logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie ma zgody na gloryfikację ludobójców

Poniedziałek, 10 lipca 2017 (19:31)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na Ukrainie rosną nie tylko antypolskie nastroje. Ostatnio po antyżydowskich ekscesach we Lwowie organizacje żydowskie wezwały miejscowe władze i służby porządku publicznego do powstrzymania ksenofobii i antysemityzmu. Czy Ukraina zaczyna walczyć ze wszystkimi?

– Nacjonaliści ukraińscy – bo to o nich przede wszystkim chodzi – walczą tylko z wrogami zdefiniowanymi w programach ideologicznych OUN sprzed osiemdziesięciu lat. Tam wrogami egzystencjalnymi byli Rosjanie, Polacy, Węgrzy i Żydzi. Dzisiaj władze zachodniej Ukrainy i organizacje nacjonalistyczne w tym państwie nie robią nic innego, jak tylko realizują program polityczny nakreślony przed kilkudziesięciu laty. 

Skoro z Ukrainą – jak twierdzą kolejne polskie władze – łączy nas strategiczne partnerstwo, a Ukraińcy są naszymi przyjaciółmi, to dlaczego nie odetną się od zbrodniczej przeszłości?

– Polskie władze przez wiele lat stały na stanowisku, że sprawa się sama rozwiąże. Uważano, iż nie wolno przeszkadzać tym nacjonalistycznym środowiskom, bo one Rosjan nienawidzą bardziej niż Polaków. Tymczasem okazało się, iż nacjonaliści, deklarując walkę z Rosjanami, równie ochoczo zwalczają polskość. Co więcej, mniej lub bardziej podnoszą formalnie roszczenia terytorialne, w tym również wobec Polski. Ostatnio działania zmierzają w kierunku cichej likwidacji polskiego szkolnictwa we Lwowie, gdyż od września w „polskich” szkołach język polski ma być językiem obcym. Proszę zwrócić uwagę, że do tego stopnia nie posunęli się nawet Sowieci. To są fakty, o których mówiła mi ostatnio – podczas konferencji pt. „Należna pamięć – nie zemsta” zorganizowanej w Warszawie w przeddzień Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez Ukraińskich Nacjonalistów na Obywatelach II RP – polska działaczka ze Lwowa.

Kiedy na Ukrainie antypolonizm staje się normą, to z polskiej strony jest cisza. Skąd ta poprawność polityczna?

– Związek Ukraińców w Polsce z prezesem Piotrem Tymą w oparciu o zewnętrzne fundusze gromadzi dowody na „mowę nienawiści w polskiej przestrzeni publicznej”. To jest jedna z operacji mająca na celu doprowadzenie do oswojenia Polaków ze zbrodniczą nacjonalistyczną ideologią poprzez zastraszenie i oskarżanie nas o ksenofobię. Podobnie jest z politykami.

Pana zdaniem, słowa ministra Witolda Waszczykowskiego sugerujące, że Polska zablokuje europejską integrację Ukrainy, jeśli ta nie zrezygnuje z kultu Bandery, oznaczają przełom w postrzeganiu tych kwestii?

– Minister Witold Waszczykowski powiedział to, o czym od dawna mówi się po cichu w całej Europie. To, że Bruksela nie artykułuje tych elementów publicznie, jest związane z tym, iż w kręgach decyzyjnych Unii Europejskiej w ogóle nie bierze się na poważnie projektu wstąpienia Ukrainy w szeregi Wspólnoty. Wcześniej mówił o tym prezes Jarosław Kaczyński. Tak czy inaczej zauważam, że polski rząd – mimo wszystko – nie zmienił dotychczasowej retoryki, za to zauważalna jest mniejsza liczba gestów na rzecz Ukrainy, niż to było jeszcze niedawno.

Jurij Szuchewycz, syn ludobójcy Romana Szuchewycza, skomentował tę wypowiedź szefa polskiego MSZ słowami: „Chciałbym napluć w twarz Polakom za tą całą sytuację”, zagroził też roszczeniami wobec Polski. Czy to nie brzmi jak groźba…?

