Od 40 lat – dokładnie 5 sierpnia – warszawianie spotykają się przy Krzyżu Traugutta, aby uczcić rocznicę stracenia dyktatora Powstania Styczniowego Romualda Traugutta, a przez to pochylić czoła przed ofiarą powstańców. Kulminacyjnym punktem uroczystości jest Msza św. polowa. – Jest to jedno z najważniejszych spotkań patriotycznych, jakie ma miejsce w Warszawie – podkreślał w homilii ks. prałat Józef Maj.
Romuald Traugutt został stracony 5 sierpnia 1864 w obecnym Parku Traugutta koło Fortu Legionów. Wraz z nim rosyjscy zaborcy zabili członków Rządu Narodowego: Jana Jeziorańskiego, Rafała Krajewskiego, Józefa Toczyskiego i Romana Żulińskiego. Jak zauważył ks. prałat Józef Maj, data ich śmierci nie jest przypadkowa. Otóż, 5 sierpnia, Kościół katolicki obchodzi święto Matki Boskiej Śnieżnej. – Mało kto o tym pamięta, ale to święto jest o macierzyńskiej opiece Maryi nad swoimi dziećmi – podkreślał kapłan. – To jest wielkie święto naszej ludzkiej i synowskiej wdzięczności Matce Najświętszej za Jej opiekę nad nami wszystkimi (…) Nie wiem, czy jest drugi naród na świecie, który mógłby powiedzieć tyle o wielkości i zaangażowaniu Najświętszej Dziewicy w życie nas wszystkich jako jej dzieci – akcentował ks. prałat. Ubolewał także, że dziś święto to jest zapomniane.
Kapłan przypomniał, że powstanie styczniowe nie miało żadnego znaczenia militarnego i politycznego. Jednakże głęboko odbiło się w społeczeństwie i miało wielki wpływ na kolejne losy Polski i Polaków. Jak istotne znaczenie miał ten fakt, najlepiej świadczy to, że pierwsze wspomnienie publiczne Powstania Styczniowego odbyło się we Stanisławowie koło Lwowa w koszarach austro-węgierskich, za zgodą jednego z zaborców. – To, co my dzisiaj robimy, to jest to kontynuacja tego, co 100 lat temu zapoczątkowano w Stanisławowie. Wtedy to po raz pierwszy, publicznie, doceniono ofiarę i wielkość powstańców styczniowych – powiedział ks. Maj.
– Warto, żebyśmy wiedzieli, że te sprawy, w których uczestniczymy, gdy gromadzimy się w hołdzie tutaj 5 sierpnia, przy tym Krzyżu, że one będą miały swoją przyszłość, oraz swoje istotne i ważne rozwiązania dla naszego Narodu – stwierdził kaznodzieja.
– Ta insurekcja wydała potomnych. Wydała to pokolenie, które następnego dnia po kolejnej rocznicy stracenia Traugutta – 6 sierpnia 1914 r. – wymaszerowało z krakowskich Oleandrów. To pokolenie legionów, pokolenie odzyskanej niepodległości i obronionej niepodległości – podkreślał prof. Włodzimierz Wysocki w okolicznościowym przemówieniu po Mszy św. polowej. Historyk podkreślił, że przykłady szacunku do polskich powstań narodowo-wyzwoleńczych możemy znaleźć i we współczesności. Odniósł się tym samym do oprawy patriotycznej, którą przygotowali kibice Legii Warszawa z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego, a za którą warszawski klub ma być ukarany przez władze UEFA. – Jeżeli sprzedajna Europa chce ich za to karać, to my musimy ich obronić – stwierdził prof. Wysocki.
Z kolei poseł Andrzej Melak, organizator spotkania, przypomniał, że w miejscu stracenia Traugutta – 3 maja 1919 r. – odbyły się pierwsze po odzyskaniu niepodległości uroczystości związane ze świętem Konstytucji 3 maja. Uczestniczyło w nich 140 tys. osób, a wśród nich powstańcy styczniowi.
– Najważniejszą powinnością Narodu jest świadomość, skąd się wywodzimy i dokąd zmierzamy – podkreślał poseł Andrzej Melak. Polityk przypomniał, że 40 lat temu spotkania pod Krzyżem Traugutta zapoczątkował Komitet Katyński, któremu przewodził jego brat Stefan Melak. I choć wtedy uczestniczyło w nich nie więcej niż 5 osób, dziś ta uroczystość wyryła się w świadomości warszawian.
– Siew, który tu czyniliśmy i czynimy dziś, wydaje owoce. Polska dziś wybija się na niepodległość i niezależność – powiedział poseł Melak. I choć tegoroczne spotkanie nie jest powiązane z okrągłą rocznicą śmierci dyktatora, to ma ono niebagatelne znaczenie. Jak wyjaśniał poseł, wydarzenie to wpływa na rozwój patriotyzmu w Polsce. – Niech nas nie straszą „przyjaciele” ze Wschodu i Zachodu, oraz Unia Europejska. Niech mówią, że źle czynimy. Bo chwalą nas tylko wtedy, gdy sprzedajemy kraj i gdy go oddajemy w niewolę – stwierdził Andrzej Melak.

