Niedawno zbezczeszczono pomnik ofiar ludobójstwa dokonanego na ludności Polskiej przez nacjonalistów ukraińskich w 1944 r. w Hucie Pieniackiej, teraz nieznani sprawcy sprofanowali Polski Cmentarz Wojenny w Bykowni. Czy należy wiązać te dwie sprawy?
– Uważam, że jest duże prawdopodobieństwo, że obie sprawy są powiązane. Proszę zwrócić uwagę, że deputowany do Werchownej Rady Ukrainy Jurij Szuchewycz, syn jednego z twórców nacjonalizmu ukraińskiego, zbrodniarza i kata Polaków Romana Szuchewycza, złożył projekt ustawy penalizującej publiczną krytykę Ukraińskiej Armii Powstańczej i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Według tego projektu mówienie źle o UPA będzie zagrożone karą do pięciu lat więzienia. Ponadto w ukraińskim parlamencie pojawia się projekt, według którego na terenie Ukrainy jako obowiązujący ma być język ukraiński, a wszystkie inne języki mają być zakazane. To oznacza, że języków: rosyjskiego, węgierskiego, mołdawskiego itd. nie będzie można używać. Czyli na Ukrainie zaczęła przeważać tendencja narzucania nacjonalizacji życia publicznego – zgodnie z tym, co ukraińscy nacjonaliści w swoim programie mieli już kilkadziesiąt lat temu. I tego typu profanacje jak ta w Hucie Pieniackiej czy ta obecna w Bykowni wcale nie muszą być dokonywane w sposób zorganizowany. Na tej fali wzrastającego nacjonalizmu, który de facto jest promowany przez ukraiński parlament, wśród różnych grup młodzieży nacjonalistycznej może się pojawiać samoistnie chęć przeprowadzania tego typu akcji. Taki jest efekt budzenia nienawiści i zakłamywania historii.
Czy mogła to być też forma prowokacji?
– Nie wykluczałbym również takiego scenariusza, bo tak naprawdę niczego ostatecznie nie można wykluczyć. Osobiście skłaniałbym się jednak w taką oto stronę, a mianowicie, że Ukraina jest w katastrofalnej sytuacji finansowej, także pod względem gospodarczym i władze tego państwa nie kontrolują już sytuacji, stąd pojawiają się tego typu działania nacjonalistyczne.
Tak czy inaczej władze ukraińskie nie powinny się stanowczo odciąć od tego typu aktów, aby przeciąć wszelkie dyskusje, w tym również głosy, że Kijów toleruje odradzający się nacjonalizm?
– Zgadzam się w całej rozciągłości z tym twierdzeniem. Tymczasem mamy sytuację, kiedy centralne władze Ukrainy potępiają dewastację, ale nie potępiają ideologii nacjonalistycznej, która stoi u podstaw tego typu aktów dewastacji czy wręcz profanacji.
Dlaczego władze tego nie robią?
– Trudno jednoznacznie powiedzieć. Być może środowiska nacjonalistyczne na Ukrainie mają już tak duże wpływy, że prezydent Petro Poroszenko i elity ukraińskie nie chcą ryzykować konfliktu z nimi.
O ile wcześniejsze dewastacje miejsc pamięci były dokonywane na zachodniej Ukrainie, o tyle tym razem akt zbezczeszczenia ma miejsce w pobliżu Kijowa. O czym to może świadczyć?
– Proszę zwrócić uwagę, że w ostatnim czasie główne marsze nacjonaliści ukraińscy ze Lwowa przenieśli do Kijowa, który w ok. 30-procentach jest zamieszkały przez ludność rdzennie rosyjską. Chodzi tu o przeniesienie tej ideologii i centrum nacjonalizmu do stolicy państwa. To ma pokazać, że nie tylko część Ukrainy jest nacjonalistyczna, ale cały kraj jest przesiąknięty tym duchem.
Czy ta część kijowska Ukrainy, zbliżona nie tylko geograficznie do Rosji, jest w stanie to „kupić” i przyjąć tę nacjonalistyczną ideologię?
– Myślę, że nie, ale trzeba pamiętać, że większość Ukraińców jest zastraszona i znajduje się w stanie apatii społecznej, że nie angażuje się, chowając głowę w piasek. Ludzie w tym kraju po prostu boją się wypowiadać. Wyjątkiem jest dyrektor Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego, pochodzący z Łucka na Wołyniu, Edward Doliński, który w imieniu środowisk żydowskich mówi wprost, że kierunek, w którym zmierza państwo ukraińskie, jest drogą donikąd. Z drugiej strony mamy sytuację, że władze Ukrainy, które przyznają się wprost do korzeni żydowskich, tolerują nacjonalizm. I to jest kolejny problem.
Czy możemy mieć do czynienia z falą tego typu aktów dewastacji miejsc pamięci związanych z Polską i Polakami?
– Nie wykluczałbym również takiej możliwości. Ostatnio jeden z historyków Instytutu Pamięci Narodowej wyraził pogląd, że Ukraina, aby powrócić do Europy, będzie musiała przejść swoistą denazyfikację elit. Sytuacja, z jaką mamy dzisiaj do czynienia, to nic innego jak próba przełożenia do przestrzeni publicznej idei, wartości, czynów, które w trakcie II wojny światowej były prezentowane przez OUN-UPA. Ta zbrodnicza ideologia jest bezwzględnie zwalczana np. w Niemczech, tymczasem na Ukrainie możemy zaobserwować gloryfikację nie tylko faszyzmu, ale i Hitlera, a więc coś, czego nie ma w całej Europie.
