logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Czekamy na identyfikacje

Sobota, 30 września 2017 (14:26)

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem, wiceprezesem Instytutu Pamięci Narodowej, dyrektorem Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trwa trzeci etap prac archeologiczno-ekshumacyjnych na terenie byłego więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Jaki jest plan i zakres prowadzonych prac?

– Działamy w miejscu, gdzie już pracowaliśmy zarówno w lipcu 2016 r., jak i w lipcu tego roku, m.in. w pobliżu muru, gdzie wykonywano egzekucje. Odkryte przez nas obszary wcześniej wytypowane, gdzie mogą się znajdować szczątki ludzkie, są bardzo szczegółowo badane. Choć prace ruszyły w poniedziałek, to wciąż odnajdujemy fragmenty ludzkich szczątków: czaszki, fragmenty kości rąk, nóg, odnajdujemy też fragmenty obuwia. Praktycznie nie ma dnia, żebyśmy nie trafiali na kolejne artefakty. Dzisiaj np. odnaleźliśmy medalik i sygnet. Wszystko, co odkrywamy, potwierdza, że badany przez nas obszar byłego więzienia przy ul. Rakowieckiej to jest ten teren, gdzie brutalnie rozprawiano się z polskimi patriotami i grzebano ofiary zbrodni. Dziś na razie nie mamy jeszcze pewności, czy mówimy o ofiarach zbrodni niemieckich czy komunistycznych, ale z całą pewnością są to ofiary zbrodni.

Czy odnalezione przedmioty, o których Pan wspomniał, można przypisywać konkretnym osobom, czy jest coś, co mogłoby wskazywać na konkretne osoby z imienia i nazwiska?

– To miejsce kryje w sobie mroczną historię. I teraz, i w przyszłości będziemy się starali przebadać kolejne obszary terenu więzienia, w których mogą się znajdować szczątki Polaków zamordowanych zarówno podczas II wojny światowej przez Niemców, jak i żołnierzy antykomunistycznego podziemia zgładzonych w okresie stalinowskim przez Sowietów. Na razie jeszcze nie odkryliśmy charakterystycznych znaków, które pozwalałyby na wskazanie konkretnej osoby czy osób, do których dany przedmiot należał. Zapewniam, że jeśli tak będzie, to poinformuję o tym opinię publiczną.

Dlaczego prace przy ul. Rakowieckiej zostały podzielone na kilka etapów?

– Z tego powodu, że dysponujemy taką, a nie inną liczbą osób, nie jesteśmy w stanie od razu poświęcić dwa czy trzy miesiące na prace w jednym miejscu. Jest to po prostu niemożliwe. Skoro tylko w tym roku wytypowaliśmy kilkanaście miejsc, to dotrzymując terminów, które w uprzednio przygotowanej dokumentacji musieliśmy uzgodnić z różnymi podmiotami, ale także ze względów logistycznych, nie jesteśmy w stanie prowadzić działań w różnych lokalizacjach. Proszę też pamiętać, że prace archeologiczno-ekshumacyjne, jakie realizujemy, to jest ogromne przedsięwzięcie, ogromny proces logistyczny. Tak czy inaczej po zakończeniu bieżących prac do więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie jeszcze powrócimy. I zapewne nie będzie to ostatni etap naszych działań, bo teren w tej chwili badany przez nas – w stosunku do obszarów, które się znajdują na terenie więzienia, a które powinny być przebadane – to jest mniej więcej tylko 10, może 20 proc. Zwracam uwagę, że obszar więzienia jest ogromny, a to oznacza, że na Rakowiecką z całą pewnością będziemy wracać jeszcze niejeden raz. Już w przyszłym roku na wiosnę, aby podjąć kolejne działania – przynajmniej miesięczne, a może nawet dłuższe.

Czy to, że jak Pan zauważył, jest to miejsce, gdzie polskich patriotów mordowali zarówno Niemcy, jak i komuniści, stanowi jakąś trudność w prowadzonych pracach?

– Owszem celem naszych działań są poszukiwania ofiar zbrodni nie tylko niemieckich, ale także komunistycznych, i my musimy wszystkie te miejsca odnaleźć, w sposób szczegółowy je udokumentować, żeby nie było żadnych wątpliwości, że przebadany przez nas teren nie zawiera już żadnych szczątków ludzkich. Jednocześnie musimy tak działać, aby mieć całkowitą pewność, o jakich ofiarach zbrodni mówimy.   

Cała Polska czeka na odnalezienie i godne uczczenie szczątków m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, gen. Fieldorfa „Nila” czy Łukasza Cieplińskiego…

– Proszę o jeszcze trochę cierpliwości. Zapewniam w imieniu własnym i całego zespołu, którym kieruję, że dokładamy największych starań, aby identyfikacja poszukiwanych i tak bardzo przez nas oczekiwanych bohaterów polskiej wolności się dokonała. Mamy świadomość oczekiwań Polaków i robimy wszystko, żeby ten dzień, w którym będziemy mogli to ogłosić, nastąpił możliwie szybko. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że wszystkie szczątki naszych bohaterów znajdujące się w kwaterze „Ł” na warszawskich Powązkach zostały już odnalezione i wydobyte. Jeżeli tak, to teraz tylko badania genetyczne mogą nam potwierdzić, które z tych odnalezionych szczątków należą do naszych narodowych bohaterów. Po zakończeniu wszystkich prac archeologiczno-ekshumacyjnych, po odnalezieniu i przeniesieniu wszystkich szczątków ofiar na cmentarz, na terenie byłego więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie powstanie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, które będzie opowiadało i dokumentowało tragiczne losy polskich bohaterów. Będzie to, jak sądzę, wyjątkowe muzeum w skali Polski, ale również w skali Europy. Muzeum już działa na terenie funkcjonującego aresztu śledczego, gromadzone są eksponaty, prowadzona jest też działalność edukacyjna.

W Dołhinowie pod Wilejką na Białorusi odbył się w środę pochówek pięciu żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza ze strażnicy „Nowy Pohost”. To efekt prac poszukiwawczych IPN na Białorusi, które rozpoczęły się w ubiegłym miesiącu…

– To był dla nas szczególny dzień, ponieważ na cmentarzu w Dołhinowie w obwodzie mińskim mogliśmy uroczyście, z honorami pochować szczątki żołnierzy, których kilka tygodni wcześniej odnaleźliśmy w trakcie polsko-białoruskich ekshumacji w pobliżu dawnej strażnicy w gminie Nowy Pohost. To była piękna uroczystość poprzedzona Mszą św. w intencji żołnierzy w kościele parafialnym w Dołhinowie. Uroczystości zgromadziły wielu ludzi, zarówno tych, którzy przyjechali z Polski, m.in. przedstawicieli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, resortu spraw zagranicznych, służby dyplomatycznej, asysty honorowej kompanii reprezentacyjnej Straży Granicznej, Instytutu Pamięci Narodowej, jak i delegacji administracji białoruskiej, ale przede wszystkim odbyły się z udziałem bardzo wielu mieszkańców tamtejszych ziem, którzy bądź to osobiście, bądź z relacji bliskich pamiętają wydarzenia z 1939 r. To wtedy w nocy z 16 na 17 września pięciu żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza stawiło opór sowieckiemu najeźdźcy – pododdziałom 14. Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza NKWD. Wszyscy nasi żołnierze polegli w obronie strażnicy Korpusu Ochrony Pogranicza „Pohost” na wschodniej granicy II RP. Jestem przekonany, że ten dzień zapisze się głęboko w historii tych ziem, bowiem po raz pierwszy państwo polskie w tak zdecydowany sposób upomniało się o swoich bohaterów, odnajdując ich szczątki i godnie ich chowając podczas wspaniałej uroczystości.

 

Wszyscy obrońcy strażnicy zginęli, ale znane jest tylko nazwisko jednej osoby – dowódcy strażnicy. A co z pozostałymi?

– Znamy tylko nazwisko dowódcy strażnicy Korpusu Ochrony Pogranicza „Pohost”, plutonowego Stefana Komara. Oczywiście pracujemy nad tym, żeby ustalić nazwiska całej obsady personalnej tej placówki granicznej i wierzę, że w końcu to się nam uda.

Jak układała się współpraca ze stroną białoruską?

– Nie było łatwo, ale trzeba przyznać, że duże wsparcie otrzymaliśmy od strony białoruskiej. Co godne podkreślenia, spotkaliśmy się z bardzo dużą życzliwością ze strony państwa białoruskiego. Podziękowania należą się m.in. żołnierzom 52. batalionu poszukiwawczego ministerstwa obrony Białorusi, którzy wspólnie z ekspertami IPN przeprowadzili prace poszukiwawczo-ekshumacyjne.

 

To odmiennie niż w przypadku poszukiwań ofiar zbrodni ukraińskich. Czy w ostatnim czasie coś w tym względzie się zmieniło?

– Mamy plany zarówno co do naszych poszukiwań na terenie Białorusi, jak i co do prac Białorusinów w Polsce. Jeśli chodzi o współpracę ze stroną białoruską, jesteśmy dobrej myśli. To jest dla nas bardzo ważne. Natomiast z ubolewaniem muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o współpracę ze stroną ukraińską w kwestii poszukiwania miejsc pochówków polskich ofiar zbrodni OUN-UPA, ekshumacji i godnych pochówków, to nic się w tym względzie nie zmieniło. Nie ma współpracy ze stroną ukraińską, a co za tym idzie – nie możemy tam prowadzić żadnych działań. 

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl