Angela Merkel po raz czwarty będzie kanclerzem Niemiec, ale wynik sondażowy raczej nie daje powodów do otwierania szampana…
– Rzeczywiście wynik 32,5 proc. wprawdzie daje palmę pierwszeństwa blokowi CDU/CSU, ale w porównaniu z poprzednimi wyborami, kiedy koalicja ta osiągnęła ponad 41 proc. poparcia społecznego, mówi sam za siebie. Zobaczymy teraz, jak będzie wyglądała koalicja rządowa. Jedno jest pewne: Angela Merkel po raz kolejny będzie kanclerzem Niemiec. W Niemczech jest tradycja dużej koalicji, ale jaka ostatecznie będzie konfiguracja, przekonamy się pewnie już niebawem.
Jakie koalicje wchodzą w grę? W swoim wystąpieniu po ogłoszeniu wyników Martin Schulz zapowiedział, że SPD przechodzi do opozycji.
– Wielki szacunek dla Martina Schulza w tym sensie, że zachował się jak człowiek idei, który – jak widać – nie chce współrządzić państwem za wszelką cenę. Wszystko wskazuje na to, że kanclerz Merkel będzie sobie musiała poszukać nowego bądź nowych koalicjantów. Szczerze mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić koalicję CDU/CSU ze zdecydowanie antyimigrancką i eurosceptyczną Alternatywą dla Niemiec AfD. W tej sytuacji pozostaje mariaż z FDP, która według sondażowych wyników zdobyła 10,5 proc., ale to wciąż za mało, żeby rządzić. Dopełnieniem mogą być Zieloni, którzy zdobyli 9,5 proc. głosów. Rozmowy dotyczące tworzenia koalicji dopiero się zaczynają. Zobaczymy, jaki będzie ich finalny efekt. Nie można wykluczyć, że do wielkiej koalicji jednak dojdzie. Jedno jest pewne: Angela Merkel, polityk pragmatyczny, mimo niepopularnych czy wręcz błędnych decyzji, jak chociażby w kwestii przyjmowania imigrantów, wciąż utrzymuje się przy władzy. Można powiedzieć, że w gruncie rzeczy jest osobą przewidywalną.
Schulz posypał głowę popiołem. Co zadecydowało o przegranej SPD i niskim wyniku?
– Myślę, że jest to efekt pracy całego aparatu państwowego i niemieckich mediów, które preferowały CDU/CSU i kanclerz Angelę Merkel. W odróżnieniu od Niemiec, w Polsce – tak często krytykowanej przez Komisję Europejską – mamy pluralizm mediów, o którym Niemcy mogą tylko pomarzyć. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że w niemieckich mediach przed wyborami można było oglądać przede wszystkim kanclerz Merkel i stojącego z boku Martina Schulza. Taki był przekaz niemieckich mediów. Jak wygląda wolność mediów w Niemczech, mogliśmy oglądać wiele razy, chociażby przy okazji zamieszek z udziałem imigrantów muzułmańskich, gdzie w wielu wypadkach popełniane przez nich przestępstwa, w tym gwałty, były niejednokrotnie przemilczane.
A jak to rozdrobnienie na niemieckiej scenie politycznej może się odbić na pozycji Niemiec i samej kanclerz Merkel na scenie międzynarodowej? Czy jej pozycja i mandat do dyktowania warunków na scenie europejskiej będzie tak mocny jak dotychczas?
– Z całą pewnością ten mandat będzie słabszy niż poprzednio. Okazuje się, że polityka Angeli Merkel, narzucana siłą innym krajom, nie przypadła do gustu nie tylko wielu partnerom europejskim, w tym m.in. Polsce czy Węgrom, ale coraz mniej podoba się także Niemcom, czego wyraz dali, głosując w taki, a nie inny sposób. Mimo wygranej z całą pewnością nie jest to powód do świętowania. Warto jednak pamiętać, że Helmut Kohl na swoją ostatnią kadencję kanclerza Niemiec został wybrany przez Bundestag przewagą jednego mandatu. Co by nie powiedzieć, w demokracji liczy się większość, więc chcąc nie chcąc wygrana daje mandat do formowania rządu Angeli Merkel. A jaki to będzie rząd, zobaczymy. Tak czy inaczej Angela Merkel utrzymała się przy władzy mimo bardzo kontrowersyjnej polityki, ale ocena, jaką wystawili jej wyborcy, powinna jej dać wiele do myślenia.
Dziękuję za rozmowę.

