Wielka Brytania kolejny raz stała się celem ataku terrorystycznego. Ból jest tym większy, że zamach był wymierzony w dzieci i młodzież…
– O tym, że terroryzm nie ma żadnych skrupułów czy hamulców, dlatego uderza w czułe miejsca, które najbardziej bolą, wiadomo od dawna. Na przestrzeni lat terroryzm przeszedł ewolucję. Przypomnę, że kiedyś celem ataków byli przywódcy państw, politycy, wojskowi, natomiast dzisiaj nie zabija się takich ludzi, dzisiaj zabija się zwykłych obywateli. A wszystko po to, żeby jak najbardziej bolało. Jeśli do tego dodamy, że ataki – jak ten w Manchesterze – są wymierzone w zupełnie bezbronne osoby, m.in. dzieci, to przekaz tego, co się wydarzyło, jest jeszcze bardziej drastyczny. Dodatkowo boli fakt, że wśród ofiar jest dwoje Polaków – rodziców, którzy przyjechali pod halę widowiskową Manchester Arena, aby po zakończonym koncercie odebrać swoje dzieci.
BBC podaje, że terroryści ostrzegali na Twitterze przed zamachem, wskazywali nawet miejsce. Jak to możliwe, że zostało to zlekceważone przez służby?
– Nie do końca należy wierzyć tego typu doniesieniom, zanim zostaną one dokładnie sprawdzone i zweryfikowane. Musimy też mieć świadomość, że w pierwszych godzinach po zamachu w całym tym gąszczu przekazów, jakie do nas docierają, mogą pojawiać się różne informacje, zarówno prawdziwe, jak też niemające nic wspólnego z faktami. Wszystkie powinny zostać sprawdzone. Natomiast jeśli rzeczywiście informacje zawarte w tzw. open source, czyli źródłach otwartych, np. w internecie czy też w prasie, gdzie ktoś ostrzega czy też wręcz grozi zamachem, zostały zbagatelizowane, to ten brak reakcji byłby naganny. Prawdę mówiąc, nie sądzę, żeby w przypadku brytyjskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa coś takiego mogło się zdarzyć. Niedawno mieliśmy zamach na Moście Westminsterskim w Londynie, a więc był to bardzo wyraźny sygnał, że Wielka Brytania nie jest bezpieczna i że zagrożenie terrorystyczne będzie się częściej pojawiać. Dziś poziom zagrożenia terrorystycznego w tym kraju został podniesiony przez Wspólne Centrum Analizy Zagrożenia Terrorystycznego (JTAC) do najwyższego poziomu, czyli „krytycznego”. Oznacza to, że można się spodziewać kolejnego zamachu. To pokazuje, że wysoki poziom zagrożenia zamachami wciąż istnieje. I Brytyjczycy muszą się przyzwyczaić do obecności na ulicach, w newralgicznym miejscach, m.in. na lotniskach czy dworcach, również wojska, które będzie wspierać policję.
Z czego może wynikać to, że uwadze służb mogło ujść takie zdarzenie?
– Myślę, że przyczyn należy upatrywać w nawale prac i w trudności w wykrywaniu tego typu niebezpiecznych zjawisk, ale nie bez znaczenia jest tu też masowość przybyszów imigrantów z obcych nam kulturowo obszarów, którzy docierają do Europy, w tym również do Wielkiej Brytanii. W tej potężnej w dużej mierze niekontrolowanej fali migracji są ukryci bojownicy, m.in. tzw. Państwa Islamskiego, których coraz trudniej wykryć. W związku z tym sytuacja coraz bardziej zaczyna się nam wymykać spod kontroli.
Cywilizowany świat na razie przegrywa z terrorem. Jednak politycy europejscy nie widzą związku między zamachami a przyjmowaniem muzułmańskich imigrantów…
– Ten związek między falą migracyjną a zamachami terrorystycznymi oczywiście istnieje, i to nie ulega wątpliwości. Przyjmowanie uchodźców w sensie pomocy ludziom, którzy są ofiarami wojny, konfliktów zbrojnych czy też czystek etnicznych, jest czymś słusznym i zasadnym. Jednak pomaganie na tak wielką skalę wobec braku kontroli i możliwości zidentyfikowania osób przybywających do Europy z całą pewnością nie jest ani dobre, ani rozsądne. Wielokrotnie mówiłem, że ideałem byłoby okiełznanie konfliktu w Afryce Północnej, a przede wszystkim na Bliskim Wschodzie, głównie zaś w Syrii i Iraku tam na miejscu. Chodzi o stłamszenie ognisk zapalnych, odbudowywanie tam na miejscu warunków pokoju i również tam pomaganie ludziom – ofiarom konfliktów. Natomiast przyjmowanie tak potężnej fali imigracji w sposób niekontrolowany jest wysoce nierozważne. Nie ma bowiem fizycznej możliwości, żeby wszystkich tych ludzi sprawdzić i zidentyfikować, kim są naprawdę. Tymczasem tzw. Państwo Islamskie skrzętnie wykorzystuje naszą naiwność, głupotę, nasze dobre serce, po to, żeby zadawać kolejne ciosy Europie i kulturze zachodniej, a bezpośrednimi ofiarami stają się nie przywódcy czy politycy, którzy fundują ludziom złe rozwiązania, ale zwykli obywatele.
Są głosy, że te akty terroru skończą się dopiero wtedy, kiedy zakończą się konflikty, które trwają w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Czy do tego czasu mamy bezczynnie czekać?
– Wojna muzułmańskich terrorystów z cywilizowanym światem Zachodu trwa i obawiam się, że nawet zakończenie konfliktów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie wcale nie musi oznaczać końca fali terroryzmu, która wciąż narasta. Dlatego istnieje duże zagrożenie, że ten konflikt zostanie – w pewnym sensie – przeniesiony na grunt europejski. Zresztą już został on przeniesiony do Europy, bo przecież walka trwa już nie tylko w Syrii, Iraku czy innych państwach głównie Afryki Północnej, ale ta walka odbywa się w Europie, czego dowodem są zamachy terrorystyczne, których częstotliwość jest coraz większa. Proszę zwrócić uwagę, że praktycznie nie ma miesiąca, kiedy nie mielibyśmy do czynienia z próbą dokonania zamachu bądź też z zamachem terrorystycznym. Zatem ta fala terroru już dotarła do Europy, i tak to niestety wygląda. Osobiście jestem zwolennikiem izolowania Europy od tego zła i walki z tym złem, ale nie u nas w domu, ale w rejonach, gdzie ono się rodzi. To jednak wymaga porozumienia supermocarstw takich jak Stany Zjednoczone czy Rosja, ale także innych państw, które mają decydujący głos w kwestii porządku na świecie. Oczywiście nie będzie to łatwe, ale jest konieczne, co więcej jest możliwe.
Polityka migracyjna narzucana przez liberalne i lewicowe elity europejskie poniosła klęskę?
– Zdecydowanie tak. Mogliśmy skorzystać z wcześniejszych doświadczeń, które przyniosła wojna bałkańska, gdzie konflikt też miał podłoże etniczne, religijne, polityczne i także był trudny do wygaszenia. O tym świadczył chociażby fakt, że siły pokojowe ONZ nie były w stanie same sprostać temu wyzwaniu i trzeba było dopiero interwencji NATO i całej społeczności międzynarodowej, aby zaprowadzić porządek i stabilizację w tym regionie. Przy okazji tego konfliktu mieliśmy również doświadczenia migracyjne, gdzie masa migrantów serbskich, bośniackich, albańskich – liczona w setkach tysięcy osób – rozpierzchła się po całej Europie. Niestety, nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z tej lekcji.
Może to powoduje, że dzisiaj obok wzmożonych środków bezpieczeństwa mamy też podwyższony poziom strachu. Jak daleko może się przesunąć granica przerażenia, którą ciągle wywołują terroryści?
– Nie ulega wątpliwości, że wzrost przerażenia jest spowodowany zamachami terrorystycznymi i ich konsekwencją, czyli ofiarami. Ten strach i to przerażenie może spowodować bardzo poważny paraliż życia społeczeństw poszczególnych państw. Przypomnę w tym miejscu zamachy, jakie miały miejsce w 2010 r. w moskiewskim metrze, gdzie w kolejnych dniach po tym tragicznym wydarzeniu drastycznie spadła liczba osób korzystających z tego środka komunikacji publicznej. To pokazuje wyraźnie, że społeczeństwo poprzez tego typu akty terroru jest zastraszone. Ludzie są przekonani, że nie warto korzystać z metra, bo tam był zamach terrorystyczny i tam może także ich spotkać śmierć. Idąc takim tokiem myślenia, za chwilę będziemy się bali wyjechać na wakacje do Francji czy Hiszpanii, będziemy czuli lęk, wsiadając do samolotu, zaczniemy unikać miejsc, gdzie odbywają się imprezy masowe czy to kulturalne, czy chociażby sportowe. Reasumując, będziemy żyli w ciągłym strachu i panice, a oto właśnie chodzi terrorystom.
Kiedy dochodzi do zamachu, to z ust polityków słychać głosy o bezduszności zamachowców, a z drugiej strony o naszej solidarności, jedności, że nie damy się zastraszyć, ale czy de facto nie jesteśmy bezsilni, a terrorystom udaje się rozbić solidarność i jedność, wprowadzając – jak Pan wspomniał – strach i zamęt?
– Tak niestety jest i tak będzie. Obrazy zabitych, rannych, w tym dużą grupę dzieci, które ludzie widzą w mediach po zamachu w Manchesterze, to wszystko spowoduje, że nie będziemy mogli spokojnie korzystać ze wszystkich przywilejów i zdobyczy naszej cywilizacji. Natomiast z tą solidarnością, o której pan wspomniał, nie przesadzałbym za bardzo. Europa – moim zdaniem – tak naprawdę nie jest zjednoczona, przynajmniej w tej kwestii. Pokazuje to chociażby różnica zdań na temat sposobów rozwiązania problemu migracyjnego. Zachowanie się państw zachodnich takich jak Niemcy czy Francja oraz próba zmuszenia np. Polski do przyjmowania narzuconych z góry kwot migrantów to nic innego, jak chęć pokazania za wszelką cenę, że otwarcie bram Europy nie było błędem. Te środowiska nawet nie potrafią się przyznać do błędu i do tego, że zafundowały społeczności wielu państw strach i zagrożenie terrorem. Jednak nie ulega wątpliwości, że ten błąd popełnili, bo wpuszczenie tak dużej niekontrolowanej migracji spowodowało zamęt i chaos. Pomijając już nawet kwestię zamachów, proszę zwrócić uwagę, w jakich warunkach żyją w tej chwili imigranci, jak wyglądają obozy uchodźców na Lampedusie czy jaka sytuacja panuje w przepełnionych obozach dla uchodźców w Niemczech. To dowód, że Europa nie była, nie jest i nie będzie przygotowana na przyjęcie tak potężnej ilości imigrantów. I żadne zaklęcia odwołujące się do solidarności, a tym bardziej narzucanie woli przez „postępowe” państwa Unii Europejskiej poszczególnym krajom członkowskim nie zmienią tego faktu.
Czyli dobrze, że obecny polski rząd stanowczo nie godzi się na dyktat i przymusową relokację imigrantów…?
– Ja osobiście uważam, że bardzo dobrze.

