logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

W obliczu Smoleńska rząd PO – PSL zdezerterował

Wtorek, 30 maja 2017 (20:08)

Z senator Alicją Zając z Prawa i Sprawiedliwości, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jesteśmy świadkami makabrycznych odkryć. Po ekshumacji ciała gen. Bronisława Kwiatkowskiego słyszymy, że również w trumnie gen. Włodzimierza Potasińskiego są szczątki innych ofiar. Czy to, jak zostały potraktowane ciała polskich dowódców, można w jakikolwiek sposób wytłumaczyć?

– Z przykrością i wielkim smutkiem przyjęłam tę informację, tym bardziej że gen. Kwiatkowskiego znałam osobiście. To był wspaniały żołnierz, podobnie jak gen. Potasiński. Ale tego można się było spodziewać, dlatego też część rodzin nie składała wniosków o ekshumację, bo zwyczajnie baliśmy się tego, czego dzisiaj jesteśmy świadkami, kiedy się dowiadujemy, że ciała – zresztą nie pierwszych ofiar katastrofy smoleńskiej – zostały sprofanowane przez Rosjan. Te przykłady są najbardziej drastyczne z uwagi na liczbę szczątków różnych osób w jednej trumnie, ale takie „pomyłki” były już wcześniej podczas wcześniejszych ekshumacji. To przerażające.

Co zawiodło procedury, ludzie…?

– To, co dzisiaj widzimy, to efekt niechęci czy też brak umiejętności podjęcia trudnych decyzji w sytuacja nadzwyczajnych, a taką była katastrofa pod Smoleńskiem. Ówczesne polskie władze nie wykazały się odwagą zmierzenia się z Rosjanami, aby zadbać o interes Polski i godne potraktowanie ciał naszych bliskich zmarłych oraz przeprowadzenie wszystkich czynności w cywilizowany sposób. Chodzi o identyfikację ofiar oraz złożenie ich do trumien, aby każdy z nas mógł pochować w grobach swoich bliskich, mając pewność, że spoczywa tam konkretnie ta, a nie inna osoba.    

Przecież politycy Platformy Obywatelskiej, m.in. ówczesny premier Donald Tusk oraz Ewa Kopacz, przekonywali, że wszystko jest w najlepszym porządku…

– Ówczesna władza domagała się szacunku dla siebie, ale jak można mieć szacunek dla osób, które mając obowiązek zadbać o bezpieczeństwo swoich obywateli, nie potrafili zadbać o godność i szacunek dla ofiar tragedii, dla najwyższych przedstawicieli państwa. Dziś widać czarno na białym, że mówiąc nam, iż Rosjanie wywiązują się ze swoich obowiązków wzorowo, zwyczajnie okłamywali nas, rodziny, ale także okłamywali wszystkich Polaków. Narazili nas, rodziny – setki osób na traumę, która po siedmiu latach znów powraca. Trudno nawet znaleźć słowa, żeby określić to, co dzisiaj przeżywamy.

„Pracujemy jak jedna rodzina, po raz pierwszy jestem świadkiem tak dobrej współpracy” – to słowa Ewy Kopacz z 13 kwietnia 2010 r. w Moskwie. Kiedy słyszy Pani te słowa to, co przychodzi Pani na myśl?

– Ewa Kopacz – jej zachowanie, postawa nie zasługuje na uwagę. Fakty mówią same za siebie. Tej hańby smoleńskiej, której sprawcami byli ówcześnie rządzący, nie da się przykryć PR-em, kłamliwą retoryką. Każdy, kto widział relacje telewizyjne i słyszał to, co mówiła ówczesna minister zdrowia w Moskwie czy później w Sejmie, a dzisiaj skonfrontuje jej słowa z faktami, nie może mieć żadnych złudzeń. Państwo polskie zarządzane przez koalicję PO – PSL – w wymiarze międzynarodowym zostało sprowadzone do roli petenta. Teraz przed prezydentem Andrzejem Dudą i premier Beatą Szydło niełatwe zadanie odbudowania prestiżu państwa i doprowadzenie do poziomu, na jaki Polska zasługuje. Wcześniej państwa polskiego nie było.  

Czy Pani zdaniem Donald Tusk i rząd PO – PSL miał świadomość, że z identyfikacją i podejściem do ciał ofiar może być coś nie tak?  

– Ówczesny premier Tusk i przedstawiciele rządu PO – PSL musieli wiedzieć, co więcej – sankcjonowali ten stan takimi wypowiedziami jak cytowane przez pana Ewy Kopacz. My przybici tym, co się stało, przeżywaliśmy tragedię i dramat tych wszystkich wydarzeń, natomiast oni z premedytacją wykorzystywali naszą żałobę. Na dowód przypomnę słowa Donalda Tuska, który podczas spotkania z rodzinami wypowiedział bulwersujące i dyskredytujące go również jako człowieka, Polaka, słowa, że nie chciał, żeby sprawa Smoleńska wywołała negatywny tematycznie przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Dla Donalda Tuska i jego rządu ważniejsze było, żeby się poukładać z Rosją niż godnie pochować 94 ofiary katastrofy, bo jak wiemy o godny pochówek pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich zadbał prezes Jarosław Kaczyński, który wbrew stanowisku Rosjan powiedział stanowczo, że nie wyjedzie z Rosji, dopóki nie zabierze ciała swojego brata i bratowej. Również i my, gdybyśmy wówczas mieli świadomość, że tak Rosjanie potraktują ciała naszych bliskich zmarłych, nie wyjechalibyśmy z Moskwy.

W obliczu tego, co się stało, chyba trudno było rodzinom zadbać o wszystkie procedury, bo od tego były władze…

– My nie znaliśmy procedur. W obliczu tragedii tak niespodziewanej człowiek się wyłącza. Otrzymaliśmy wiadomość, że zginął nasz bliski: mąż, ojciec, brat, córka czy syn i mieliśmy przygotować miejsce ich pochówku. Oznajmiono nam, że pogrzeb będzie państwowy i w zasadzie na nic innego nie mieliśmy wpływu. Wtedy przybici tą tragedią uważaliśmy, że skoro tak mówią przedstawiciele najwyższych władz państwowych, to znaczy, że wszystko jest zgodne z obowiązującymi procedurami prawnymi.

Dotyczyło to także zakazu otwierania trumien…?

– Przynajmniej tak nas wówczas informowano, tak nam wmawiano, że nie można otwierać trumien przewiezionych z Rosji. Ponadto wierzyliśmy Ewie Kopacz, która przekonywała, wręcz zapewniała, że osobiście nadzorowała oględziny ciał, że polscy patomorfolodzy i prokuratorzy uczestniczyli w sekcjach i że Rosjanie podchodzili do sprawy bardzo profesjonalnie, z wielką starannością. Dzisiaj, kiedy otwierane są kolejne trumny ze szczątkami naszych bliskich, widzimy, jak ten „profesjonalizm” i ta „staranność” wyglądały zresztą po obu stronach rosyjskiej i polskiej.

Tusk i spółka liczyli, że sprawa nie wyjdzie na jaw…?

– Wygląda na to, że ówczesne władze usiłowały za wszelką cenę, jak najszybciej zamknąć temat i pozbyć się problemu – tak jakby sądzili, że będą rządzić w nieskończoność. Ale nic nie jest wieczne. Zmieniają się rządy, ludzie władzy odchodzą i na całe szczęście. Opatrzność czuwa nad Polską i pozwoliła, że po pięciu latach zmieniła się władza w Polsce, że są ludzie, którzy dociekają i powoli dochodzą do prawdy o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. oraz w następstwie tej narodowej tragedii.    

Ktoś w wielkim uproszczeniu powiedział, że wygląda na to, iż ofiary tej tragedii były wkładane do trumien przy pomocy łopat, bo inaczej nie da się wytłumaczyć tego, co odkrywają kolejne ekshumacje zwłok?

– Kiedy słyszymy, że nasi bliscy zostali złożeni do trumien w czarnych foliowych workach przewiązanych sznurkiem. Do niektórych trumien zostały wrzucone ubrania, a w innych nie ma nic. Za to są inne elementy jak niedopałki papierosów, gumowe rękawiczki, patyki, błoto czy wreszcie fragmenty innych ciał. Szacunek należy się człowiekowi za życia i po śmierci. Trzeba być zwyrodnialcem, żeby zrobić coś takiego jak chociażby w przypadku gen. Kwiatkowskiego, który nie dość, że jak słyszymy, miał związane ręce, to w jego trumnie znaleziono szczątki siedmiu innych ofiar. Podobnie rzecz ma się w przypadku gen. Potasińskiego.

Przed Panią także ekshumacja męża…

– Owszem, już niedługo będziemy przeżywać ekshumacje mojego męża Stanisława, ale muszę panu powiedzieć, że nie jestem w stanie pójść do prosektorium. To przekracza moje siły. Wydaje mi się, że jestem osobą silną, zdecydowaną i chcę wierzyć, że pochowałam swojego męża Stanisława, ale tak naprawdę nie wiem, czy jego szczątki są w tym grobie. I to jest przykre. Nie ukrywam, że nie byłam przekonana co do ekshumacji, ale po tych dotychczasowych doświadczeniach uważam, że jest to niezbędne. Stąd niech stanie się zadość wszystkim procedurom, które są konieczne, żeby zamknąć już ten temat. Gdyby państwo polskie siedem lat temu stanęło na wysokości zadania, dzisiaj nie musielibyśmy przeżywać na nowo tragedii smoleńskiej.

Dotychczas prokuratura była wstrzemięźliwa w swoich komentarzach, a dzisiaj zabiera głos. Mamy też zapowiedź bardziej szczegółowego odniesienia się do faktów związanych z efektami ekshumacji. Możemy się spodziewać kolejnych dowodów zaniedbań?

– Wcześniej sprawą zajmowała się prokuratura wojskowa, a teraz Prokuratura Krajowa. Poprzednio prokuratorzy wojskowi, którzy mieli nad sobą zwierzchnika w postaci właściwego ministra, nad którym był premier niestety, potraktowali to śledztwo i wszystkie okoliczności tej tragedii w sposób urągający i najgorszy z możliwych. Osobiście, kiedy zgłaszałam się do prokuratury po uprzednio wyznaczonym terminie, nie byłam źle traktowana, choć skądinąd wiem, że bywało z tym różnie. Myślę, że powinniśmy się przygotować na kolejne odkrycia brutalności Rosjan i karygodnych zaniedbań ze strony ówczesnych polskich władz. Za nami dopiero część ekshumacji, mniej niż połowa, a rozmiar profanacji i zaniedbań w odniesieniu do ciał ofiar jest zatrważający. Jak będzie wyglądała ta skala po zakończeniu badań szczątków wszystkich ofiar, trudno przewidzieć. My – rodziny smoleńskie, mamy tylko jedno pragnienie: poznać prawdę o przyczynach tragedii z 10 kwietnia 2010 r., w której zginęli nasi bliscy i potwierdzenie, że rzeczywiście spoczywają w grobach, które odwiedzamy.

Gdyby takie profanacje, bezczeszczenie zwłok dokonało się u nas, to Polska byłaby krytykowana przez cały świat, tymczasem wobec tego, co zrobili Rosjanie, mamy ciszę. Z czego to wynika, dlaczego świat nie pomaga się nam upomnieć o prawdę i szacunek ofiar?

– Nie sądzę, żeby w Polsce znaleźli się ludzie, którzy zniżyliby się do takiego poziomu. Polacy zachowaliby się godnie. Natomiast jeśli chodzi o międzynarodową poprawność polityczną, to już od dawna obserwujemy to zjawisko w odniesieniu do polskich spraw. Przez osiem lat rządów koalicji PO – PSL Polska była traktowana – na własne życzenie – gorzej od innych państw. Dlatego dzisiaj przed nami obowiązek odbudowania należnej nam pozycji. Polska to godny kraj. My nie mamy się czego wstydzić.  Dzisiaj, kiedy rząd Beaty Szydło mówi otwartym tekstem – upominając się o należne nam prawa, to w unijnych strukturach podnosi się głos oszczerczej krytyki i oskarżeń o rzekome łamanie Konstytucji i solidarności europejskiej. Dlatego tym bardziej zdecydowanie musimy naciskać, aby traktowano nasz kraj z powagą, bo Platforma rozmieniła na drobne nasze dobre imię, które się nam należy.

Polityka uginania kolan także wobec Rosji w wykonaniu rządu Donalda Tuska i Ewy Kopacz i w ogóle Unii Europejskiej nie zdała egzaminu…   

– To jest efekt specyficznego układu międzynarodowego, który doprowadził do tego, że Rosja zaczęła pokazywać pazury, a prezydent Putin ograł polityków największych państw UE. Widzimy, że jeżeli nie traktuje się poważnie Rosji, to ona krok po kroku będzie realizować swoją zaborczą politykę, której efekty trudno będzie odwrócić. Przed nami manewry rosyjskich i białoruskich wojsk Zapad 2017 tuż za naszą wschodnią granicą, które z całą pewnością będą manifestacją siły. Tam nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko jest przemyślane i jeśli społeczność międzynarodowa pobłaża, przymyka oko, to zapędy Putina są i będą coraz większe.    

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl