Czas, jaki otrzymały samorządy na uregulowanie problemu dekomunizacji ulic, dobiega końca. Mimo że ustawodawca przewidział aż rok na usunięcie komunistycznych patronów, ciągle jeszcze setki ulic noszą imiona zdrajców i osób niegodnych.
Ulica musi mieć patrona, a patron – jak podkreśla dr Piotr Oleńczak zajmujący się dekomunizacją ulic z ramienia wojewody mazowieckiego – to osoba godna, zasłużona. – Czy osobą zasłużoną dla Polski jest Karol Świerczewski, który w 1920 roku szedł z bolszewikami na Warszawę? – pyta retorycznie historyk.
IPN ogłosił, że wciąż prawie tysiąc ulic czeka na zmianę nazwy. Jednak czy musiały upłynąć niemal trzy dekady, aby ostatecznie doszło do zerwania z niechlubnym komunistycznym dziedzictwem w przestrzeni publicznej? I to dopiero pod przymusem ustawy.
Wbrew obawom podnoszonym przez niechętnych dekomunizacji ulic mieszkańcy nie będą musieli wymieniać dokumentów takich jak dowód osobisty czy prawo jazdy. A w banku czy innych instytucjach wystarczy tylko deklaracja o zmianie ulicy, przy której mieszkamy.
Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku Polacy z ogromnym zapałem przystąpili do dekomunizowania miast i mniejszych miejscowości. Symbolem tego było obalenie pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, który stał w stolicy na dzisiejszym placu Bankowym. Zgromadzeni licznie mieszkańcy z dużym zadowoleniem przyjęli rozpad figury wyjątkowo mrocznej postaci, czyli szefa i twórcy ludobójczej organizacji, jaką była Czeka.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

