logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Trump nie jest zagrożeniem dla Europy

Środa, 5 lipca 2017 (19:53)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Islam coraz szerszym strumieniem dociera do Europy. Na ile słuszne są opinie, że ta ekspansja może być wykorzystana przez ruchy lewicowe do walki z chrześcijaństwem?

– Oczywiście, islam w obecnej fazie swojego rozwoju w Europie jest jak najbardziej sojusznikiem czy sprzymierzeńcem ruchów lewicowych czy lewackich. Wynika to m.in. z faktu, że ruchy te pozwalają ideologii islamskiej na swobodne rozprzestrzenianie swoich wpływów. Należy jednak pamiętać, iż zachód naszego kontynentu praktycznie jest już znacznie zdechrystianizowany i zlaicyzowany. Dlatego też celem tych ruchów lewackich jest teraz katolicka Europa Środkowa i właśnie o to w tej chwili toczy się gra.

Możemy mieć do czynienia z dążeniem do unicestwienia cywilizacji zachodniej?

– Myślę, iż naiwność elit i części społeczeństw zachodu Europy sprzyja procesowi unicestwienia cywilizacji zachodniej. Wielu polityków z Brukseli mówi dziś o Europie dwóch prędkości jako projekcie przyszłości Unii Europejskiej. Natomiast ja mówię o Europie dwóch obszarów stabilności, gdzie nasza środkowowschodnia część kontynentu stanie się celem emigracji dla wielu rodowitych Francuzów czy też Niemców. Nasi współczłonkowie w UE, dumni i egoistycznie zapatrzeni w siebie, zapomnieli, że pieniądze, dobrobyt czy też armia nie są podstawowym gwarantem bezpieczeństwa, ale jest nim duchowość, wspólne chrześcijańskie korzenie, z których wyrastamy, powszechne poczucie tożsamości narodowej i gotowość do osobistego poświęcania się dla wspólnoty.

Czy chęć walki z chrześcijaństwem jest tak duża, że odbiera ruchom lewackim zdolność do racjonalnego myślenia? Przecież islam co do swej natury jest systemem totalitarnym...

– Ci, którzy chcą wykorzystać islam do walki z chrześcijaństwem, patrzą krótkowzrocznie, a cel przysłania im zdolność racjonalnego myślenia. Zapominają, że po uzyskaniu przez islam określonego potencjału instytucjonalnego w danych państwach będzie on zwalczał także ruchy lewicowe jako czynnik głoszący poglądy z punktu widzenia ich religii nie do zaakceptowania. W islamie nie ma zasady współistnienia kultur, tym bardziej tak „grzesznych”.

Prezydent Trump w zdecydowany sposób przeciwstawia się terroryzmowi islamskiemu. Czy „postępowe” elity europejskie nie powinny w tej kwestii szukać sprzymierzeńca w osobie amerykańskiego prezydenta zamiast go krytykować?

– Oczywiście, że tak. To jest racjonalne myślenie. Każde państwo, które zwalcza radykalny islam, powinno być naszym i europejskim taktycznym, a niekiedy także strategicznym partnerem. Wydaje się jednak, iż zachód Europy bardziej woli pogrążać się w otchłani destabilizacji niż przyjąć pomoc i wzorce ze Stanów Zjednoczonych czy też z Polski i Węgier, jak zwalczać tę patologię. To jednak wymaga pogłębionej refleksji i przyznania się do błędów, czego na razie na próżno szukać w Berlinie czy w Paryżu.

Co mogłoby być tą platformą ewentualnych wspólnych działań?

– Po pierwsze, dla przybyszów z innych kręgów cywilizacyjnych niezbędne jest jasne określenie zasad i wartości obowiązujących w państwach, do których przybywają, wartości i zasad, które muszą przyjąć i się im podporządkować. Zasada jest prosta – to gospodarz ustala zasady, a nie goście. W innych wypadkach ich pobyt jest tylko czasowy. Po drugie, nie wolno mylić wolności religijnej na naszym kontynencie ze zgodą na zaplanowaną ekspansję islamu finansowanego z zagranicy. Co gorsza, do tej wolności religijnej najczęściej odwołują się ludzie, którzy z wiarą i religią nie mają nic wspólnego.

W poniedziałek prezydent Trump w kontekście szczytu G20 rozmawiał z kanclerz Niemiec i premierem Włoch. Możemy mieć próby nacisków europejskich elit na prezydenta Trumpa dotyczące złagodzenia jego stanowiska w kwestiach klimatu, handlu i wydatków obronnych? 

