Czy po zamachu w Sankt Petersburgu można powiedzieć, że terroryzm o podłożu fundamentalizmu islamskiego dotarł również do, wydawałoby się, szczelnej Rosji?
– Terroryzm o podłożu fundamentalizmu islamskiego dotarł do Rosji nie dzisiaj, ale dużo wcześniej. Związane to było głównie z wojną Rosji w Czeczenii. Pierwsze akty terroru pojawiły się ze strony Czeczenów, odbierane – przynajmniej przez nas – jako element walki narodowowyzwoleńczej czeczeńskiego narodu. Wkrótce jednak świat się zorientował, że podłoże i intencje tego typu aktów terroru są inne, co pokazał m.in. zamach z 2013 r. przeprowadzony przez dwóch Czeczenów podczas maratonu w Bostonie. Tak czy inaczej ten fundamentalizm islamski – ze wszystkimi jego przejawami – dotarł do Rosji dużo wcześniej. Przykładem był chociażby zamach w Moskwie, w Teatrze na Dubrowce przeprowadzony w 2002 r. przez czeczeńskich terrorystów, którym przewodził Mowsar Barajew, gdzie w wyniku nieudolnych działań rosyjskich sił specjalnych, obok 40 terrorystów zginęło także ok. 130 zakładników. Był to zamach również na podłożu fundamentalizmu muzułmańskiego. Natomiast przy okazji zamachu w Sankt Petersburgu po raz pierwszy możemy mówić, że w Rosji uderzyły siły bezpośrednio powiązane z tzw. Państwem Islamskim, tym, z którym Rosja prowadzi wojnę m.in. w Syrii.
Mamy zatem do czynienia z eksportowaniem terroryzmu?
– Zdecydowanie tak. Zresztą to zjawisko eksportu terroryzmu powstało już dużo wcześniej, tyle że nie w takim wymiarze jak obecnie. Analizując fakty, dostrzegamy, że we wszystkich państwach, które przystępują do walki z tzw. Państwem Islamskim, natychmiast pojawiają się zamachy terrorystyczne. Francja, Belgia, Niemcy czy Stany Zjednoczone, ale też inne kraje, które zwalczają bądź popierają zwalczanie terrorystów tzw. Państwa Islamskiego, w tym również Rosja, państwa, które poprzez zaangażowanie w popieranie reżimu Baszara al-Asada walczą z islamistami, są na liście potencjalnych obiektów zamachów terrorystycznych. Od dawna było wiadomo, że w momencie, kiedy tzw. Państwo Islamskie zacznie ponosić porażkę na Bliskim Wschodzie, to wówczas zacznie eksportować swoich ludzi do Europy i tak się dzieje. Przy okazji zamachów we Francji, w Belgii czy w Niemczech mówiliśmy, że ludzie, którzy walczyli w szeregach ISIS, zostali zindoktrynowani, wyszkoleni i wracali do krajów swego pochodzenia w Europie po to, aby tworzyć tu komórki terrorystyczne bądź też jako tzw. samotne wilki dokonywać zamachów terrorystycznych.
Gdzie radykalizują się antyrosyjskie nastroje?
– Miejscem, gdzie radykalizują się antyrosyjskie nastroje, jest przede wszystkim wspomniana Czeczenia, ale również Bliski Wschód, co jest związane ingerencją polityczną i operowaniem sił zbrojnych Rosji na tamtym terenie. I to właśnie tam dokonuje się radykalizacja antyrosyjska, która jest odpowiedzią na działania Moskwy. Podobnie mieliśmy do czynienia w przypadku Stanów Zjednoczonych i zaangażowaniem militarnym Amerykanów w Afganistanie czy w Iraku. To powodowało radykalizację wrogich nastrojów i agresję skierowaną wobec sił amerykańskich czy wobec obywateli tego państwa.
Z kim po zamachu w Sankt Petersburgu będzie walczył Putin – czy z terroryzmem, czy może to być także wytrych do walki z opozycją?
– Z całą pewnością Rosja w sposób zdecydowany uważa terroryzm jako zjawisko negatywne, okrutne, nie do zaakceptowania. Zamachy terrorystyczne na szkołę w Biesłanie, na metro w Moskwie w 2004 r. czy w samej Czeczenii skierowane przeciwko siłom rosyjskim czy przeciw obywatelom tego państwa bardzo mocno doświadczyły Rosję. Stąd walka z terroryzmem jest celem działań władzy rosyjskiej i samego Putina. Oczywiście należy się też spodziewać, że przy okazji Putin w umiejętny, sobie właściwy sposób będzie chciał wykorzystać zamach w San Petersburgu i fakt zagrożeń ze strony tzw. Państwa Islamskiego do zdławienia tych sił w Syrii. Przy okazji – za jednym zamachem – wykorzysta to również do rozprawy z siłami opozycyjnymi, do realizacji swoich celów politycznych, w tym dla wsparcia reżimu Baszara al-Asada, a co za tym idzie – do wywarcia wpływu na losy Syrii, a w przyszłości umiejscowienia tam swoich baz wojskowych.
Rosja, która sama staje się także celem ataków terrorystycznych, może być sprzymierzeńcem Zachodu w walce ze zjawiskiem terroryzmu i tzw. Państwem Islamskim?
– Wydaje się, że jest to możliwe. Już od dawna mówi się o tym, że do przeciwdziałania zjawisku terroryzmu na terenie Europy potrzebna jest współpraca nie tylko państw Unii Europejskiej, ale także Stanów Zjednoczonych. Po wspomnianym już zamachu w Bostonie z 2013 r., którego dokonali dwaj bracia Czeczeni, ale nie tylko po tym incydencie panuje przekonanie, że w zakresie zwalczania terroryzmu konieczna jest współpraca pomiędzy Rosją, Stanami Zjednoczonymi a resztą świata. I co do tego powinniśmy być zgodni. W pojedynkę nie da się zwalczyć tej fali terroru. Terroryzm jest zjawiskiem globalnym i musi być globalnie zwalczany. W tej sytuacji nie możemy mówić o podziałach czy różnicach politycznych, ale walka ze zjawiskiem terroryzmu musi być prowadzona ponad podziałami.
Na czym powinna polegać dziś walka z terroryzmem?
– Przede wszystkim do skutecznej walki z terroryzmem konieczna jest konsolidacja sił, szybkie wzajemne przekazywanie sobie informacji. Wszystko po to, żeby nie dochodziło do sytuacji jak podczas zamachu w Paryżu w ubiegłym roku, gdzie terroryści przygotowywali się w sąsiednim państwie, ale informacje o tym nie docierały do francuskich sił specjalnych czy do sił bezpieczeństwa. A zatem wymiana informacji i wspólne prowadzenie działań wywiadowczych to jedno, ale konieczna jest również konsolidacja sposobów realizacji różnych metod zwalczających terroryzmu, a co za tym idzie – wspólne operacje antyterrorystyczne i wspólne szkolenia, które mają na celu przygotowanie sił i środków do skutecznej walki z tym niebezpiecznym zjawiskiem.
Wspólnie możemy wyjść obronną ręką z walki z terroryzmem?
– Z całą pewnością jest to długa i trudna droga wymagająca wiele sił i środków, współpracy państw nawet o bardzo skrajnych czy odmiennych politycznych poglądach. I to wzajemne współdziałanie jest poza dyskusją, tylko to daje szansę na odniesienie sukcesu w zwalczaniu terroryzmu. Warto może przypomnieć, że terroryzm – już od wieków – był obecny w historii świata. O pierwszych zjawiskach terroryzmu możemy mówić już w starożytności, a więc towarzyszy ono ludzkości od bardzo dawna. Nie oznacza to wcale, że można do tego przywyknąć – wprost przeciwnie – trzeba z nim walczyć. Nie ma się jednak co oszukiwać, że terroryzm zostanie całkowicie wyeliminowany z życia ludzkości, ale trzeba wierzyć, że w znaczny sposób to zjawisko zostanie ograniczone i wyeliminowane przynajmniej z obszaru Europy.
Tak, tyle tylko, że w minionych czasach łatwiej można było okiełznać terror, a dzisiaj jest to trudniejsze…
– Rozprzestrzenianiu się zjawiska terroryzmu sprzyja fala migracji, która dotarła i coraz bardzie rozprzestrzenia się po Europie. Ciężko jest wykrywać i eliminować terrorystów spośród całej masy ludzi, którzy uciekając przed skutkami wojny i biedy, docierają na Stary Kontynent. Jest to problem bardzo złożony, tym bardziej więc wymaga uwagi, współdziałania i zdecydowanych kroków. W przeciwnym wypadku problem będzie eskalował, a sytuacja może być bardzo nieciekawa.
Czyli idea wielokulturowości Europy poniosła klęskę?
– Oczywiście, że tak, ale nie mogło być inaczej. Bardziej należy się skłaniać ku teorii zderzenia z cywilizacją, która jeszcze do niedawna wydawała się bardziej spekulacją intelektualną teraz zaś staje się faktem. Mamy do czynienia ze zderzeniem się z Islamem – cywilizacją kulturowo odmienną, obcą Europie wyrastającej z chrześcijańskich źródeł.
Unia Europejska nie wyciąga jednak wniosków z własnych i innych lekcji, a temat przymusowych kwot imigrantów powraca jak bumerang…
– Sytuacja jest kuriozalna. Z jednej strony mamy Europę zatrwożoną zamachami terrorystycznymi we Francji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii a z drugiej strony unijni decydenci chcą – kosztem państw członkowskich – odgrywać rolę zatroskanych opiekunów uchodźców, angażować się w pomoc humanitarną tym, którzy pukają do bram Europy, ale nie tędy droga. Od początku byłem zwolennikiem, że ludziom z terenów ogarniętych konfliktami zbrojnymi w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie trzeba pomagać w miejscu ich zamieszkania. W związku z tym kluczem do sukcesu i rozwikłania problemu uchodźczego jest rozwiązanie konfliktu, który trwa w Syrii. To w znaczący sposób ograniczyłoby napływ imigrantów do Europy. I to jest pierwsza kwestia. Drugą sprawą jest solidarna walka ze skutkami tego, co spowodowała rewolucja w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie. I te dwie kwestie trzeba uporządkować. Oczywiście nie stanie się to od razu, bo jest to proces wymagający czasu, wielu wysiłków i kompromisów, ale jest to konieczne. W przeciwnym wypadku terroryzm będzie się rozprzestrzeniał i docierał w coraz to nowe miejsca na świecie, zagrażając bezpieczeństwu niewinnych ludzi.

