Zgodnie z polskim prawem kierownikiem laboratorium może być osoba, która posiada tytuł specjalisty zgodny z profilem danej placówki, wyjaśnia Elżbieta Puacz, prezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych. Tymczasem coraz częściej dochodzi do sytuacji, że stanowiska te powierzane są osobom, które nie posiadają takich uprawnień. Ale żeby formalnie nie doszło do złamania prawa, osoba kierująca placówką nie jest kierownikiem, tylko ma stanowisko pełniącego obowiązki kierownika. Czasami taka sytuacja trwa wiele lat i w najlepszym przypadku p.o. kierownik uczestniczy w tym czasie w specjalistycznych szkoleniach, aby zdobyć niezbędne uprawnienia.
Prezes Puacz mówi, że prawo pozwala na to, aby ktoś pełnił funkcję p.o. kierownika, ale w drodze wyjątku i tylko na krótki czas. – Na przykład w sytuacjach losowych, ale i tak pełniący obowiązki powinien posiadać tytuł specjalisty – tłumaczy szefowa KIDL.
Nagminną praktyką w sieciowych laboratoriach, kontrolowanych z reguły przez zagraniczny kapitał (przede wszystkim niemiecki), jest to, że jedna osoba pełni funkcję kierownika w kilku placówkach jednocześnie, często oddalonych od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Oznacza to więc, że mamy do czynienia z fikcją, gdyż nie da się fizycznie podołać takim obowiązkom. Czyli kierownik nie ma tak naprawdę kontroli nad tym, w jaki sposób pracują laboranci, czy badania są wykonywane prawidłowo i w odpowiednim czasie.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

