logo
logo

Polityka

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Mit neutralności

Wtorek, 25 lipca 2017 (02:37)

Wpływ polityków na skład sądów nie jest czymś zaskakującym na Zachodzie.

 

W „ojczyźnie demokracji” – USA mianowanie sędziów przez polityków jest powszechne i oczywiste. Większość spraw rozstrzyga się na poziomie stanowym, gdzie funkcjonuje wiele systemów wyłaniania sędziów (w tym wybory powszechne). Duże znaczenie mają też niebędący zawodowymi prawnikami ławnicy (sędziowie przysięgli). W sądownictwie federalnym obowiązuje zasada, że sędziego mianuje prezydent po zatwierdzeniu przez Senat. Dotyczy to nie tylko Sądu Najwyższego, ale ponad 800 innych stanowisk w federalnych 94 sądach okręgowych, 13 apelacyjnych i pewnej liczbie sądów specjalnych.

Polityczne nominacje

W USA znane są poglądy sędziów. Wiadomo, jaki prezydent ich mianował i stąd jakie mają polityczne sympatie, co często przekłada się na werdykty. Przykładem tego jest kampania przeciwko dekretom Donalda Trumpa zakazującym wjazdu do USA obywatelom państw, które są źródłem międzynarodowego terroryzmu. Oponenci tego rozwiązania skarżą je do tych sądów federalnych, w których urzędują wyłącznie sędziowie nominowani przez prezydentów z Partii Demokratycznej. W efekcie dekrety były przez długi czas skutecznie blokowane.

Zatwierdzenie sędziego to także rozgrywka polityczna w amerykańskim Senacie. Z powodu oporu senatorów (zwłaszcza ze stanów, w których kandydat ma orzekać) wiele stanowisk sędziowskich wakuje. Przez ponad rok nie było obsadzone stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, bo Senat odrzucał kandydatów Baracka Obamy na następcę zmarłego Antonina Scalii. Z kolei by zatwierdzić nominację Trumpa dla Neila Gorsucha, Senat musiał zmienić swój regulamin i zmniejszyć wymaganą do tego większość głosów.

W Sądzie Najwyższym znajdują się prawnicy niekoniecznie będący poprzednio sędziami niższych instancji. Mianowana przez Obamę Elena Kagan nigdy wcześniej nie była sędzią, a obecny przewodniczący John Roberts orzekał wcześniej w sądzie apelacyjnym zaledwie przez 2 lata.

Duży wpływ na obsadę stanowisk sędziowskich mają też politycy w Europie, także w największych unijnych państwach: Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii, choć nie wszędzie ten wpływ jest taki sam.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik