Panie Profesorze, w jakim kontekście należy odczytać decyzję Krajowej Rady Sądownictwa, która postanowiła nie powoływać asesorów sądowych z listy przesłanej przez ministra sprawiedliwości?
– Uważam, że Krajowa Rada Sądownictwa popełniła poważny błąd. Jeśli z powodów rzekomo niespełniania kryteriów ustawowych dyskwalifikuje się 265 osób, a więc wszystkie (sic!) zgłoszone przez ministra sprawiedliwości, to gołym okiem widać, że do poszczególnych kandydatów nie podchodzono de facto w sposób indywidualny, ale potraktowano ich w sposób zbiorowy. Wszystkie te kandydatury łączy fakt, że są to osoby, które co do zasady ukończyły aplikację w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, uzyskały pozytywny wynik ze wszystkich egzaminów, spełniły wszystkie warunki formalne i zostały w trybie ustawowym powołane przez ministra sprawiedliwości na stanowisko asesora sądowego. KRS, mimo próby zachowania pozorów, ewidentnie potraktował te wszystkie osoby w sposób zbiorowy, co nie powinno mieć miejsca.
W wydanym oświadczeniu asesorzy odżegnują się od polityki, wskazując, że ślubowali Polsce, a nie ministrowi sprawiedliwości. Czy to nie obnaża politycznych motywów działań KRS?
– Ślubowanie niezależnie od tego, na czyje ręce się je składa, jest, co do treści, przyrzeczeniem składanym Rzeczypospolitej Polskiej. Asesorzy sądowi – podobnie jak sędziowie – wydają wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Również ślubowanie nie jest przysięgą na wierność takiemu czy innemu ministrowi sprawiedliwości, ale jest przysięgą i deklaracją rzetelnej służby własnemu państwu. Oświadczenie asesorów sądowych jest – jak sądzę – reakcją na stwierdzenia rzecznika KRS, który wskazywał na to, że te osoby składały ślubowanie ministrowi sprawiedliwości, co przecież nie może być żadnym rzeczowym argumentem wobec kandydatów, którzy spełnili kryteria ustawowe.
Lata kształcenia, wyrzeczeń, a teraz ktoś lekką ręką zamyka tym młodym ludziom drogę do zawodu sędziowskiego…
– Są to absolwenci prawa, którzy ukończyli aplikację w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, bądź osoby, które ukończyły studia prawnicze i po egzaminach wstępnych rozpoczęły roczną aplikację ogólną. Następnie osoby te kontynuowały dwuipółletnie szkolenie podczas aplikacji sędziowskiej zakończonej egzaminem sędziowskim i odbyły obowiązkowy staż w sądach rejonowych, pracując jako referendarze sądowi. Są to młodzi, wartościowi ludzie, którzy ponieśli wiele wyrzeczeń, zdali cały szereg trudnych egzaminów, a teraz zostali potraktowani en bloc przez KRS. I takie podejście do tych wykształconych osób budzi mój wewnętrzny sprzeciw – także jako nauczyciela akademickiego, który styka się na co dzień z młodymi, inteligentnymi, zdolnymi ludźmi i widzi, jak wiele pracy wkładają, aby osiągnąć cel. Pytam zatem, cóż są winni ci ludzie, których entuzjazm tak cynicznie zgaszono, cóż są winni, żeby ich traktować nie jak osoby, ale jako część pewnej zbiorowości?
Czy w tej sytuacji KRS, która broni interesów korporacyjnych, jest reformowalna? Czy z tym środowiskiem możliwy jest jakikolwiek dialog?
– Cokolwiek nie powiedzieć, to wobec faktów, wobec całego ogromu zła wynikającego z decyzji KRS i tak nie będzie to miało większego znaczenia. Moje oceny są tu nieistotne, bo gołym okiem widać, że KRS – jakby nie było konstytucyjny organ kolegialny, który ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów – w tym wypadku podjął najgorszą z możliwych decyzję.
Czy ta totalna obstrukcja nie powinna być wskazaniem do jeszcze bardziej radykalnych działań i głębokiej, a nie pozorowanej reformy polskiego systemu sprawiedliwości?
– Wszyscy widzą, łącznie ze środowiskiem sędziowskim – co więcej, nawet sama KRS przyznaje – że reforma wymiaru sprawiedliwości jest wręcz niezbędna. I to jakby nie budzi wątpliwości, natomiast problemem jest kierunek, skala zmian i sposób przeprowadzania reform. Jeśli ktoś miał dotychczas wątpliwości, że ciało to przyobleka się w uczestnika politycznego sporu, do czego nie jest powołane, to teraz otrzymuje nowy argument. Zła, które KRS wyrządziła 265 osobom – młodym, wykształconym, doskonale przygotowanym do pełnienia funkcji asesorów sądowych, a następnie funkcji sędziowskich – nie da się niczym uzasadnić.
Jak w świetle tego zachowania należy rozumieć decyzję prezydenta o zawetowaniu dwóch ustaw? Czy prezydent Duda nie popełnił błędu, licząc na dialog z tym środowiskiem?
– Moim zdaniem, nie należy generalizować, bo wśród sędziów bez wątpienia jest wiele wartościowych osób, które zajmują się swoją pracą, a nie polityką, osób, które wiedzą, czym jest niezawisłość sędziowska, bezstronność sędziowska. Takich sędziów jest zdecydowana większość. Inaczej mówiąc, wiele jest osób w tym środowisku, które są uosobieniem ideału sędziego niezależnego i bezstronnego w swoim orzekaniu, sędziego orzekającego według przepisów prawa, a nie takiego, który w swoich sędziowskich decyzjach kieruje się poglądami politycznymi. W tym przypadku zobaczyliśmy sędziów – członków KRS – ludzi, którzy w sposób instrumentalny potraktowali 265 innych osób bez poszanowania ludzkiej godności. Zbiorowe de facto rozpatrzenie losów młodych ludzi jest nie do przyjęcia, bo wpisuje się – niestety – w działania, które są elementem walki politycznej. Jednak mówiąc o środowisku sędziowskim, nie należy uogólniać, bo jak wspomniałem, zdecydowana jego większość to są ludzie właściwie, bez zarzutu wypełniający służbę sędziowską, służbę wobec państwa, w imieniu którego wydają wyroki, służbę wobec Narodu, który jest suwerenem tego państwa. Niewątpliwie jednak sędziowie zasiadający w KRS weszli w buty polityków i to jest poważny problem.
Ale przecież KRS ma być ciałem apolitycznym…
– Owszem, ma być, ale niekoniecznie jest. Widać zasiadanie w KRS nie dało prawnikom wchodzącym w skład tego gremium przymiotu wydawania decyzji w zgodzie z ideałami sędziowskimi, na straży których kiedyś ślubowali stać. Takie działanie pokazuje również, jak bardzo to środowisko jest pewne siebie, jak bardzo pewne jest swoich decyzji. Co więcej, jest to środowisko, któremu wydaje się, że mogą, że wolno im wszystko. Oczywiście tak być nie powinno, ale na razie tak niestety jest.
Szkoda tylko, że ofiarami tych rozgrywek są młodzi asesorzy sądowi…
– Ci dobrze przygotowani młodzi ludzie, którzy przeszli długą drogę formacji prawniczej, zdali kilkadziesiąt poważnych egzaminów, wszyscy oni byli wielką nadzieją polskiego sądownictwa. Co więcej, mogli w znaczący sposób wzmocnić polski wymiar sprawiedliwości. Niestety egoistyczne interesy korporacyjne „nadzwyczajnej kasty” na razie są ważniejsze, a ofiarą stają się asesorzy sądowi, którym teraz w imię rozgrywek, z którymi notabene nie mają nic wspólnego, łamie się kariery.

