Polska uzyskała mandat niestałego członka Rada Bezpieczeństwa ONZ. To bez wątpienia sukces polskiej dyplomacji, ale co to de facto oznacza dla Polski?
– Przede wszystkim jest to sprawa pewnego prestiżu, bo jeśli chodzi o realny wpływ na światową politykę bezpieczeństwa, to jest on ograniczony. Jeśli bowiem pięciu stałych członków Rada Bezpieczeństwa ONZ, czyli Chiny, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nie zdoła się porozumieć, to żadne nawet istotne uchwały nie wejdą w życie, stając się jedynie uchwałami intencyjnymi. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ mamy jakby dwa bloki: pierwszy francusko-amerykańsko-brytyjski oraz rosyjsko-chiński. I zdanie niestałych członków, których jest 10 wybieranych na dwa lata, nie ma tak naprawdę większego znaczenia bez decyzji któregoś z dwóch wymienionych bloków. Zatem niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nie daje nam instrumentów na wpływanie na losy świata i jest bardziej sprawą prestiżową w dziedzinie dyplomacji.
To dlaczego nasza dyplomacja tak mocno zabiegała o to niestałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, czy tylko o prestiż tu chodziło?
– Rada Bezpieczeństwa ONZ składa się z 15 państw. Jej stałymi członkami, a więc tymi, którzy posiadają prawo weta, są: Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania, Chiny i Rosja. Pozostałych 10 członków Zgromadzenie Ogólne ONZ wyłania w głosowaniu na dwuletnie kadencje. Tak czy inaczej obecność w gronie 15 krajów świata wchodzących w skład Rady Bezpieczeństwa ONZ jest bez wątpienia wyróżnieniem i daje możliwość uczestnictwa w grze geopolitycznej współdecydowania o ważnych kwestiach międzynarodowych i do pewnego stopnia wpływania na procesy związane z bezpieczeństwem światowym. Liczba krajów, które mają taką możliwość, jest mocno ograniczona i w tym znaczeniu jest to oczywiście korzyść. Ważne jest także ogromne poparcie 190 państw, jakie uzyskała Polska. To sygnał, że trwa mozolne odbudowywanie pozycji Polski na arenie międzynarodowej.
Czy Rada Bezpieczeństwa ONZ jest rzeczywistym odzwierciedleniem układu sił na świecie i czy jej decyzje realnie mogą wpływać rozwiązanie problemów. Czy może decyzje zapadają gdzie indziej?
– Ten system światowego bezpieczeństwa, który powstał w 1945 r., dziś nie odzwierciedla już realnego układu sił na świecie. Przypomnę tylko, że Francja i Wielka Brytania utraciły w latach 50. i 60. ubiegłego wieku utraciły swoje kolonie. I dziś pod względem liczebności są to państwa 60-milionowe. Tymczasem wśród stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ nie ma takich państw jak liczące ponad miliard ludzi Indie, które jeszcze w ubiegłym stuleciu były częścią Imperium Brytyjskiego, w tym gronie nie ma też Indonezji, Pakistanu, Brazylii, Iranu, Egiptu, Japonii itd. To pokazuje, że obecny system bezpieczeństwa światowego odzwierciedla układ bezpośrednio po II wojnie światowej, a nie obecny. I dopóki ten układ będzie sankcjonowany, to gra w tej lidze będzie w dużej mierze tylko prestiżowa.
To dlaczego państwa wymienione przez Pana nie zabiegają o zmiany, które odpowiadałyby rzeczywistemu układowi sił?
– Próby zmian obecnej hegemonii są oczywiście podejmowane. Na mapie światowej trwa geopolityczna rywalizacja o zmianę tego układu sił. Temu służyła m.in. próba powołania BRICS-u, czyli układu regionalnych mocarstw takich jak: Brazylia, Rosja, Indie, Chiny oraz RPA, które jeszcze jakiś czas temu w większości były uznawane za kraje trzeciego świata, a obecnie to najważniejsze kraje rozwijające się. Ale ta próba zmiany układu sił i zreformowania ONZ poza współpracą tych państw się nie powiodła. Gdyby to porozumienie się ziściło, to państwa BRICS-u to byłby to blok liczący 2/3 ludności świata. W tej sytuacji na mapie światowej trwa gra o budowę nowego układu bezpieczeństwa, ale dopóki nie będzie konsensusu do jego zbudowania, to dotychczasowy układ światowego bezpieczeństwa będzie trwał.
Ktoś powiedział, że wraz z tym wyborem Polska wchodzi do centrum decyzyjnego świata. Rzeczywiście zyskujemy instrument oddziaływania na świat…?
– Jest to bardziej myślenie życzeniowe niż mające odzwierciedlenie w rzeczywistości. To, że wraz z tym wyborem Polska wchodzi do centrum decyzyjnego świata w zakresie bezpieczeństwa, jest pewnym złudzeniem, bo do centrum decyzyjnego świata należą te państwa, które mają realny wpływ na decyzje Rady Bezpieczeństwa ONZ, czyli mają prawo weta. Oczywiście wchodzimy do gry, ponieważ jesteśmy w tym wąskim gronie państw, nasz kraj będzie widoczny na międzynarodowej arenie w zakresie bezpieczeństwa, ale nie zapominajmy, że tak naprawdę nie występujemy na tym polu w roli rozgrywającego.
Co zatem zyskujemy i w jakich dziedzinach, stając się niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ?
– Na pewno otrzymujemy ważny instrument, zyskujemy też to, że światowe potęgi takie jak Stany Zjednoczone, Francja czy Wielka Brytania będą konsultowały z Polską pewne działania na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jednocześnie jako członek Sojuszu Północnoatlantyckiego będziemy się wpisywać w nakreślane scenariusze i będziemy nie tylko narzędziem, ale podmiotem, który bierze udział w konsultacjach, dysponuje określoną wiedzą i może w wyprzedzający sposób zdiagnozować ruchy w zakresie światowego bezpieczeństwa.
Szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski stwierdził dzisiaj, że celem Polski jest być głosem naszego regionu. Czy Warszawa może być zwornikiem nie tylko w sensie geograficznym, ale też politycznym między wschodem i zachodem?
– Nie sądzę. Polska jest zdefiniowana jako członek NATO i Unii Europejskiej, w związku z tym możemy mówić głosem co najwyżej Grupy Wyszehradzkiej i w jakimś sensie również Ukrainy. Jak widzimy, uwikłana w wojnę Ukraina woli partnerów, którzy są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ czy chociażby silne gospodarczo Niemcy.
Co to niestałe członkostwo oznacza dla Polski w kontekście sytuacji za naszą wschodnią granicą w relacjach z Ukrainą i z Rosją?
– Dopóki konflikt na Ukrainie nie eskaluje, to nasz mandat niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ nie oznacza nic specjalnego w tym zakresie. W trwającym za naszą wschodnią granicą konflikcie zasadniczo – zgodnie ze swoją rolą – ONZ dba o przestrzeganie praw człowieka. Natomiast konflikt rosyjsko-ukraiński w sprawie uregulowania sytuacji w Donbasie jest rozpatrywany w tzw. formacie normandzkim, który tworzą Niemcy, Francja, Ukraina i Rosja. Polska w tym rozmowach niestety nie uczestniczy, a więc tak naprawdę ten nasz wpływ jest pośredni.
Proszę zwrócić uwagę, że Stany Zjednoczone niejednokrotnie podejmowały określone interwencje bez zgody Rady i nic się nie stało, a tylko czasami zwracały się o taką zgodę. To pokazuje, że mamy do czynienia z pewnym dyktatem mocarstw, które są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Co Pana zdaniem powinno być priorytetem Polski podczas trwającej dwa lata kadencji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ?
– Trudno tu mówić o priorytetach, bo Rada Bezpieczeństwa ONZ bardziej odnosi się do określonych międzynarodowych konfliktów. Oczywiście Polska będzie chciała lobbować na rzecz rozwiązania konfliktu na Ukrainie, ale jak wspomniałem, nie będzie to zależało od nas. W Radzie mamy bowiem jakby dwie strony tego konfliktu: Stany Zjednoczone i Rosję i jeśli te dwa państwa się nie zgodzą, aby debatę na temat tego konfliktu przenieść na forum ONZ, to nie należy się tu spodziewać istotnych zmian.

