logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Rosji nie należy ulegać

Sobota, 29 lipca 2017 (13:22)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nie milkną echa uchwały rosyjskiej Dumy, która domaga się wycofania polskiej ustawy o zakazie propagowania komunizmu. Czy to „bluźnierczy akt władz polskich” i umniejszanie roli Armii Czerwonej – jak czytamy w apelu?

– Oczywiście, że ta ustawa nie ma nic wspólnego z bluźnierstwem. Podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę nowela ustawy o zakazie propagowania komunizmu (przypomnę, przyjęta przez Sejm RP w kwietniu 2016 r.) reguluje kwestie związane z usunięciem obiektów budowlanych o charakterze nieużytkowym, np. pomników gloryfikujących ustrój totalitarny. Oczywiście jest to akt dziejowej sprawiedliwości – szkoda tylko, że dokonujący się tak późno. Jednak – w mojej ocenie – problem jest wielowątkowy, mianowicie Sejm RP w jednej ustawie porusza tak ważną kwestię jak zakaz promowania faszyzmu i komunizmu, ale – niestety – wycofuje się z zakazu promowania banderyzmu, a z drugiej strony wrzuca do jednego worka pomniki Armii Czerwonej. Gdyby to zrobiono w sposób integralny – całościowy, tzn. usuwanie reliktów komunizmu zostałoby usankcjonowane razem z pomnikami banderowskimi – wówczas byłoby to jasne przesłanie, a mianowicie, że na terenie Polski, w przestrzeni publicznej, pod żadnym pretekstem nie mogą dłużej funkcjonować pomniki oddające cześć zbrodniarzom wszelkiej maści. 

Co ciekawe, rosyjski parlament wystąpił z apelem do parlamentów europejskich i różnych instytucji, w którym krytykuje Polskę. Czy rosyjscy politycy próbują w ten sposób wykorzystać niechęć unijnych elit do obecnych polskich władz?

– Apel skierowany m.in. do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE, Parlamentu Europejskiego oraz do parlamentów krajów Europy Zachodniej ma wywołać rezonans w tych instytucjach i jeszcze bardziej nastawić je przeciwko Polsce. 

Można powiedzieć, że Rosjanie idą tą samą drogą, co tzw. totalna opozycja w Polsce, która uruchamia wszelkie możliwe instytucje do ataków na rząd PiS…?

– Totalna opozycja jest wspierana przez naszego zachodniego sąsiada, któremu nie na rękę jest rząd, który w swych decyzjach – w przeciwieństwie do poprzedników – chce być bardziej suwerenny. Jednakże zwróciłbym uwagę na jeszcze jeden aspekt, a mianowicie, że całą tę sytuację w Polsce i uciekanie się przez opozycję do „ulicy i zagranicy” skrzętnie wykorzystuje również Moskwa. Zważając na to, Polska nie powinna walczyć ze wszystkimi, i na wszystkich frontach, bo nawet nasz „strategiczny partner”, czyli Ukraina, gra nie – jak można się było spodziewać – w jednej drużynie z Prawem i Sprawiedliwością, ale z Platformą Obywatelską. To też powinno dać obecnej władzy wiele do myślenia.

Wchodząc w szczegóły, o co tak naprawdę chodzi Rosjanom? Czy ustawa o dekomunizacji przestrzeni publicznej narusza umowę z 1994 r. między rządami Polski i Rosji w odniesieniu do grobów i miejsc pamięci ofiar wojen i represji?

– To jest kwestia interpretacji pewnych przepisów. Proszę zwrócić uwagę, że o grobach w zasadzie się nie mówi, ale o samych upamiętnieniach. Przepisów ustawy o zakazie propagowania komunizmu nie stosuje się bowiem do pomników niewystawionych na widok publiczny, tzn. znajdujących się na terenie cmentarzy bądź innych miejsc spoczynku. 

Wygląda na to, że Rosjanie nie rozumieją, iż czym innym jest pomnik, a czym innym grób, może tu jest problem?

– Rosjanie walczą o pamięć swoich poległych żołnierzy w europejskiej przestrzeni publicznej. Natomiast ostra reakcja rosyjskiej Dumy na ustawę dekomunizującą przestrzeń publiczną w Polsce ma na celu z powrotem zjednoczyć wokół pewnych wartości i ideologii przeżywający kryzys tożsamości naród rosyjski. To się sprawdzało w przeszłości i należy przypuszczać, że będzie skuteczne i tym razem. W Rosji narracja historyczna – zresztą od lat – idzie w kierunku, że to nie kto inny, jak właśnie czerwonoarmiści przynieśli wolność nie tylko Polsce, ale całej Europie. Jest to element polityki historycznej Rosji. W związku z tym każdy, kto myśli inaczej, znieważa żołnierzy Armii Czerwonej, a to jest niewybaczalne. Natomiast dla nas wyzwolenie Polski przez Armię Czerwoną spod okupacji niemieckiej wiąże się z przejściem pod inną – równie, a może nawet jeszcze bardziej zaborczą niewolę – okupację sowiecką związaną m.in. z narzuceniem na dziesięciolecia zdradzieckiego rządu, z mordowaniem polskich elit i grabieżą połowy terytorium naszego państwa.

Tak czy inaczej, czy ostry ton rosyjskiej Dumy nie powinien się spotkać ze stanowczą odpowiedzią polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych?

– Myślę, iż najbardziej rozsądnym wyjściem byłoby, gdyby w tej sprawie na neutralnym gruncie spotkali się ministrowie spraw zagranicznych Polski i Rosji i poruszyli kwestie drażliwe dla obu stron. Sądzę, że unikanie rozmów to złe rozwiązanie, dlatego najwyższy czas na powrót do stołu rozmów. Oczywiście nie oznacza to, że musimy się zgadzać z retoryką i stanowiskiem Rosji, a tym bardziej ulegać polityce prowadzonej przez to państwo, ale rozmowy – tak czy inaczej – muszą się toczyć. Tylko takie rozsądne podejście daje szanse na to, aby konflikt czy też spór między Warszawą a Moskwą nie obejmował kolejnych obszarów.

Czy Pana zdaniem jest szansa, że procesy zapoczątkowane w Polsce – mam tu na myśli usuwanie reliktów – symboli związanych z agresją sowiecką – rozszerzą się na inne kraje Europy i czy nie tego obawiają się rosyjskie władze?

– Myślę, że nie ma co liczyć, że państwa dawnego bloku wschodniego czy Grupy Wyszehradzkiej pójdą w ślady Polski. 

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl