logo
logo

Zdjęcie: Jan Puchalski/ Nasz Dziennik

Parafianie zdali egzamin

Piątek, 20 października 2017 (14:04)

Z ks. dr. Januszem Chyłą, proboszczem parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach, rozmawia Rafał Stefaniuk

Ilu osobom poszkodowanym w sierpniowych nawałnicach pomogła Księdza parafia?

– Na to pytanie nie da się tak łatwo odpowiedzieć. Gdy trwała akcja bezpośrednio po nawałnicy, przygotowywaliśmy posiłki dla harcerzy, strażaków i wolontariuszy. Przyjmowaliśmy dary z różnych stron Polski. Zdarzyła się nawet paczka z USA. W naszym oratorium utworzyliśmy magazyn, z którego korzystali harcerze i Rycerze Kolumba. Przewozili je następnie potrzebującym w poszczególnych miejscowościach. Do dzisiaj znajduje się w nim jeszcze trochę rzeczy. Także plebania stała się miejscem, w którym potrzebujący pomocy mogli ją otrzymać. Jako proboszcz uważam, że plebania nie może być zamkniętą fortecą, musi być domem otwartym. Gościli u nas m.in. rodzice jednej z dziewczynek, która zginęła na obozie harcerskim, gdyż w Chojnicach nie było wolnych miejsc w hotelach. Zdarzało się, że uczestnicy akcji przychodzili na plebanię umyć się lub wykąpać. Nie jestem w stanie policzyć, ilu osobom udało się naszej parafii pomóc, było ich sporo.

Wsparcia poszkodowanym udzieliła cała diecezja.

– W pierwszą niedzielę po tej tragedii przeprowadzono w diecezji zbiórkę do puszek. Nasza parafia zebrała ponad 25 tys. zł. Cała diecezja na ten cel zebrała ponad 1,1 mln zł. Ogólnopolska Caritas wsparła poszkodowanych jednym milionem złotych. Prawie 1,2 mln zł przekazały inne diecezje i darczyńcy indywidualni. Są także organizacje, jak np. Rycerze Kolumba, które bezpośrednio przekazują środki na odbudowę domów lub zakup kontenerów mieszkalnych. Choć wydaje się, że mówimy o dużych sumach, to gdy konfrontujemy to ze skalą problemu, ta kwota pokryje tylko niewielką część strat. Dlatego niedawno ruszył program „Parafia parafii”.

To jest autorski projekt biskupa pelplińskiego?

– Tak. W całej diecezji poszkodowanych zostało 36 parafii. Parafie, które ominął kataklizm, mają za zadanie opiekować się tymi, które ucierpiały w wyniku uderzenia wiatru. Przydział parafii nastąpił odgórnie i moja parafia – Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach – zaopiekuje się parafią w Rytlu. Skontaktowałem się z ich proboszczem, który obiecał, że wskaże, w jaki sposób możemy pomóc. Nie czekając na informacje z Rytla, Młodzieżowy Wolontariat Caritas postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i w niedzielę zorganizował kawiarenkę parafialną. Po wybranych Mszach św. można było zaopatrzyć się w domowe wypieki i wypić coś ciepłego. Jeżeli to się przyjmie, to co tydzień będziemy się tak spotykać. Zysk z ofiar zapewne nie będzie wielki, ale chodzi przede wszystkim o to, aby zaangażować młodzież i zachęcać do niesienia pomocy innym.

Współpraca z Rytlem będzie trwała przez całą akcję „Parafia parafii”?

– Założenia akcji nie są określone terminem. Będzie ona trwała tak długo, jak to będzie konieczne. A jak wiemy, potrzeby się zmieniają. Początkowo trudno było określić, co jest potrzebne. Dlatego i dary były różne. W tej chwili kluczowymi potrzebami są ręce do pracy i materiały na odbudowę. Potrzebne jest zaangażowanie specjalistów, gdyż prace wymagają m.in. odbudowy dachu. Siostry z Orlika powiedziały mi, że wolontariusze przyjeżdżają do nich na weekendy i widzą, jak odbudowa postępuje, jak dach po dachu jest naprawiany. Ale do tego potrzebni są chętni ludzie do pracy.

Dużo mówi się o zaangażowaniu sióstr z Orlika.

– Tak, bo ich postawa jest budująca. Jedna z rodzin straciła dom i zamieszkała w kontenerze mieszkalnym. Tam nie ma takich warunków jak w domu, a do tego jest duża wilgoć. W tej rodzinie jest małe dziecko, które zaczęło chorować. Gdy siostry się o tym dowiedziały, to przygarnęły całą rodzinę pod swój dach, do klasztoru. Teraz ci ludzie mogą mieszkać w dobrych warunkach. To jest tylko jeden przykład. Warto pamiętać, że siostry franciszkanki każdego dnia wykonują tytaniczną pracę, aby pomóc innym.

A co z pomocą osobom niezwiązanym z klęską nawałnic, a które potrzebują wsparcia?

– Obserwuję, że w parafii zmienia się grupa najbardziej potrzebujących. Kiedyś były nią rodziny wielodzietne. Teraz gdy osoby te otrzymały pieniądze z programu „Rodzina 500+”, to zdarza się, że przychodzą do nas i mówią, żeby wykreślić ich z listy potrzebujących, bo teraz sami dają sobie radę. Obecnie trzeba się bardziej skupić na osobach starszych i samotnych. Ta grupa ma bardzo niskie dochody, a musi kupować leki. Z nimi występuje dodatkowa trudność. Osoby te same nie przyjdą i nie poproszą o pomoc. Tych ludzi trzeba poszukać. Dodatkową trudnością jest także przekonanie ich do tego, żeby przyjęli tę pomoc. W naszej parafii działa od 20 lat jadłodajnia, która od minionej niedzieli nosi imię Świętego Brata Alberta. To mocny orędownik, który już po dwóch dniach „załatwił” 400 kg parówek. Staramy się troszczyć o zaspokojenie głodu ciała, ale też ducha.

Mieszkańcy Lotynia zwracają uwagę, że ta tragedia zjednoczyła wioskę. Ludzie sobie pomagają, są dla siebie bardzo życzliwi. Jak widać, nawet z takiej tragedii może wypłynąć dobro.

– Oczywiście, że tak jest, ale trzeba pamiętać, że teraz przed nimi naprawdę duża praca, aby te dobre relacje trwały. Każdy z podziwem patrzył na to, co zrobili dla harcerzy. Gdy przyjeżdżało się do Lotynia, widać było zjednoczenie. Po jednej z Mszy św., którą odprawiłem w Lotyniu, powiedziałem im: „Oby to zjednoczenie pozostało”. Za chwilę bowiem pojawi się zmęczenie, a wtedy psychika słabnie. Poza tym pojawią się kwestie finansowe. Sąsiad otrzyma 70 tys. zł, a ktoś tylko 50 tys. zł. I tu pojawia się kolejne niebezpieczeństwo – zazdrość. Tych elementów typowo ludzkich będzie dużo i na nie trzeba uważać. Pamiętajmy też, że i swoje do powiedzenia będzie miał szatan, który nienawidzi zgody i porozumienia.

A więc także duża odpowiedzialność spoczywa na duszpasterzach.

– Ważne, aby księża byli z ludźmi, wskazując na to, co dobre. Choć także trzeba mówić o zagrożeniach. Instrumentalne wykorzystanie różnych sytuacji przez polityków również występuje. Warto zwrócić uwagę, że w ostatnich latach mieliśmy kilka zrywów jedności. Była śmierć św. Jana Pawła II, a także katastrofa smoleńska. Nie chcę uprawiać spiskowej teorii dziejów, ale nie wszystkim zjednoczenie ludzi się podoba. Spójrzmy na śmierć Papieża. Ludzie się jednoczyli, a tu nagle pojawia się informacja, że rzekomo o. Konrad Hejmo był TW. A Smoleńsk? Tysiące zniczy pojawia się na Krakowskim Przedmieściu, a tu niektóre media zaczynają walkę z pochówkiem Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. A więc gdy pojawi się zjednoczenie, to natychmiast występuje uderzenie w jedność. Podobnie było z akcją Różaniec do Granic. Miliony osób modliło się za Ojczyznę, a inne środowiska zaczęły to wyśmiewać i hejtować. Co bardziej smutne, nawet niektórzy księża wpisali się w te ataki. Dlatego trzeba być bardzo uważnym, żeby nie zgasić żadnej dobrej iskry i nie dać się zwyciężyć złu.

 

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik