczna Polski ma niestety charakter stały.

Podczas spotkania z doradcą prezydenta Ukrainy ds. zagranicznych Kostiantynem Jelisejewem minister Krzysztof Szczerski powiedział, że dla Warszawy w relacjach z Kijowem kluczowy jest dialog społeczno-historyczny związany głównie z trudnymi kartami wspólnej historii. Jak Pana zdaniem ten „dialog” wyglądał do tej pory?

– Tego dialogu tak naprawdę nie ma, co więcej – zapowiada się, iż nadal nie będzie. Kijów już ma „we krwi” uprawianie dialogu historycznego z Polską od dwudziestu lat. Jednak w zakresie podejścia do historii wzajemnych stosunków jesteśmy ciągle coraz dalej niż bliżej. Wspomniana kwestia stała się tylko polem deklaracji, gdyż nie ma po drugiej stronie partnera, który byłby w stanie wypracowywać ten dialog. Ukraińscy naukowcy wiedzą, że to nie oni będą decydować o uzgodnieniach, ale rząd i ugrupowania nacjonalistyczne, które swoją wersję historii zapisały samodzielnie już siedemdziesiąt lat temu. Zresztą w obecnej sytuacji gospodarczej Ukrainy tak naprawdę mało kogo taki dialog interesuje.

A jak taki dialog powinien wyglądać?

– Problem w tym, iż Ukraińcy mają zasadniczy problem ze swoim wewnętrznym dialogiem i interpretacją własnej historii. Skoro są wewnętrznie podzieleni, to jak w takim wypadku mogą na zewnątrz zaprezentować własne jednorodne stanowisko. Jeżeli władze w Kijowie uważają, że Donbas to nadal państwo ukraińskie, to jak wyważyć wspólne stanowisko tego regionu ze Lwowem? Ponadto państwo ukraińskie nie będzie chciało przyznać się do zbrodni UPA, gdyż na tym buduje swoją legendę tożsamościową i historyczną. To najlepiej obrazuje, jak Ukraińcy pojmują dialog z Polską.

Według ministra Szczerskiego w kontekście kryzysu migracyjnego nasza granica z Ukrainą jest „otwarta, ale bezpieczna” i może stanowić modelowe rozwiązanie dla UE. Podziela Pan ten pogląd?

– Minister Krzysztof Szczerski swoimi deklaracjami pokazuje, iż żyje w letargu i na razie nic nie może go zbudzić. Ta granica stanie się – już niedługo – obszarem, gdzie masowo pokażą się nielegalni imigranci, co z kolei pociągnie za sobą wzmożoną działalność przestępczości zorganizowanej. Po stronie ukraińskiej granica jest dziurawa jak sito. Węgry rozpoczynają budowę muru granicznego tym razem z Rumunią, a Słowacja ćwiczy stawianie murów mobilnych. W tym samym czasie minister Szczerski, podobnie jak w ubiegłym roku kanclerz Merkel, swoimi deklaracjami wprost zaprasza imigrantów! Nasza granica z Ukrainą poza przejściami granicznymi powinna być natychmiast zamknięta, jeżeli chcemy mieć bezpieczne Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Jeżeli tego nie zrobimy teraz, to tysiące imigrantów mogą do lipca doprowadzić do zagrożenia całych tych uroczystości. Deklaracje służb o bezpieczeństwie tego przedsięwzięcia będą tylko wynikać z poprawności podległości służbowej.

Jak w kontekście naszego zaangażowania w sprawy Ukrainy należy ocenić gloryfikację zbrodniarzy UPA, m.in. Romana Szuchewycza, którego rocznicę śmierci ostatnio szumnie obchodzono m.in. w obwodzie lwowskim?

– Proszę zauważyć, iż gloryfikacji tego kata Polaków na Kresach dokonuje m.in. formacja „Azow”, której pomagali liczni wolontariusze z Polski, formacja, która ma poparcie wielu ukraińskich posłów. To tylko pokazuje, jaki jest rzeczywisty stosunek dużej części „Werchownej Rady” – parlamentu Ukrainy do polskiej wrażliwości historycznej oraz co otrzymujemy w zamian za wsparcie, jakiego udzielamy temu krajowi. Należy tylko się domyślać, jak będą wyglądały wzajemne ukraińsko-polskie przyszłe relacje po stabilizacji tego państwa. Nie ulega wątpliwości, iż państwo polskie powinno jednoznacznie prowadzić politykę wewnętrzną i w stosunku do Ukrainy wskazującą na brak jakiejkolwiek akceptacji dla gloryfikowania formacji, które brały udział w ludobójstwie Polaków. Jeśli teraz nie postawimy tej sprawy w sposób jednoznaczny, to możemy się spodziewać, że z upływającym czasem będzie to coraz trudniejsze do wyegzekwowania od naszego wschodniego sąsiada.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl