logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Odideologizować sądy

Piątek, 3 listopada 2017 (20:29)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Krajowa Rada Sądownictwa odrzuciła wszystkich 265 kandydatów na asesorów sądowych, argumentując to niespełnieniem podstawowych przesłanek ustawowych. Asesorzy nie zgadzają się z tą opinią. Jak Pan odbiera takie zachowanie?

– Wypowiedzi rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa sędziego Waldemara Żurka, zaangażowanie polityczne niektórych członków KRS sugerują wyraźnie, że w tym kręgu bardziej mamy do czynienia z grą polityczną, a nie z czysto merytorycznym działaniem. Wszystko to odbywa się w kontekście przygotowanych przez rząd i aktualnie procedowanych ustaw o reformie sądownictwa. Stąd na tym tle mamy do czynienia z wymianą ciosów. Przy czym warto pamiętać, że mówimy tu o władzy sądowniczej, która absolutnie powinna zachowywać bezstronność zwłaszcza w sporach politycznych.

Czym była motywowana decyzja KRS o odrzuceniu wszystkich kandydatów zaproponowanych przez konstytucyjnego ministra?

– Asesorzy sądowi w wydanym oświadczeniu wskazują, że nie ślubowali ministrowi sprawiedliwości, ale Polsce, tyle tylko, że przedstawiciele KRS – w swoim zacietrzewieniu – wydają się tego nie dostrzegać. To pokazuje, że mamy tu do czynienia ze sporem fundamentalnym. Problem polega na tym, że wielu przedstawicieli środowiska sędziowskiego podnosi temat niezależności sądów, mówiąc przy tym o braku uwarunkowań ideowych, co jest nieprawdą. Fakty są takie, że te uwarunkowania wynikają z natury rzeczy, bo każdy niezależnie od pozycji czy sprawowanej funkcji ma jakieś poglądy. I dzisiaj mamy do czynienia z konfrontacją nie tyle Prawa i Sprawiedliwości z Platformą w sensie partyjnym, co z konfrontacją z obozem pookrągłostołowym, który zmontował cały ten układ. On dotyczy nie tylko polityków w sensie ścisłym, ale w ten układ zamieszane są sfery biznesowe, przestrzeń medialna, ale także pewne segmenty władzy sądowniczej. To wszystko odbija się na różnych decyzjach i trudno jest mówić, że mamy tam do czynienia tylko z czysto formalnym podejściem do sprawy.

A z czym?

– Tak jak wspomniałem, jest to konfrontacja układu pookrągłostołowego, który za wszelką cenę chce utrzymać swoje przywileje. W związku z tym minister Ziobro, ale też cały rząd Zjednoczonej Prawicy, jest postrzegany przez część elity sędziowskiej czy sądowniczej jako przeciwnik ideowy, a zarazem polityczny, z którym się walczy. Mamy zatem wymianę ciosów, co było wyraźnie widać chociażby przy różnych manifestacjach, szczególnie KOD-owskich. Blokada asesorów sądowych, z jaką teraz mamy do czynienia, jest jednym z elementów toczącej się gry.

Czy to już otwarta wojna, jaką „nadzwyczajna kasta sędziowska” wypowiedziała obozowi rządzącemu?

– To jest nie tyle wypowiedzenie, co raczej kontynuacja pewnego sporu, który rozpoczął się jeszcze przy okazji Trybunału Konstytucyjnego, kiedy na pierwszej linii frontu był ówczesny prezes tegoż Trybunału prof. Andrzej Rzepliński, który brał na siebie główne działania, również polityczne. Dzisiaj TK funkcjonuje w sposób spokojny, zrównoważony, uporządkowany, w tej sytuacji akcent konfliktu został przesunięty na inną arenę. Ponieważ przedmiotem zmian ustawowych ma być m.in. KRS, dlatego to właśnie w tym obszarze ulokował się konflikt, i to na tej scenie odbywa się manifestowanie przeciwnego stanowiska, i to w ostentacyjny sposób.

Czy takie zaporowe stanowiska obu stron mają sens?

– Reforma wymiaru sprawiedliwości jest potrzebna czy wręcz konieczna, i co do tego nie ma wątpliwości, pozostaje tylko kwestia zakresu i sposobu, w jakim te zmiany mają się dokonać. Chodzi o to, żeby tego typu  zmiany były precyzyjne i dokonywały się nie tyle na zasadzie partyjnej przepychanki, tylko w sposób spokojny, merytoryczny. Sądy w Polsce, niestety, są w dużej mierze upartyjnione, dlatego zmiany, jakie się powinny dokonać, nie mogą być kolejną ingerencją partyjną, tyle że w drugą stronę. Tak czy inaczej sprawy wymiaru sprawiedliwości w Polsce trzeba uporządkować, bo sytuacja, z jaką mamy do czynienia, jeśli chodzi o oczekiwania sędziów, nie jest normalna.

Jakie są oczekiwania od sędziów?   

– Od sędziów należy oczekiwać bezstronnych, sprawiedliwych wyroków, ale w żadnym wypadku nie zaangażowania politycznego. Do uprawiania polityki są powołane partie czy stronnictwa, ale nie sędziowie.

Czy działania KRS wobec asesorów nie pokazują, że decyzja prezydenta o zawetowaniu dwóch ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym była jednak błędem?

– Nie łączyłbym tych dwóch spraw. Prezydent Andrzej Duda nie dlatego zawetował te dwie ustawy, że nie widział potrzeby zmian w KRS, ale jego wątpliwości budził sposób wyboru członków KRS – czy ma się to odbywać zwykłą większością sejmową, większością trzech piątych oraz to, kto ma być ostateczną instancją, która rozstrzyga w sytuacji wyborczego pata, czy minister sprawiedliwości, czy prezydent. Są to wszystko szczegółowe ważne kwestie, które się dyskutuje. Natomiast co do samego faktu, że zmiany w wymiarze sprawiedliwości są konieczne, to wydaje mi się, że sporu nie ma. Jeśli się obserwuje, jak działają sądy, to jeśli ktoś miał wątpliwości, to chociażby po zachowaniu KRS one znikają. Uważam, że takie działanie jest błędem liderów KRS. Gdyby chociaż w jakimś zakresie rozróżniali kandydatów na asesorów sądowych, co do których podejmowali decyzje, gdyby starali się indywidualnie ich oceniać, a nie wrzucać wszystkich hurtowo do jednego worka, to być może byłoby to do dyskusji, natomiast takie działanie en bloc jest wyraźną manifestacją sprzeciwu wobec ministra sprawiedliwości czy w ogóle rządu premier Beaty Szydło i trudno inaczej to odbierać. Nic zatem dziwnego, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa tak to odbiera.

Czy z KRS, która w sposób cyniczny broni interesów korporacyjnych jest możliwy dialog, czy jest jakieś pole do dyskusji?

– Przede wszystkim musimy sobie uzmysłowić, z jak poważnym sporem ideowym mamy do czynienia w Polsce. Oczywiście ten dialog powinien być prowadzony pomiędzy różnymi siłami i na różnych poziomach życia politycznego. To oznacza, że taki dialog powinien się odbywać również, a może przede wszystkim, pomiędzy koalicją rządzącą a opozycją. Opozycja w swoim sprzeciwienie może się zachowywać w sposób totalny. Są pewne segmenty interesów państwowych – szczególnie jeśli chodzi o politykę międzynarodową, gdzie powinno być wypracowywane i powinno wybrzmieć wspólne stanowisko rządu i opozycji. Niestety, mamy do czynienia z tak zaognionym konfliktem, wręcz walką, że opozycja jeździła i jeździ ze skargami na własny rząd do Brukseli czy do Berlina. To chyba najlepiej ilustruje, jak ten problem wygląda i jak głębokie w warstwie ściśle partyjno-politycznej jest jego podłoże. Niestety, ten spór tak czy inaczej nie redukuje się tylko i wyłącznie do partii. To, co się dzieje w przestrzeni partyjnej, to jest tylko ilustracja tego, co się w istocie dzieje w różnych innych segmentach życia społecznego. I tak jak trudny, a w niektórych momentach wręcz niemożliwy jest ten dialog międzypartyjny, tak widać to również w przestrzeni władzy sądowniczej.   

Może w tej sytuacji potrzebne jest ostre cięcie i radykalne zmiany – takie, jakie proponuje resort sprawiedliwości?

– W każdym działaniu potrzebny jest zdrowy rozsądek. Tutaj potrzeba bardzo rozsądnych, przemyślanych działań, ale nie działań odwetowych, bo nie o takie kroki tu chodzi. Poza dyskusją jest to, że Polska potrzebuje sędziów, ale sędziów o bardzo wysokiej moralności, wyrobieniu etycznym, dużej fachowości w sensie rozeznania prawa, sędziów bezstronnych partyjnie. I w tym kierunku należy iść. Trzeba odpartyjnić i odideologizować sądy. A to, że władze sądownicze, w tym wypadku KRS, zachowują się tak a nie inaczej, to tylko powinno nas mobilizować, ale nie mogą to być skrajne działania w drugą stronę. Chodzi o trwały ład i porządek, żeby to, co się zmieni, miało trwały charakter, a nie tylko wymiar koniunkturalny, zależny od takiej czy innej większości parlamentarnej. Młodzi, wykształceni asesorzy sądowi, którzy nie są dopuszczani do pracy przez środowisko sędziowskie, są i będą nadzieją. To oni będą decydować o przyszłym kształcie polskiego sądownictwa, trzeba tylko zmienić ustawy, które utrzymują w sile stary, skostniały układ w tej przestrzeni.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl