Z odpowiedzi prezydenta Gdańska na zadawane pytania wynika też, że nie weryfikowano wiarygodności Amber Gold, zwracając się o wsparcie produkcji filmu.
W październiku 2012 r. firma Akson Studio, producent filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei” w reż. Andrzeja Wajdy, ogłosiła, że zwróciła całą uzyskaną od spółki Amber Gold kwotę, czyli 3 mln zł netto wraz z należnym podatkiem VAT na konto podane przez syndyka masy upadłościowej Amber Gold.
Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) i Joanna Kopcińska (PiS) usiłowały się dowiedzieć od świadka, według jakiego klucza firma Amber Gold znalazła się na liście sponsorów filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei”.
Adamowicz odpowiadał, że firma ta prawdopodobnie dlatego znalazła się na liście sponsorów filmu, bo „od wielu miesięcy prowadziła agresywną kampanię reklamową”. „Dlatego zwrócono się o wsparcie filmu” – powiedział.
„Nie zwrócono się, tylko pan się zwrócił” – komentowała Wassermann.
Joanna Kopcińska pytała, jak sprawdzono wiarygodność finansową Amber Gold. „Moi pracownicy wnioskowali z kampanii reklamowej, że dysponuje dużymi środkami” – odpowiadał Adamowicz.
Dodawał, że trzeba rozróżnić wiedzę z roku 2011, 2012 i dzisiejszą, a w 2011 roku „nikt w Polsce nie miał jakiejkolwiek wiedzy” o strukturze finansowania Amber Gold.
Przekonywał też, że „nie jest rolą prezydenta Gdańska” weryfikowanie zdolności finansowej firm. On – jak mówił – po prostu zainteresował ileś firm wsparciem tej produkcji, bo polski budżet nie był w stanie wesprzeć filmu o Lechu Wałęsie.
Wassermann dopytywała, do jakich firm Adamowicz zwracał się zatem o wsparcie filmu. Prezydent Gdańska wymienił Lotos, Energę, ale pytany o prywatne, przypomniał sobie tylko Amber Gold.
„Nie weryfikował pan, do kogo pan występuje o prawie 4 miliony zł?” – pytała szefowa komisji.
„Nikogo nie prosiłem o konkretne kwoty” – odpowiadał Adamowicz. „Zachęcałem do zainteresowania i na tym moja rola się skończyła” – dodał.
Wassermann dopytywała, czy to moralne, żeby przestępca wspierał produkcję takiego filmu. Adamowicz zaprotestował, mówiąc, że gdyby Marcin P. był przestępcą, to by siedział w więzieniu. Szefowa komisji przypomniała, że Marcin P. miał już wtedy 9 wyroków.
Prezydent Gdańska pytany był także, czy po wybuchu afery Amber Gold ustalił, który z miejskich urzędników rekomendował tę konkretną firmę. Odpowiedział, że nie, bo miasto nie pośredniczyło w bezpośrednich kontaktach między producentami, a tym sponsorem.

