Polskie służby wydaliły z kraju kilka osób, które mogły stanowić potencjalne zagrożenie terrorystyczne. Szef MSWiA ujawnił, że ludzie ci mogli współpracować z komórkami islamskich terrorystów. Czy to oznacza, że fala terroru zbliża się do Polski?
– Nie ulega wątpliwości, że nasze służby specjalne – wbrew społecznemu przekonaniu – prowadzą aktywną działalność mającą na celu identyfikację zagrożeń terrorystycznych. Zgodnie z ustawą antyterrorystyczną, która weszła w życie 2 lipca 2016 r., służby koordynujące całość przedsięwzięć związanych z działaniami antyterrorystycznymi w Polsce – przede wszystkim zaś Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – mają możliwości przygotowania listy osób, które są podejrzewane bądź mogą być powiązane z ugrupowaniami terrorystycznymi. Chodzi o osoby, które mogły się np. otrzeć o działalność terrorystyczną. W związku z tym istnieje możliwość, że taki obcokrajowiec zostanie wydalony z terenu Polski. W mojej ocenie, jeśli istnieje choćby cień podejrzeń, to należy korzystać z tego prawa. Ważna jest przede wszystkim troska o bezpieczeństwo naszych obywateli.
Polska może stać się celem dla zamachowców?
– Nie można tego wykluczyć. Ale Polska może również stać się atrakcyjna pod kątem ewentualnego przygotowywania się terrorystów do zamachów dokonywanych później w krajach zachodniej Europy. Do zamachów, do których dochodziło czy to we Francji, Belgii, czy w Hiszpanii, terroryści przygotowywali się na terenie krajów zachodniej Europy, głównie we Francji, Belgii, czasami w Niemczech. Na razie nie mamy informacji o tym, żeby ugrupowania terrorystyczne przygotowywały w Polsce potencjalnych zamachowców. Mimo to warto trzymać rękę na pulsie i pamiętać, że Polska – tak czy inaczej – leży na szlakach komunikacyjnych z południa na północ i ze wschodu na zachód. Ponadto jest w strefie Schengen, co sprawia, że właściwie każdy może swobodnie poruszać się po całej Europie. Oczywiście zagrożenie terrorystyczne zmusiło niektóre państwa do ograniczeń tych swobód i do powrotu do kontroli granicznych, ale czy jest ona na tyle skuteczna, żeby można było powstrzymać przepływ ludności między państwami członkowskimi Unii Europejskiej, to można mieć wątpliwości. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, możliwość, że Polska mogłaby się stać zapleczem również dla organizacji terrorystycznych. Stąd potrzebna i wskazana jest koordynacja pomiędzy naszymi służbami specjalnymi a służbami innych państw europejskich, aby przeciwdziałać tego typu zagrożeniom.
Czy w tej sytuacji jesteśmy bezpieczni?
– No cóż… na razie nasze służby robią wszystko, żeby ten poziom bezpieczeństwa był jak najwyższy. Posiadamy wszelkie instrumenty – zarówno prawne, jak i organizacyjno-strukturalne – które zabezpieczają nas przed zjawiskiem terroryzmu jako takiego, ale również przed ewentualnymi próbami dokonywania zamachów. Oczywiście trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że nie ma idealnego systemu antyterrorystycznego – takiego, który mógłby skutecznie uszczelnić jakiekolwiek państwo przed tego typu zagrożeniem i powstrzymać zamachowców czy terrorystów przed dokonaniem aktu terroru. Warto pamiętać, że zgodnie ze szkołą izraelską, która ma chyba największe doświadczenie w zwalczaniu terroryzmu, cała sztuka polega na tym, aby unieszkodliwić terrorystów jeszcze zanim pomyślą o dokonaniu zamachu. Czyli na etapie tworzenia siatek terrorystycznych na terenie danego państwa, na etapie organizacji samego zamachu, ale przede wszystkim podjąć walkę z przyczynami powstawania takiego zjawiska jak terroryzm.
Według min. Błaszczaka, stan bezpieczeństwa w Polsce jest coraz wyższy, odnotowuje się mniej fałszywych alarmów bombowych, generalnie trend spadkowy występuje we wszystkich obszarach zagrożeń. Można powiedzieć, że jest to efekt wspomnianej przez Pana ustawy antyterrorystycznej?
– Takie są fakty. Nie ulega wątpliwości, że nasz system antyterrorystyczny, który podobnie jak w innym państwach Unii Europejskiej był tworzony przez kilkanaście lat – począwszy od ataków na Word Trade Center – był w pewnym sensie kulawy, niepełny, brakowało postawienia kropki na i. Tą kropką nad i była właśnie ustawa antyterrorystyczna, nad którą pracowano ładnych parę lat. Przypomnę tylko, że już po zamachach w Hiszpanii w 2004 r. czy rok później w Londynie, przy polskim resorcie spraw wewnętrznych powstały specjalne zespoły, które miały koordynować tworzenie tej ustawy. Jednak szło to jak po grudzie i wreszcie w ubiegłym roku – może też pod wpływem bardzo poważnych przedsięwzięć, jakie były organizowane w Polsce, a więc szczyt NATO w Warszawie i Światowe Dni Młodzieży w Krakowie – ustawa antyterrorystyczna została wreszcie dokończona, przeszła całą ścieżkę legislacyjną, została dopięta, zatwierdzona i funkcjonuje. Można powiedzieć, że ta szczelina została zasklepiona i dzisiaj mamy pełny system antyterrorystyczny, są odpowiednio stworzone podstawy prawne zwalczania terroryzmu spójne ze strategiami unijnymi i konwencjami oenzetowskimi. Polska – można powiedzieć – ma obecnie dobrze zorganizowane struktury w postaci instytucji takich jak ABW, która razem z Centrum Antyterrorystycznym koordynuje całość działań, ale mamy też struktury jednostek antyterrorystycznych. Co ważne, przemyślane zostało też współdziałanie sił policyjnych z siłami wojskowymi, co oznacza, że w przypadku poważnego zagrożenia terrorystycznego bądź w przypadku wprowadzenia III lub IV stopnia alarmowego można liczyć na wsparcie Sił Zbrojnych itd. Istotne, że system antyterrorystyczny jest, funkcjonuje – oczywiście będzie wymagał doskonalenia, uzupełniania, ale to normalny proces.
Jednak zanim ta ustawa weszła w życie, była ostro krytykowana przez tzw. totalną opozycję…
– Rolą opozycji jest krytykować działania rządu, ale warunkiem jest merytoryczne, rzeczowe podejście do tematu. Tymczasem w tym przypadku mieliśmy krytykę dla samej krytyki. Przyznam, że bardziej od krytyki opozycji obawiałem się odgłosu społecznego w zakresie ograniczenia swobód obywatelskich w związku z blokowaniem internetu w celu zapobiegania, przeciwdziałania i wykrywania przestępstw o charakterze terrorystycznym czy chociażby koniecznością rejestracji kart prepaid. Jednak polskie społeczeństwo okazało się dojrzałe i mając w pamięci obrazy z Nowego Jorku, Londynu czy Paryża, zrozumiało, że tego typu obostrzenia i ograniczenie wolności osobistej w uzasadnionych przypadkach są w Polsce potrzebne, że jest to ostatni dzwonek, aby móc zapobiec ewentualnym tragediom, których coraz częściej doświadcza Europa Zachodnia. Ostatnio przed odlotem z Warszawy do Rzeszowa na lotnisku przyglądałem się działaniom naszych służb. Z dokładnością zegarka, co 10 minut w określonych miejscach pojawiała się ochrona lotniska po to, żeby skontrolować, czy nie dzieje coś niepokojącego, czy nie ma podejrzanych osób, wreszcie czy nie ma pozostawionych bagaży. To bardzo dobrze, że tego typu procedury są wprowadzone i co istotne, że one funkcjonują. Dotyczy to również kontroli osobistej, która jest szczegółowa i bardzo dokładna. Być może dla kogoś jest denerwujące, że nieco dłużej trzeba stać w kolejce, ale należy mieć świadomość, że jest to cena bezpieczeństwa.
Tego luksusu poczucia bezpieczeństwa, który jest w Polsce, na próżno szukać w zachodniej Europie, a mimo to pojawiają się naciski KE, która usiłuje wymusić m.in. na Polsce obowiązek przymusowej relokacji imigrantów. Czy zarzuty wobec Polski o brak empatii wobec głównie islamskich imigrantów mają jakiekolwiek uzasadnienie?