Kto ma dokonać oczyszczenia środowisk przesiąkniętych tą ideologią?
– To jest pytanie: czy Ukraina wygeneruje z siebie elity, które będą w stanie tego dokonać. Warto przypomnieć, że tego typu procesy dokonują się zawsze pod patronatem innych państw. Jeżeli słyszymy z ust prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, że Stany Zjednoczone ingerowały w wewnętrzne sprawy Polski i zwracały się w sprawach, które nie powinny administracji waszyngtońskiej w najmniejszym stopniu interesować – w sprawie uchwały o ludobójstwie wołyńskim, żeby nie nazywać ludobójstwem mordów na Wołyniu – to to oznacza, że tego procesu oczyszczenia Ukrainy nie dokona ani Polska,ani też Stany Zjednoczone. Prawdopodobnie Amerykanie i Polacy będą się wycofywać z polityki wspierania Ukrainy. Pytanie zatem jest następujące: w jakim ubędzie zmierzać Ukraina, co się stanie z tym państwem i jaką ideologię przyjmie to państwo – jako całość? Czy to nie będzie ideologia, która zamiast zahamować, będzie jeszcze bardziej nakręcała ten konflikt wewnętrzny, a nie uspokajała sytuację? Te akcje, jakie mamy wobec polskich pomników i upamiętnień, to jest tylko sygnał, natomiast powinniśmy się spodziewać na tym tle znacznie poważniejszych napięć na Ukrainie.
Co konkretnie ma Pan na myśli?
– Środowiska nacjonalistyczne, które w tej chwili są mocno rozdrobnione czy porozbijane na wiele grupek, przy sprzyjających okolicznościach mogą przystąpić do działań przeciwko obecnym władzom ukraińskim. Tak naprawdę Ukraina dryfuje w miejscu, nie ma żadnych rozstrzygnięć, a sytuacja gospodarcza pogarsza się z dnia na dzień jeszcze bardziej, a nic się nie robi, żeby tę postępującą degradację zahamować. Na nic się zdały porozumienia Mińsk 1 i Mińsk 2, nie jest też zwalczana korupcja, nie ma też żadnych sygnałów, które wskazywałyby na dostosowywanie prawa ukraińskiego do prawa europejskiego. Krótko mówiąc, w żadnej sferze życia publicznego nie ma widocznych symptomów, które poprawiałyby katastrofalną sytuację tego kraju i jego społeczeństwa.
Co Pan sądzi o wypowiedzi lidera nacjonalistycznej partii Swoboda Ołeha Tiahnyboka, który uważa, że część województw: podkarpackiego, małopolskiego, lubelskiego i podlaskiego to „etnicznie ukraińskie ziemie”?
– Ołeh Tiahnybok przypomniał tylko to, co na początku wewnętrznego konfliktu na Ukrainie zostało schowane pod stół. Te resentymenty związane z jednoczeniem ziem etnicznych ukraińskich w ich wydaniu to jest nic innego jak rewizjonizm. Ukraina ma pretensje nie tylko do Polski, ale również do Białorusi, Rosji, Węgier czy do Rumunii. Jest to zatem konflikt wielowymiarowy. Z jednej strony Ukraina traci ziemie na rzecz separatystów rosyjskich, mamy też kolejne tendencje separatystyczne na Zakarpaciu czy na Bukowinie, a z drugiej strony państwo, które jest w stanie upadłości gospodarczej, które jest targane wewnętrznymi konfliktami i jest w stanie upadku społecznego, a liderzy ugrupowań nacjonalistycznych forsują tezę, że Ukraina musi się zjednoczyć ze wszystkimi swoimi ziemiami, które ich zdaniem były etnicznie ukraińskie. W tym wszystkim trudno nawet się dopatrywać jakiejś spójnej strategii, za to na czoło wybija się chaos i jeszcze raz chaos. I jeżeli państwo ukraińskie pójdzie dalej w kierunku takiego wewnętrznego chaosu i awanturnictwa międzynarodowego, to Polska może mieć bardzo trudną sytuację.
Czy to oznacza, że chcąc nie chcąc, Polska będzie się musiała wycofać z tzw. strategicznego partnerstwa z Ukrainą, które, jak wiemy, działa tylko w jedną stronę, bez wzajemności?
– Myślę, że Polska prędzej czy później (im prędzej, tym lepiej) będzie się musiała zdystansować od Ukrainy. Jeżeli Ukraińcy pójdą dalej w kierunku promocji ustaw gloryfikujących banderyzm, OUN-UPA itp., to Polska nawet poprzez swoje doświadczenia i poprzez stanowisko parlamentu w sprawie ludobójstwa będzie się musiała dystansować od wielu kwestii związanych z Ukrainą, które w polskim społeczeństwie będą nie do przyjęcia. Stanowisko Polski będzie wymuszane przez działania wewnętrzne na Ukrainie. To Ukraińcy sami spowodują, że Polska się od nich zdystansuje. To z kolei pokazuje, że strategia tego państwa jest kompletnie niezrozumiała i prowadzi donikąd.