– Szuchewycz jest bohaterem Ukrainy, a jego słowa są wyznacznikiem kierunku polityki środowisk nacjonalistycznych w stosunku do Polski. Znacznie ciekawsze jest natomiast to, że w swoich kolejnych wypowiedziach sugeruje on konieczność odebrania Polsce ziem zachodnich. Tym samym wychodzi na jaw tradycyjna proniemiecka polityka ukraińskich nacjonalistów.

Tymczasem coraz więcej Ukraińców opowiada się za członkostwem w NATO. Na ile jest to realne?

– Ukraina nie ma najmniejszych szans, żeby stać się członkiem NATO. To jest państwo upadłe w wielu obszarach, choćby gospodarczo. Jest to kraj w stanie konfliktu wewnętrznego, co powoduje, iż Sojusz Północnoatlantycki nie może sobie pozwolić na przyłączenie go do swoich struktur. Bo to automatycznie włączałoby całe NATO w konflikt militarny z Rosją.

Na Ukrainę ma trafić broń defensywna od Amerykanów, czy to realne? 

– Nie ma to istotnego znaczenia. Siły zbrojne Ukrainy potrzebują broni nie za kilkadziesiąt milionów dolarów, a za kilka miliardów. Resursy większości sprzętu wojskowego są na wyczerpaniu, brakuje też amunicji. Niektórzy specjaliści twierdzą, iż Ukraina ma amunicję, która może wystarczyć na prowadzenie intensywnego konfliktu do trzech miesięcy. Co więcej, w tym kraju nie ma fabryk produkujących amunicję artyleryjską. A z drugiej strony separatyści mają nieograniczone zaplecze sprzętowe i amunicyjne w Rosji, nie mówiąc o zapleczu osobowym.

Ukraińcy są zawiedzeni, że ich prezydent nie został zaproszony na szczyt państw Trójmorza. Pojawiają się nawet uszczypliwe uwagi, że „nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Czy brak zaproszenia Poroszenki to dowód na rewizję w podejściu do naszego wschodniego sąsiada?

– Dla mnie jest to konsekwencja polityki prowadzonej przez władze Ukrainy i efekt instrumentalnego traktowania m.in. Polski. Przypomnę, iż Ukraina – niedawno – do stowarzyszenia z Unią wchodziła przez Słowację, a nie przez Polskę. Zresztą zdjęcia z tego wydarzenia obiegły całą Europę. Dodatkowo jeszcze zaproszenie czy włączenie do projektu Trójmorza takiego kraju jak Ukraina – państwa będącego w stanie upadku – utrąciłoby całą tę koncepcję. Innym elementem jest to, że liczebnie spauperyzowana ludność Ukrainy, której dochody są na poziomie środkowej Afryki, stanowiłaby 1/3 ludności Trójmorza.

W związku z 74. rocznicą ludobójstwa na Wołyniu i ogólnopolskimi obchodami Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Obywateli Polskich na Kresach II RP Kukiz’15 i środowiska kresowe zapowiadają protest. Jest szansa, aby wrócić do projektu penalizacji banderyzmu i związanej z tym zmiany ustawy o IPN?

– Myślę, iż szansa jest, gdyż wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości popiera ten projekt. Trzeba sobie uświadomić, iż bez pomocy ze strony Polski Ukraińcy nie poradzą sobie sami z patologią odradzającego się skrajnego nacjonalizmu. Natomiast obecność tej ideologii w ukraińskiej przestrzeni publicznej coraz bardziej będzie uderzała w polskie interesy.

Jak odczytuje Pan odmowę objęcia patronatem obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Obywateli Polskich na Kresach II RP przez Kancelarię Prezydenta Andrzeja Dudy?

– To duża niezręczność Kancelarii Prezydenta, bo to ona obsługuje wszystkie patronaty. Ponadto jak wytłumaczyć fakt, że Prezydent RP obejmuje patronatem honorowym obchody rocznicy Pogromu Żydów w Kielcach, gdzie zgodnie z ustaleniami IPN zginęło 37 osób narodowości żydowskiej, a odmawia patronatu nad uroczystościami upamiętniającymi zbrodnie ludobójstwa dokonane w barbarzyński sposób przez ukraińskich nacjonalistów na ok. dwustu tysiącach Polaków i obywateli polskich innych narodowości. To jest rzecz nieprawdopodobna, zwłaszcza że Sejm RP specjalną uchwałą przyjętą 22 lipca 2016 r. ustanowił dzień 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach II RP przez ukraińskich nacjonalistów. Brak słów…

Co wynika z niedawnego spotkania marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego i przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy Andrija Parubija w Truskawcu?

– Prawdę mówiąc, nie wiem, w jakim celu i po co marszałek Kuchciński kolejny już raz rozmawia z Parubijem. Przecież wcześniejsze spotkania nic nie dały i jeśli ma to być tylko sztuka dla sztuki, to jest to bez sensu. Powiedzmy uczciwie, że na Ukrainie obecnie nie ma jednego ośrodka, gdzie zapadają decyzje w sprawie zmiany polityki Ukrainy w stosunku do Polski. Co więcej, zachodnia Ukraina – z miesiąca na miesiąc – realizuje coraz ostrzejszy kurs w stosunku do Polski. 

W Hruszowicach w miejscu nielegalnego pomnika gloryfikującego ukraińskich zbrodniarzy z OUN-UPA stanął krzyż upamiętniający Ukraińców, którzy ratowali Polaków w czasie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Czy ten gest może zaowocować złagodzeniem stanowiska ukraińskiego IPN w kwestii blokady ekshumacji polskich ofiar ukraińskich zbrodni?

– Absolutnie nie. Ukraiński IPN traktuje Ukraińców ratujących Polaków jako zdrajców, zresztą podobnie jak to robili to członkowie OUN i UPA. Krzyż, który stanął na cmentarzu w Hruszowicach, jest polskim gestem wdzięczności w stosunku do tysięcy Ukraińców, którzy w czasie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ratowali Polaków. Ponad czterystu zapłaciło za to życiem.

Jest też zapowiedź kolejnych akcji związanych z usunięciem nielegalnych upamiętnień OUN-UPA. Ponadto społeczny Komitet Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce szykuje również obywatelską inicjatywę ustawodawczą, która obejmie całą Polskę…

– Można powiedzieć, że mleko się rozlało. Polacy mają coraz większą świadomość tego, co się dokonało na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W Polsce nie ma i nie będzie zgody na gloryfikację ludobójców. Przez wiele lat był to martwy przepis, ale ludzie – nie politycy, ale ludzie w małych ojczyznach w końcu dojrzeli i zgodnie z prawem wzięli sprawy w swoje ręce. Teraz ludzie, przede wszystkim zaś młode pokolenie Polaków, które jest najistotniejszym zapleczem politycznym PiS-u i Kukiz’15, tej sprawy już nie odpuszczą. Jeżeli politycy będą nadal bagatelizować głos społeczeństwa, to utracą poparcie. W ich miejsce będą powstawać i uzyskiwać większe poparcie polityczne ugrupowania narodowe.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl

Dodaj swoje poparcie

Wyrażam zgodę na gromadzenie i przetwarzanie wprowadzonych danych przez SPES sp. z o. o., będącą administratorem danych osobowych, w celu ich publikacji na portalu internetowym www.naszdziennik.pl.
Po wprowadzeniu danych i kliknięciu przycisku "Dodaj", otrzyma Pan/Pani wiadomość na podany adres e-mail, z łączem umożliwiającym opublikowanie powyższych danych. Po kliknięciu tego łącza Pana/Pani dane zostaną opublikowane poniżej treści tego artykułu, z wyjątkiem adresu e-mail.