– W moim odczuciu takie zarzuty wobec Polski i Polaków są nieuzasadnione. Jestem przeciwny przymusowej relokacji imigrantów. Nieporozumieniem są próby narzucenia nam siłą przyjmowania ludzi, którzy przybywają od strony Morza Śródziemnego, od strony Grecji czy Włoch. Zapomina się o tym, że ośrodki dla uchodźców w Polsce wcale nie są puste. Wystarczy odwiedzić np. Przemyśl. Na naszej wschodniej granicy, zwłaszcza od strony Ukrainy, codziennie funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymują m.in. Czeczenów, Irakijczyków, Irańczyków czy Wietnamczyków, którzy nielegalnie przekraczają tzw. zieloną granicę. Warto się też zastanowić, ilu imigrantów przyjęła Polska z Ukrainy w związku z toczącą się wojną na wschodzie tego kraju. Nikt nawet nie wspomni, że z tego powodu co najmniej sto tysięcy ukraińskich imigrantów trafiło do Polski bądź też przeszło przez nasz kraj.
Unijni decydenci, atakując Polskę, nie dostrzegają zależności między masową imigracją a atakami terrorystycznymi, do których coraz częściej dochodzi w Europie. Czy taka zależność istnieje?
– Nie ulega wątpliwości, że imigracja, jaka dotarła do Europy głównie z Bliskiego Wschodu czy z Afryki Północnej, jest w żaden sposób niekontrolowana. Co więcej, tych imigrantów nie da się, a przynajmniej będzie bardzo trudno odesłać z powrotem, zwłaszcza tych, którzy docierają tu drogą morską. Prawo morskie zabrania bowiem akcji, które uniemożliwiłyby wyławiania tych ludzi z wody. To z kolei niejako zmusza Europę do przyjmowania tych ludzi, a kolejnych zachęca do kierowania się w stronę Europy. Kilka lat wstecz, kiedy ten problem zaczynał dojrzewać, przywódcy unijnych państw zachodnich w swojej krótkowzroczności nie przewidzieli, a może nie chcieli dostrzec, że ta fala migracyjna będzie rosła, zwłaszcza kiedy z ust kanclerz Niemiec padło zaproszenie dla tych ludzi. Lawina ruszyła i jest trudna nie tylko do opanowania, ale także nikt nie ma nad nią kontroli. Jeśli służby państw zachodnich, zwłaszcza francuskie, same przyznają, że sprawa imigrantów wymknęła się im spod kontroli, to jak w tej sytuacji można zadbać o bezpieczeństwo kraju. Polska jest ostrożna, może aż nazbyt, ale takie podejście, taka polityka służy naszemu społeczeństwu. Uważam, że ludziom, którzy są ofiarami wojen, konfliktów zbrojnych, należy pomóc, i to nie ulega wątpliwości, ale istnieje szereg innych metod, które są możliwe do wprowadzenia, a niekoniecznie przyjmowanie ich do Europy. Nie wierzę w bajki, że do bram Europy pukają kobiety i dzieci, bo w przekazach medialnych jakoś ich nie widać. Za to przeważają młodzi, rośli mężczyźni, którzy mogliby z powodzeniem walczyć o wolność swoich ojczyzn – tam, na miejscu, tymczasem uciekają, szukając lepszego życia. W tej sytuacji broniłbym się przed niekontrolowaną migracją i przymusową relokacją takich osobników do Polski. Dzisiaj mówi się o kilku tysiącach, ale jeśli się zgodzimy, to Unia pójdzie dalej i będzie nas zmuszać do przyjmowania kilkunastu, a następnie kilkudziesięciu tysięcy. To może trwać w nieskończoność, tym bardziej ten proces trzeba przerwać.
Nie ulega wątpliwości, że Unia przeżywa kryzys dialogu, ale dyktat, jaki obserwujemy, i próby narzucenia woli przez mocniejszych do niczego nie prowadzą…
– Unia i przywódcy państw zachodniej Europy, zwłaszcza Niemiec i Francji, pogubili się, stąd piwo, które nawarzyli, każą teraz wypić pozostałym państwom członkowskim. Rozumiem solidarność unijną, doceniam wagę traktatów unijnych i potrzebę wspólnoty, ale każdy sojusz, każda wspólnota ma swoje granice. Przymus relokacji imigrantów muzułmańskich jest przekroczeniem wszelkich norm i zasad bezpieczeństwa. Dla każdego rządu najważniejsze jest bezpieczeństwo własnych obywateli. Nic zatem dziwnego, że polski rząd sprzeciwia się dyktatowi tych, którzy w sposób bezrefleksyjny, nie oglądając się na innych, zaprosili imigrantów, a kiedy sprawa wymknęła się spod kontroli, przy pomocy presji czy nawet gróźb chcą obdzielić tym problemem inne państwa.

