logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

System się zawali

Środa, 4 października 2017 (13:17)

Aktualizacja: Wtorek, 14 listopada 2017 (20:00)

Ze Zdzisławem Szramikiem, wiceprzewodniczącym Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Trwa protest głodowy lekarzy rezydentów. Co zmusza młodych medyków do tak radykalnych kroków?

– Co zmusza młodych lekarzy do tak radykalnych kroków? Odpowiem wprost: zmusza ich do tego – każdego indywidualnie – trudna sytuacja życiowa, a w sensie zbiorowym ciężka sytuacja w ochronie zdrowia. Pomimo deklarowanego rozwoju polskiej gospodarki, zwiększonych wpływów z VAT i w ogóle z uszczelnienia systemu podatkowego niestety ochrona zdrowia nie doczekała się dobrej zmiany i lepszych czasów. Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia, który jeszcze nie tak dawno był naszym kolegą lekarzem i związkowcem, dzisiaj wypowiada się niczym ktoś z księżyca. Nie mówi językiem zrozumiałym, ale powtarza slogany podobne do tych, które wygłaszali jego poprzednicy, których przez szacunek dla Czytelników „Naszego Dziennika” nie wspomnę. Ten sposób porozumiewania się min. Radziwiłła wywołuje jeszcze większe niezadowolenie środowiska.

Co w słowach ministra tak bardzo irytuje lekarzy?  

– Jeśli ktoś twierdzi, że od 20 miesięcy, kiedy sprawuje urząd ministra zdrowia, spotkał się 18 razy ze środowiskiem lekarskim, to brzmi to co najmniej dziwnie. Uczciwie powiem, że nie liczę spotkań przedstawicieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy z min. Radziwiłłem, ale nawet jeśli odbyliśmy przybliżoną liczbę spotkań, w co bardzo wątpię, to żadne nie było merytoryczne. Natomiast za każdym razem słyszeliśmy te same stare, utarte frazesy. Jeśli zaś chodzi o protest lekarzy rezydentów, to jeśli na początku swojej zawodowej drogi ci młodzi ludzie głodują, jest to przejaw prawdziwej rozpaczy i objaw desperacji. Sytuacja lekarzy rezydentów jest dramatyczna. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w Europie.   

Rzecznik rządu Rafał Bochenek powiedział, że w ostatnich dwóch latach nakłady na wynagrodzenia dla lekarzy rezydentów wzrosły o 40 proc. – z 800 milionów złotych do 1,2 miliarda złotych…

– Być może wzrost nakładów wynika z tego, że tych lekarzy jest więcej, ale zapewniam, że pensje lekarzy rezydentów w tym czasie nie wzrosły. Ostatnia regulacja płac rezydentów, czyli skromna podwyżka, była jeszcze za czasów minister zdrowia Ewy Kopacz, która – jak pamiętamy – nie zapisała się chlubnie w historii naszego systemu opieki zdrowotnej. Od tego czasu minęło już parę lat, a pensje lekarzy rezydentów stoją wciąż w miejscu.    

Jak wygląda życie i praca młodego lekarza wchodzącego do zawodu? Wielu sądzi, że lekarz rezydent zarabia krocie…

– To, że lekarze zarabiają krocie, jest efektem oficjalnej propagandy wszystkich rządów. Publikowano statystyki, czyli dane wynikające ze sprawozdań przygotowywanych przez dyrektorów, którzy też chodzą na pasku polityków samorządowych i rządowych. Utarło się, że lekarz zarabia miesięcznie 20, a nawet 30 tysięcy złotych. Tymczasem teraz weszła w życie ustawa regulująca minimalne płace i okazuje się, że lekarz specjalista może pracować za 4400 złotych, a więc poniżej średniej krajowej. Nasze Ministerstwo Zdrowia uważa jednak, że nic nie szkodzi. Lekarz rezydent ma jeszcze mniej. W zależności od tego, czy jest to specjalizacja deficytowa, czy nie, wysokość zasadniczego wynagrodzenia miesięcznego w pierwszych dwóch latach rezydentury wynosi 3170 złotych brutto, co netto daje kwotę 2275 złotych. Po dwóch latach rezydentury zarabia 3458 złotych, zaś w dziedzinach określonych jako priorytetowe – odpowiednio – 3602 złotych oraz 3890 złotych. Oczywiście są to kwoty brutto, czyli na rękę niewiele ponad 2500 złotych.

Jak wygląda kwestia dokształcania się lekarzy, zwłaszcza młodych stażem?