– Osobiście zgadzam się z wieloma deklaracjami prezydenta Donalda Trumpa. Powiedzmy to jasno, że kwestie klimatu to są przede wszystkim interesy Niemiec i Francji. Wystarczy tylko powiedzieć, że państwa te mają ponad 80 procent światowych patentów na urządzenia ograniczające emisję CO2. W przypadku fiaska tego projektu ograniczającego emisję CO2 interesy niemieckie i francuskie zanotują poważne straty. Ponadto Niemcy i inne państwa Unii zarzucają Polsce, że korzysta z dobrodziejstw przynależności do Wspólnoty Europejskiej, a zapominają o tym, że same pasożytują na Sojuszu Północnoatlantyckim, nie wydając odpowiednich kwot na obronę. Tak czy inaczej w wymiarze geopolitycznym świat jest w trudnej sytuacji, stąd wielu ekonomistów mówi otwarcie o problemach finansowych, które mogą generować nowe konflikty.

 

Kto na szczycie w Hamburgu będzie rozdawał karty?

– Myślę, iż kanclerz Merkel będzie próbowała przejąć rolę dominującą, ale prezydent Trump, który jest bardziej biznesmenem niż politykiem, doskonale wie, jak sobie radzić w takich sytuacjach, czemu zresztą dał wyraz podczas swojej wizyty na szczycie NATO w Brukseli. Jedno jest pewne, że Donald Trump przybywa do Polski, a także na szczyt G20, aby przede wszystkim grać o interesy Stanów Zjednoczonych. Tak pojmuje swoją rolę, rolę przywódcy swojego kraju. Myślę, że wielu przywódców europejskich powinno się uczyć od obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych patriotyzmu rozumianego jako miłość i przywiązanie do swojej ojczyzny, ale także patriotyzmu gospodarczego, co w dobie coraz bardziej rozpędzającej się globalizacji ma niebagatelne znaczenie.

Nie jest żadną tajemnicą, że elity Europy Zachodniej są nieprzychylne Trumpowi. Czy jest coś, jakiś obszar, który mogą wykorzystać, żeby próbować zaszachować prezydenta Stanów Zjednoczonych?  

– Donald Trump nie jest zagrożeniem dla Europy. Wprost przeciwnie, jego polityka w zakresie bezpieczeństwa może być i jest bardzo potrzebna, zwłaszcza w obliczu działań Rosji. Tyle że elity europejskie, które – jak pamiętamy –sprzyjały kandydatce Hillary Clinton, wydaje się nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Stąd liczne próby osłabiania pozycji – żeby nie powiedzieć – lekceważenia prezydenta Trumpa. Takim obszarem, w którym możemy mieć próby postawienia w niezręcznej sytuacji prezydenta Trumpa, są stosunki z Rosją. Już teraz Niemcy, które mimo braku akceptacji państw europejskich wciąż robią interesy z Rosjanami, protestują przeciwko nowym sankcjom Waszyngtonu wobec Moskwy. Byłoby źle, gdyby doszło do rywalizacji pomiędzy tymi państwami w obszarze, kto ma mieć lepsze stosunki z Rosją. Jeśli do tego dojdzie, to istnieje poważne zagrożenie, że odbędzie się to także kosztem Polski, która nie jest do tego przygotowana. 

Dzisiaj wizytę w Polsce rozpoczyna prezydent Donald Trump. Oczekiwania są duże, ale czego realnie jako Polska możemy się spodziewać?

– Prezydent Stanów Zjednoczonych będzie chciał pogodzić interesy swojego państwa w tym regionie świata z interesami Europy Środkowej. Koncepcja Trójmorza promowana przez prezydenta Andrzeja Dudę jest projektem utrzymania kordonu sanitarnego pomiędzy Rosją a Niemcami. Z pewnością będziemy mieć także presję Amerykanów co do ograniczania wpływów Chin w tym obszarze, co z kolei nie idzie w parze z chińskim projektem nowego Jedwabnego Szlaku i naszym udziałem w tym międzynarodowym przedsięwzięciem. Pytanie jest takie: co Stany Zjednoczone w zamian nam zaoferują, bo deklaracja zniesienia wiz dla Polaków, choć jest tematem nośnym, wywołującym gorące dyskusje, nie ma istotnego znaczenia. Osobiście bardziej oczekiwałby po wizycie amerykańskiego prezydenta w Warszawie specjalnej, głębszej współpracy gospodarczej i pomocy Stanów Zjednoczonych w pozyskaniu dla polskiej armii najnowszych technologii wojskowych.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl