Mają odpowiadać za decyzję lekarza, który biurokratyczne wymogi postawił ponad dobrem pacjenta. Sprawa dotyczy problemu powikłań po szczepionkach i możliwości odmowy szczepienia dziecka.
Córka pani Iwony była szczepiona zgodnie z obowiązującym kalendarzem. Problemy zaczęły się, gdy zapadła na ciężkie obustronne zapalenie uszu. Z tego powodu trzecią dawkę szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, wyznaczoną na 7. miesiąc życia, kilkakrotnie odkładano. W końcu lekarka z jednej przychodni w Gniewkowie (województwo kujawsko-pomorskie) przekonała rodziców do szczepienia. Ich zdaniem, wyraźnie zależało jej, by za wszelką cenę mieć z głowy kwestię szczepienia już półtorarocznego dziecka, natomiast zastrzeżenia co do stanu zdrowia wyraźnie bagatelizowała.
Wykorzystała moment przerwy w kuracji antybiotykowej, gdy stan zdrowia dziecka się poprawił. Lekarka – jak relacjonuje matka dziewczynki – zaklinała się, że dziecko jest zdrowe, a szczepionka absolutnie bezpieczna. Tymczasem doszło do bardzo poważnych powikłań: ataku bezdechu, utraty przytomności, nawracających drgawek. Zapalenie uszu też nie ustało, dziewczynka chorowała jeszcze prawie rok, w tym czasie spędziła dwa tygodnie w szpitalu i wciąż przyjmowała antybiotyki.
Opór w zgłoszeniu NOP
Jednak lekarze nie chcieli powiązać tych objawów z podaną szczepionką Euvax B, chociaż są one wymienione w jej opisie jako potencjalnie niepożądane objawy poszczepienne (NOP). Odmówiono zgłoszenia NOP pomimo prawnego obowiązku. O te sprawy rodzice wszczęli batalię prawną, składali skargi, w końcu NOP został uznany przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych i producenta szczepionki, a także zgłoszony do unijnej agencji zajmującej się lekami. Natomiast przypadku tego wciąż nie uznał sanepid.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