– Jest rozporządzenie, które nakłada na lekarza obowiązek ustawicznego kształcenia, a w przypadku lekarza rezydenta obowiązek specjalizacji, która trwa różnie – od 4 do nawet 9 lat. Młody lekarz musi uczestniczyć w kursach, szkoleniach, bo programy specjalizacyjne są coraz bogatsze, ale tylko niektóre są bezpłatne. Co więcej, robi to wszystko kosztem urlopu, gros czasu przebywając poza domem w różnych miastach, gdzie musi z własnej kieszeni płacić za hotel itd. Do tego dochodzi jeszcze koszt książek specjalistycznych, które tanie nie są. Co ciekawe, lekarze rezydenci nie mogą odliczyć tych wszystkich kosztów od przychodu. Innymi słowy, płacą za to pieniędzmi już opodatkowanymi, pomimo że jest to koszt uzyskania przychodu. Do tego dochodzi praca w normalnym wymiarze, zarwane noce, bo kiedyś uczyć się trzeba. I w takich oto warunkach kształci się lekarz w zawodzie publicznego zaufania. Trzeba być ze stali, żeby takie warunki wytrzymać. Do tego dochodzą ciągłe bezsensowne reformy, na lekarzy nakładane są nowe obowiązki biurokratyczne. W takich warunkach niezwykle trudno jest się uczyć i pracować w zawodzie lekarza. Dlatego młodzi lekarze, nie wierząc w obietnice wszystkich poprzednich rządów i obecnego również, decydują się na wyjazd z Polski – dajmy na to – do Niemiec, gdzie w zawodzie zarabiają 10 razy tyle, co u nas.       

Mimo to minister zdrowia twierdzi, że żądania lekarzy rezydentów są nierealne i niemożliwe do zrealizowania.

– Słyszałem tylko część tej wypowiedzi, bo całej bym nie zniósł. Musiałem wyjść, bo się we mnie zagotowało. Minister Radziwiłł dopiero wczoraj łaskawie raczył przybyć do głodujących lekarzy rezydentów. Pytanie, czy w ogóle przeczytał, o co tak naprawdę walczą w tym proteście, bo w medialnych komentarzach mówi bzdury. Lekarze rezydenci w tym proteście wcale nie żądają dwóch średnich krajowych, ale mówią przede wszystkim o zwiększeniu nakładów na ochronę zdrowia, żeby zmniejszyć wszechobecne dziadostwo. Młodzi lekarze chcą, aby system był w końcu wydolny, żeby pacjenci nie musieli czekać w wielomiesięcznych, a czasem nawet kilkuletnich kolejkach, a dopiero gdzieś na dalszym miejscu jest stawiany problem niskich płac. Dlatego stanowisko, jakie zajmuje min. Radziwiłł, krytykując protestujących lekarzy, jest obłudne i kłamliwe.

Resort zdrowia źle wydaje środki? 

– Tego nie wiem, lecz za lekarzami stoją nie nasze wygórowane żądania, ale obiektywne wskaźniki. Przecież nie jest żadną tajemnicą, że Polska – biorąc pod uwagę PKB – przeznacza najmniej środków na opiekę zdrowotną spośród wszystkich państw Unii Europejskiej. Skoro inni mogą, to dlaczego nie można w Polsce? Jeśli minister zdrowia nie chce reagować na obiektywne argumenty, to może wskazywać, że jest to ewidentnie jego zła wola. Gdyby był człowiekiem honoru, to pamiętałby, co mówił jeszcze kilka lat temu, kiedy w liście do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego prosił o pomoc i zwracał uwagę, że w dziedzinie ochrony zdrowia muszą być zmiany, że dłużej tak być nie może, że stoimy przed ścianą, że wzrost nakładów to konieczność. Teraz jednak widać wyparł się tego, o czym mówił i o co razem z nami walczył jeszcze kilka lat temu. Czy tak postępuje dorosły człowiek? Czy tak robi człowiek honoru? Jeśli zaś chodzi o formę protestu głodowego, też nie uważam, że jest to najszczęśliwsze rozwiązanie. Ale w tej sytuacji warto sobie zadać pytanie: „Co tym młodym ludziom pozostało?”. Tylko krzyczeć w ten sposób. To jest krzyk rozpaczy, bo w demokratycznym państwie nie można usiąść z ministrem do stołu i doprosić się godnych warunków życia i pracy. Z ministrem Radziwiłłem, z którym – jak wspomniałem – znaliśmy się dużo wcześniej, bo był przecież prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej i kiedyś sam opowiadał, że również brał udział w proteście głodowym. Więc teraz niech do tego protestu swoich młodszych kolegów lekarzy podejdzie poważnie.     

Rezydenci od ponad roku na różne sposoby próbują zmienić swoją sytuację, ale jak widać bez skutku. Skąd ten opór?

– Jeśli minister Radziwiłł i rząd będą się dalej zachowywali w ten sposób, to należy się liczyć z tym, że liczba lekarzy, którzy zdecydują się na wyjazd z Polski, wzroście jeszcze bardziej. I jeśli lekarz, nasz niedawny kolega robi takie rzeczy, to świadczy o jednym: że w tym kraju nie ma szans na poprawę sytuacji w ochronie zdrowia. Nie dziwię się zatem młodszym kolegom, którzy nie chcąc się użerać z urzędnikami, których mentalność jest na poziomie komunistycznych czasów, zwijają manatki i wyjeżdżają z Polski.   

Zdaniem części lekarzy, resort zdrowia rozważa uzupełnienie kadry medycznej lekarzami z Ukrainy.

– Nawet jeśli byłby taki plan, nie będzie to takie proste. Po pierwsze, Ukraina w przeciwieństwie do Polski nie należy do UE i prawo wykonywania zawodu ukraińskich lekarzy nie jest u nas honorowane. To wymagałoby – jak to kiedyś nazywano – nostryfikacji dyplomu. I choć takie procedury są prawem przewidziane, to nie odbywa się to na zasadzie, że przyjedzie do nas lekarz ze Wschodu i bez kłopotu będzie leczył naszych pacjentów. Najpierw musi przejść egzaminy fachowe i językowe i to musi potrwać. Taki pomysł tak czy inaczej jest bez sensu. Nie można zaniedbywać własnych kadr, których kształcenie jest bardzo drogie, pozbywać się ich, a stwarzać warunki pracy dla obcych. W obecnym stanie prawnym jest to niemożliwe, bo wymagałoby to zmiany co najmniej kilku ustaw. No, chyba że taka zmiana jest planowana… Po drugie, zapytałbym min. Radziwiłła, czy osobiście chciałby się leczyć u takich lekarzy. Już był taki jeden szef MSW, specjalista od „brania lekarzy w kamasze”, który mówił, że na wschodniej granicy stoją pod szlabanem kolejki medyków, którzy tylko czekają, żeby wpaść do Polski i pracować za dwa czy trzy tysiące złotych. Tak czy inaczej takie pomysły – jeśli nawet by były – to przejaw skrajnej arogancji, która wywołuje – myślę, że nie tylko u mnie – jak najgorsze odruchy.

Panie Doktorze, muszę zapytać jeszcze o jedną kwestię. A mianowicie jak jest z solidarnością wśród lekarzy? Czy lekarze rezydenci mają wsparcie ze strony swoich starszych kolegów specjalistów?

– Z tym bywa różnie. Osobiście w moim oddziale wszyscy koledzy specjaliści noszą koszulki z napisem „Popieram protest głodowy”. Otrzymałem sto takich koszulek, które się bardzo szybko rozeszły po rzeszowskich szpitalach, ale także w innych placówkach Podkarpacia. Niestety, jest to protest sabotowany w mediach rządowych, czyli w telewizji publicznej. Szkoda, bo kiedy dobiegły końca – na całe szczęście – rządy koalicji PO – PSL, liczyłem, że wreszcie odzyskamy kraj dla obywateli. Prezes Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło szczycą się tym, że dotrzymują obietnic – po części owszem, ale nie wszystkich. Są wypowiedzi z czasów, kiedy PiS było w opozycji, czy z kampanii wyborczej, kiedy politycy ci mówili, że lekarze powinni zarabiać dobrze i bardzo dobrze i te deklaracje nie zostały zrealizowane nawet w najmniejszej części. Nie wspomnę już ustawy o sieci szpitali, która urąga godności zawodu lekarskiego, ale to temat na inną rozmowę. Jak widać, działań antylekarskich jest cała masa. Starsi lekarze sobie radzą, bo znaleźli już swoje miejsce w tym systemie i nie bardzo widzą zmiany rewolucyjne, bo oni już przez to przeszli. Ale rozumieją lekarzy rezydentów, którzy są wykorzystywani, którzy w zasadzie nie mają praw, a jedynie obowiązki. Na pewno nie jest tak, że starsi lekarze są przeciwni słusznym żądaniom lekarzy rezydentów. Mając za sobą doświadczenie, może mniej wierzą, że im się uda, ale osobiście uważam, że tak jak kropla drąży skałę, tak działania te przyniosą efekt – jeśli nie teraz, to za chwilę. Obawiam się tylko, i powtórzę to jeszcze raz, że lekarze rezydenci spakują manatki i wyjadą z Polski. Wówczas luka pokoleniowa, jaką mamy dziś w medycynie, jeszcze bardziej się pogłębi. I tej luki nie zasypie ani import lekarzy z zagranicy, ani zaklinanie rzeczywistości przez min. Radziwiłła, bo system ten się zawali. W mojej ocenie, zawał systemu ochrony zdrowia jest coraz bliżej.     

Dziękuję za rozmowę.          

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl