logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Nie dajemy się okradać

Poniedziałek, 9 października 2017 (11:19)

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem do Europarlamentu z Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na wniosek szefa liberałów Guy'a Verhofstada 19 października w komisji sprawiedliwości odbędzie się kolejna debata na temat Polski, a w połowie listopada na sesji plenarnej Parlament Europejski ma się zająć Polską w kontekście procedury praworządności prowadzonej przez KE…

– Autorzy tego typu wniosków zakiwali się do tego stopnia, że nawet nie dostrzegają swojej śmieszności, a poziom buty jaki osiągnęli nie pozwala im złapać dystansu do tego, co robią. Ta dyskusja – owszem – ma się odbyć, ale jest to już wydarzenie bardziej natury obrzędowej i nie należy przypuszczać, że coś konkretnego z tego wyniknie.    

Nie trzeba być ekspertem, żeby dostrzec stan wyjątkowy we Francji, w Hiszpanii napiętą sytuację w Katalonii, gdzie – jak słyszymy – rząd wysyła dodatkowe siły wojska…

– We Francji mamy obecnie do czynienia z daleko idącą – groźną dla demokracji i praw człowieka – sytuacją, bowiem Zgromadzenie Narodowe (niższa izba parlamentu) przyjęła ustawę przenoszącą do powszechnie obowiązującego prawa tymczasowe reguły stanu wyjątkowego. Co za tym idzie, do konstytucji na stałe mają zostać wpisane przepisy umożliwiające policji i kontrwywiadowi wewnętrznemu, na używanie specjalnych środków, co według autorów ma uniemożliwić prowadzenie działalności terrorystycznej. De facto w przypadku podejrzenia o terroryzm oznacza to m.in. możliwość przeprowadzania rewizji zarówno w dzień, jak i w nocy, nakładania przymusowego aresztu domowego bez wcześniejszego nakazu sądowego, a także zakaz organizowania zgromadzeń bez potwierdzenia sądu, a więc posługiwanie się na co dzień środkami, na które zezwalał tylko stan wyjątkowy. Protestują obywatele i organizacje pozarządowe, w sprzeciwie wobec wprowadzania autorytarnych reguł podała się do dymisji francuska minister sprawiedliwości. To pokazuje, że we Francji mamy do czynienia z daleko idącym ograniczeniem praw obywatelskich, ale jak widać, te oczywiste restrykcje nie powodują oburzenia i refleksji ze strony Komisji Europejskiej.

Tymczasem z uporem maniaka grilluje się Polskę…? 

– Żeby kogoś grillować, to ta forma obróbki musi jeszcze na kimś robić wrażenie. Tymczasem sytuacja wygląda tak, że te połajanki, ta cała wroga, a tak naprawdę granicząca ze śmiesznością retoryka nie robi już na nikim wrażenia, łącznie z nami. Tak jak wspomniałem wcześniej, mamy do czynienia z pewnym obrzędem, co ciekawe – sprawowanym przez osoby, które wiarę pozostawiają daleko poza swoją działalnością publiczną. Życie nie znosi jednak pustki i widać muszą do swojej działalności wprowadzać świeckie obrzędy – jednym z nich jest atakowanie Polski.

Jak informuje szef delegacji Platformy w PE Janusz Lewandowski – europosłowie mają debatować o Polsce na sesji plenarnej, po uchwaleniu przez polski Sejm prezydenckich projektów dotyczących Sądu Najwyższego oraz Krajowej Rady Sądownictwa. Kto odpowiada za ataki na Polskę?

– Obrzędy związane z atakowaniem Polski nie miałyby miejsca, gdyby nie paliwo, którym ta atmosfera jest podgrzewana, a której źródło tkwi w Warszawie. To atakowanie Polski nie miałoby miejsca, gdyby nie szamani współczesnej targowicy, którzy suflują tego rodzaju tematy. Nie oszukujmy się, przecież Guy Verhofstad też nie żyje tego typu problemami na co dzień, ale od czasu do czasu otrzymuje wytyczne z prośbą, aby się zajmować tematami Polski, co daje mu też możliwość zaistnienia. Jest to zatem transakcja wiązana. Tak czy inaczej nie przykładałbym większej wagi do tej formy usiłowań represjonowania, bo licząc te wszystkie debaty o Polsce, to planowana na listopad jest już bodajże piąta, a jeśli chodzi o dyskusje na komisjach to tego już nawet nikt nie liczy.   

Co sądzi Pan o rozdźwięku między Timmermansem a wydawałoby się bardziej wyważonym Junckerem, który zaprasza polską premier i premierów Grupy Wyszehradzkiej na spotkanie. Jak rozumieć ten dysonans?

– To jest wszystko gra. Mamy złego i dobrego policjanta, ale tak naprawdę cały czas jest to ta sama „służba”, która atakuje Polskę.

Polska to jednak nie jedyny cel ataków KE, która przechodzi do drugiego etapu procedury o naruszenie unijnego prawa wobec Węgier…

– Procedura dotyczy węgierskiej ustawy o organizacjach pozarządowych finansowych z zagranicznych środków. Mamy więc próbę okładania tych, którzy nie zgadzają się ze słuszną linią europejskiej władzy, z brukselskimi elitami. Jednakże tego typu działania nie powodują większych negatywnych implikacji dla Węgier. Gospodarka węgierska cały czas się rozwija, rośnie też zasobność portfeli obywateli tego kraju. Jeszcze lepiej sytuacja ma się w przypadku Polski, gdzie odnotowujemy wzrost PKB, ratingi Polski rosną, dziura budżetowa maleje, wynagrodzenia rosną, spółki państwowe idą w górę, bezrobocie systematycznie spada i to w sposób bezprecedensowy w historii wolnej Polski. Ponadto po ośmiu latach rządów koalicji PO – PSL, kiedy mieliśmy nagminne „dojenie” państwa, dziś nie dajemy się okradać, jesteśmy państwem suwerennym i dzielimy się owocami wzrostu gospodarczego z obywatelami, a nie z zagranicznymi koncernami, jak to było jeszcze do niedawna. To wszystko pokazuje, wbrew temu, co usiłują wmówić Polakom, nieustannie pielgrzymujący do Brukseli przedstawiciele tzw. totalnej opozycji, że Polska ma się dobrze i trzeba naprawdę złej woli, żeby tego nie widzieć.

Jaki jest poziom obecnych elit europejskich, skoro prezydent Francji Emmanuel Macron podczas wizyty w ośrodku szkoleniowym w Egletons w Nowej Akwitanii mówi do bezrobotnych, że zamiast robić burdel powinni rozejrzeć się za pracą?

– Stację pn. Żenada przejechał ekspresem.

Nie przeszkadza mu to jednak forsować federalistycznych wizji i tworzenia superpaństwa europejskiego z udziałem najbogatszych krajów. Czy nie czas najwyższy przyhamować te zapędy?

– We Francji zapędy Macrona są powoli wyhamowywane. To jest prezydent, który w sposób bezprecedensowy utracił, można powiedzieć roztrwonił i to w bardzo krótkim czasie – zaufanie własnego społeczeństwa. Po pierwszych stu dniach rządów jego poparcie spada na łeb na szyję, bo ponownie na urząd prezydenta Macrona wybrałoby tylko 14 proc. Francuzów.  

Co zatem sprawiło, że tak niedawno otrzymał mandat zaufania Francuzów?

– Podczas ostatnich wyborów Francuzi zostali postawieni w dość niekomfortowej sytuacji wyboru pomiędzy dwoma kandydatami, z których – tak naprawdę – żaden nie był szczytem marzeń i oczekiwań. Dekompozycji uległa cała, dotychczasowa scena polityczna we Francji, gdzie w zasadzie nie ma formacji – od prawicy do lewicy, która nie byłaby skompromitowana. W efekcie nie kto inny jak właśnie Emmanuel Macron został prezydentem Francji – państwa o bogatej historii, tradycji, państwa znaczącego, ale jednocześnie samodegradującego się poprzez słabość przywództwa, które – owszem – w momencie wyborów posiadało mandat demokratyczny. Jednak dzisiaj, kiedy niewiele ponad trzy miesiące od wyborów prezydent ma zaledwie 14 proc. poparcia, to można rzec, że jest uprawniony tylko i wyłącznie do administrowania, a nie do rządzenia państwem.

Tyle tylko, że o ile we Francji Macron administruje, to w UE chce wyraźnie rządzić, narzucając pozostałym państwom własną wizję Europy…

– Rzeczywiście tak to wygląda. Kiedy np. był z wizytą w Bułgarii, to pozwolił sobie na krytykę Polski. Zresztą Bułgarzy byli wówczas bardzo zdeprymowani tym faktem, że Macron wykorzystał wizytę w ich kraju, na obszarze Trójmorza, do krytykowania Polski. Nic zatem dziwnego, że w odpowiedzi w tamtejszych kuluarach dyplomatycznych pojawiło się stwierdzenie, że jeden Napoleon już wystarczy. Ten człowiek nie ma dobrej passy, słabo mu idzie na krajowym i coraz gorzej na zagranicznej scenie. Tymczasem Francja znajduje się w fatalnej kondycji finansowej i gospodarczej i jest – można powiedzieć – cieniem dawnych osiągnięć politycznych i kulturowych. Żeby te problemy przywództwa oraz złej kondycji gospodarki dotyczyły Polski, to moglibyśmy się martwić, ale Francja to problem Francuzów, nie nasz..

Ten kryzys przywództwa jest chyba zmorą czołowych państw Unii?

– Żyjemy w świecie relacji międzynarodowych, gdzie jeśli ktoś ma problemy wewnątrz własnego państwa, wówczas usiłuje się realizować na zewnątrz. Egoistyczna polityka prowadzona przez Francję i Niemcy, objawiająca się najpierw otwarciem granic dla imigrantów, a następnie dokonania ich selekcji pod kątem zdolności do pracy i zatrzymania ich jako taniej siły roboczej, a reszty upchania po innych krajach, zbankrutowała. Podobnie wygląda polityka Macrona dotycząca pracowników delegowanych. To nic innego jak łamanie jednej z podstawowych swobód UE – wolności przepływu usług. Wygląda na to, że musimy się przyzwyczaić, że żyjemy w takim, a nie innym otoczeniu. Mamy demokrację i miejmy świadomość, że to nie my będziemy wybierać władze w innych krajach, natomiast naszym zadaniem jest troska o własne interesy, bo nikt tego nie zrobi za nas, co więcej – inni naszą bezczynność i uległość, tj. sytuację, która miała miejsce w latach rządów PO – PSL, z kretesem wykorzystają i zadbają o swoje sprawy naszym kosztem.

W Brukseli czy Strasburgu spotyka się Pan z politykami i europarlamentarzystami innych państw. Jak oni oceniają obecne elity przywódcze Europy?

– W Europie nie jest dobrze: Brexit, kryzys imigracyjny, problemy separatyzmu, jak ostatnio w Hiszpanii, ale największym problemem jest to, że w odpowiedzi nie ma żadnego rozwiązania. Natomiast da się zauważyć pewną konsternację, czasem irytację, zażenowanie, a czasem wręcz arogancję, która jest wynikiem nerwowości. Kiedy się źle dzieje, wówczas jest poszukiwanie – na siłę – przeciwnika czy wroga, ale to są wszystko stare, sprawdzone i znane mechanizmy. Unia instytucjonalna jest w stanie kryzysu, żeby nie powiedzieć rozkładu. Jean-Claude Juncker czy znany skądinąd „król Europy” (Donald Tusk), ale także inni, którzy sami siebie wykreowali na samozwańczych liderów UE czy Niemcy i Francja, nie mają żadnej recepty na rozwiązanie poważnych problemów i co gorsza – wcale jej nie szukają. Można odnieść wrażenie, że dla nich im gorzej Unia funkcjonuje, tym bardziej chcieliby utrzymywać ten stan. Ale nie oszukujmy się, że z czegoś, co jest nieświeże, nawet po zafoliowaniu i owinięciu błyszczącym sreberkiem da się zrobić zdrowy produkt.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl