logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie warto się odwracać od Białorusi

Czwartek, 23 marca 2017 (12:29)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przez ostatnie 20 lat polityka wschodnia polskich władz widziana jest przez pryzmat zagrożeń ze strony Rosji i tzw. strategiczne partnerstwo z Ukrainą, natomiast w cieniu pozostaje Białoruś. Dlaczego…?

– Białoruś po dojściu Alaksandra Łukaszenki do władzy zwróciła się ponownie w kierunku współpracy z Rosją, natomiast Ukraina zaczęła balansować między Zachodem a Rosją. Dlatego też wiele państw Unii Europejskiej, a także Stany Zjednoczone podjęły kroki mające na celu wyrwanie tego państwa spod wpływów Moskwy. Wspomniane działania miały na celu uniemożliwienie Rosji odbudowy swoich wpływów w Europie. Białoruś była poprzez to na drugim planie zainteresowania Zachodu.

Dla naszego bezpieczeństwa na wschodzie najważniejsza jest Ukraina jako bufor między Rosją a Polską?

– Rzeczywiście tak się wielu wydaje, ale tak nie jest. Dla Polski obecnie istotniejsze jest funkcjonowanie – w miarę – niezależnego państwa białoruskiego. Jeżeli z perspektywy wieków spojrzymy na tradycyjne ekspansje na Polskę, to kierunek ukraiński był w większości związany z zagrożeniami z południowej Europy i Bliskiego Wschodu. Natomiast kierunek białoruski był głównym traktem, który generował zagrożenia dla naszej państwowości. Trzeba też pamiętać, iż Białorusini są najbliżsi Polakom, bo są współobywatelami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przez wieki wzajemnie gwarantowaliśmy sobie bezpieczeństwo i tak powinno być w przyszłości.

Co zatem powinno być celem polskiej polityki zagranicznej na kierunku wschodnim?

– Po pierwsze, polska polityka zagraniczna powinna być nastawiona na ustabilizowanie sytuacji na Ukrainie, a po drugie, na współpracę z Białorusią, nawet biorąc pod uwagę głębokie związki tego państwa z Rosją. Istotnym elementem zacieśnienia współpracy jest także wysoce prawdopodobny przebieg tego chińskiego projektu Nowego Jedwabnego Szlaku właśnie przez Białoruś i Polskę. Ukraina ze względu na to, iż jest i będzie jeszcze przez lata państwem zdestabilizowanym, sama siebie skazuje na peryferyjność w tym projekcie. Żeby ten projekt mógł się ziścić, muszą być spełnione pewne warunki, a zwłaszcza utrzymanie stabilizacji tego obszaru. W przeciwnym wypadku może to skutkować zakończeniem projektu nad Bałtykiem z wykluczeniem zarówno Polski, jak i Białorusi. Sam projekt Jedwabnego Szlaku jest dla naszego regionu wielką szansą, zwłaszcza że Polska i Białoruś leżą na peryferiach wpływów interesów Chin, co jest niezwykle ważne z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa.

Białoruś przeżywająca poważne trudności gospodarcze z nieprzewidywalnym Łukaszenką może być stabilizatorem blokującym dalszą dezintegrację całej Europy Wschodniej?

– Ostatnie dwie dekady pokazały, że Alaksandr Łukaszenka jest bardziej przewidywalnym politykiem niż ostatni prezydenci Ukrainy Wiktor Juszczenko, Wiktor Janukowycz czy Petro Poroszenko. Oczywiście nie do zaakceptowania jest łamanie praw człowieka w tym państwie, ale istnienie niezależnej Białorusi jest ważniejsze dla Polski niż forma ustroju tam panująca. Jeżeli nie przeszkadza nam dyktatura w Arabii Saudyjskiej czy formująca się obecnie dyktatura w Turcji, to dlaczego znacznie ważniejszą z naszego punktu widzenia Białoruś mamy traktować inaczej? Warto przy tym zwrócić uwagę, że o ile destabilizacja Ukrainy jest obecnie związana ze wschodnimi terenami tego państwa, a więc stosunkowo daleko od naszych granic, to ewentualna destabilizacja Białorusi będzie tuż przy naszej granicy i – co więcej – będzie się odbywać kosztem naszych rodaków żyjących w tym kraju.

No dobrze, ale czy można mówić o bliższej współpracy z państwem, które nie uznaje Związku Polaków na Białorusi?

– Częściowo Polska jest sama tego winna i musimy to naprawić. Związek Polaków na Białorusi był kilkakrotnie większą potęgą od organizacji Polaków na Litwie. Niestety w ostatnich latach pozwoliliśmy, aby różni nieodpowiedzialni politycy próbowali wykorzystać naszych rodaków do poparcia opozycji białoruskiej. To było dalece nieodpowiedzialne działanie, które odbija się czkawką.

W grudniu 2016 r. w Mińsku gościł marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a wcześniej wicepremier Mateusz Morawiecki i minister Witold Waszczykowski. Czy to oznacza, że obecne polskie władze dostrzegają potencjał Białorusi?

– Na razie to są tylko gesty i wizyty mające osłabić dotychczasowe napięcia między naszymi państwami. Tutaj potrzebne jest teraz wsparcie finansowe państwa białoruskiego, a nie pakowanie pieniędzy w skorumpowaną Ukrainę, której los wydaje się przesądzony.

Zacieśniając relacje z Białorusią, mimo wszystko nie wchodzimy w sferę wpływu Moskwy. Czy to jeszcze bardziej nie zaostrzy naszych relacji z Rosją?

– Białoruś może być państwem, które we współpracy Polski z Rosją będzie stabilizatorem w tej części Europy. Dlatego też nie wolno podejmować działań mogących mieć znamiona próby wyrwania Białorusi spod wpływów Moskwy. Wybory w tej sprawie zostawmy mieszkańcom tego państwa.

Czy nie jest tak, że Białoruś usiłująca się wyrwać z orbity Rosji używa Polski jako narzędzia?

– Jeszcze raz podkreślę, iż destabilizacja Białorusi to groźba prawdziwego konfliktu NATO z Rosją na terytorium głównie Polski i Białorusi. Czy obu państwom o to chodzi, aby stać się polem konfliktu mocarstw o wpływy?  Z całą pewnością nie. Jesteśmy częścią Zachodu i jesteśmy związani sojuszami, które musimy wypełniać, ale wystawianie się Polski na konflikt to nie niwelowanie zagrożeń, ale danie przyzwolenia, aby państwa trzecie nami grały na tym kierunku.

A jak nasza ewentualna bliższa współpraca z Białorusią może być postrzegana przez państwa Unii Europejskiej?

– Państwa Unii jakoś specjalnie nie protestują, kiedy ponad ich głowami Berlin buduje most z Moskwą. Tym bardziej w tym przypadku nie powinno to budzić niczyich zastrzeżeń, zwłaszcza że na Białorusi już teraz działa kilkakrotnie więcej firm brytyjskich i niemieckich niż polskich. Od strony inwestycyjnej jest to państwo stabilne i otwarte na współpracę z zagranicą. O tym zresztą mówi wielu polskich przedsiębiorców. I to warto równie wykorzystać.

Co zyskujemy, wspierając Białoruś i współpracując z nią?

– Przede wszystkim korzyścią jest stabilne państwo u naszych wschodnich granic, z którym możemy współpracować chociażby w kwestii niwelowania presji migracyjnej z państw muzułmańskich byłego Związku Sowieckiego. Jeżeli założymy, iż Ukraina jeszcze przez lata będzie zdestabilizowana na różnych poziomach, w tym zwłaszcza gospodarczo, a Litwa ma znikomy potencjał gospodarczy, demograficzny i geopolityczny, to Białoruś jest bardzo dobrze rokującym partnerem gospodarczym.  

Jak Polska i Białoruś ze względu na swoje położenie rysują się w światowej geopolityce?

– Dla Stanów Zjednoczonych zarówno Polska, jak i Białoruś są częścią tzw. Rimlandu, czyli pasa państw graniczących z Rosją, nad którymi kontrola zapewnia przewagę strategiczną Waszyngtonu nad Rosją i Chinami. Dla Moskwy Białoruś jest obszarem rdzeniowym dla rosyjskich koncepcji geopolitycznych, obszarem wyłącznych wpływów tego państwa, a zatem jest postrzegana jako niesamodzielne i niesuwerenne państwo. Natomiast Polska jest widziana jako państwo, w którym trzeba zneutralizować wpływy Stanów Zjednoczonych. Tak czy inaczej zarówno Polska, jak i Białoruś są polem konfrontacji mocarstw. W dobrze pojętym naszym wspólnym interesie jest niedopuszczenie do wykorzystania naszych państw do rywalizacji państw trzecich. Dlatego też nasze geopolityczne położenie z obszaru rywalizacji mocarstw musimy przekształcić w obszar możliwej współpracy, bo to odnosi się do naszego egzystencjonalnego bezpieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl