logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Furtka dla kompromisów

Niedziela, 5 listopada 2017 (20:40)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak po sobotnim kongresie odbiera Pan „Porozumienie”, czyli Polskę Razem w nowej odsłonie, ale pod starym kierownictwem Jarosława Gowina?

– Powstanie tej formacji jest niczym innym jak kolejnym krokiem w kierunku szukania przez Jarosława Gowina swojego miejsca na polskiej scenie politycznej. Tym miejscem, które wydaje się do zagospodarowania, jest szeroko rozumiana prawica pod względem światopoglądowym, ale także pod względem gospodarczym. Jest to zatem oferta bardziej liberalna skierowana m.in. do przedsiębiorców, lepiej wykształconych ludzi, czyli podobna do prawicy w Stanach Zjednoczonych. Tam chodzi o to, żeby obniżyć podatki, zmniejszyć rolę państwa, etatyzm, a wszystko oczywiście kosztem różnego rodzaju programów społecznych. Ugrupowanie pn. Porozumienie, któremu przewodzi Jarosław Gowin, ma być zatem ofertą prawicy dla ludzi o bardziej umiarkowanych poglądach. To oferta, która szuka kompromisu, którą można potraktować jako pewne uzupełnienie oferty Prawa i Sprawiedliwości. Jednak z drugiej strony można ją traktować jako zabieg Jarosława Gowina, żeby stając się i pozostając częścią Zjednoczonej Prawicy, nie zniknąć ze sceny politycznej, aby ta grawitacja koalicyjna nie spowodowała, że to jego ugrupowanie zostanie wchłonięte przez PiS i nie będzie miało racji bytu. A więc Porozumienie jest to próba polegająca na tym, aby będąc częścią obozu dobrej zmiany, jednak się odróżniać.

Na ile zasadne są – owszem – złośliwe komentarze internautów, że tworząc nową formację, Jarosław Gowin daje upust swoim niespełnionym ambicjom bycia przywódcą przynajmniej w takim wąskim zakresie?

– W swoim przemówieniu Jarosław Gowin – jakby nie było doświadczony polityk – posługując się językiem sportowym, podkreślał, że obóz zjednoczonej prawicy to dobry zespół składający się z solidnej defensywy, niezłych środkowych i ostrych napastników wyraźnie wskazywał na selekcjonera – Jarosława Kaczyńskiego, który ma strategiczną wizję. Podkreślał też, że ta drużyna jest otwarta na porozumienie, na nowych zawodników. Jednak nie zmienia to faktu, że Jarosław Gowin jako ten – powiedzmy sobie – mniejszy koalicjant obozu dobrej zmiany, żeby odgrywać znaczenie polityczne, musi też mieć za sobą poparcie społeczne. W związku z tym szuka tego poparcia w nazwijmy to niszach politycznych, które chce zagospodarować.

Pozostaje pytanie: na ile Jarosław Gowin jest wiarygodny w tych deklaracjach?   

– To jest pytanie: – na ile Jarosławowi Gowinowi uda się znaleźć odpowiedni język, który trafiałby do tej – jak wspomniałem niszowej – grupy polityczno-społecznej. Ponadto czy i na ile przy trwającym w Polsce sporze politycznym, czyli silnej polaryzacji sceny politycznej, kiedy większość społeczeństwa głosuje na największe partie, na ile – w tej sytuacji – szefowi Porozumienia uda się znaleźć poparcie społeczne dla tej inicjatywy.

Pojawiły się opinie, że Porozumienie to taktyczna zagrywka, która ma za zadanie przejąć przez Zjednoczoną Prawicę elektorat Ruchu Kukiz’15... 

– Powiedzmy tak, że zbiory: Porozumienie i Ruch Kukiz’15 są różne, ale jest pewna część tych zbiorów, które zachodzą na siebie. Jednak nie jest to duży obszar, nie jest to duża grupa. Zwolennicy Kukiz’15 popierają raczej osoby mniej zorientowane politycznie głosujące – mimo wszystko – na Kukiza bardziej jako na konkretnego człowieka, osobę, która krytykuje establishment, a jednocześnie na Ruch Kukiz’15, który próbuje budować nową tożsamość w oparciu o środowiska republikańskie, wolnościowe. I być może jest to bardziej rywalizacja o osoby, które funkcjonują bardziej w różnego rodzaju tworach politycznych, niż walka o elektorat. Ten wspólny zbiór, który łączący te dwa ugrupowania może dotyczyć też ludzi młodych o bardziej centroprawicowych poglądach, o bardziej liberalnych poglądach na gospodarkę. Ale pytanie jest o to, czy Kukiz’15 w tych liberalnych poglądach na gospodarkę jest przekonujące. Zatem wydaje się, że Porozumienie ma być ugrupowaniem umiarkowanym, zorientowanym na liberalne spojrzenie na gospodarkę bardziej jako wersja Prawa i Sprawiedliwości i niż rywal polityczny Ruchu Kukiz’15.             

To w takim układzie na ile Porozumienie jest pomysłem Jarosława Gowina, a na ile polityczny projekt Jarosława Kaczyńskiego przed zbliżającymi się w przyszłym roku wyborami samorządowymi?

– Nie można wykluczyć, powiem więcej, że owszem może to być pewien projekt polityczny z uwagi na spór toczący się na polskiej scenie politycznej. Ten spór z jednej strony powoduje polaryzację, ale z drugiej strony jest pewna grupa osób, która przy tak dużych emocjach nie chce głosować na największe partie. Co więcej przy tej polaryzacji stanowiska poszczególnych osób stają się bardziej skrajne. Trzeba też zauważyć, że programy społeczne PiS docierają przede wszystkim do ludzi z mniejszych miejscowości, może mniej wykształconych, ale niekoniecznie podobają się mieszkańcom dużych aglomeracji o bardziej liberalnych poglądach na kwestie gospodarcze. Dlatego biorąc pod uwagę to, że Jarosław Gowin będzie funkcjonował w ramach Zjednoczonej Prawicy, to równie dobrze może to być oferta dla tych wyborców, którzy w jakiejś mierze są zawiedzeni rządami PiS do ludzi, którzy być może spodziewali się innego kierunku reform. Pytanie tylko, jak duża to może być grupa?    

Panie Profesorze, co kryje się pod nazwą Porozumienie?

– Nazwa nie wskazuje wcale grupy o światopoglądowo-gospodarczo-prawicowych poglądach, a jedynie jest furtką dla osób, które politykę traktują nie tyle jako spór, co bardziej jako kompromis. A zatem nazwa Porozumienie jest adresowana do tych, którzy mają dość politycznej wojenki między Prawem i Sprawiedliwością i Platformą, dla wyborców, którzy wyznają bardziej umiarkowane poglądy, którym ta polityczna wojenka czy nawet chwilami wojna zaczyna po prostu uwierać. Przy obecnym sporze nazwa Porozumienie może być trafna, ale pomijając trwający konflikt, musi być ona trafna nie tylko na dzisiaj, ale na dłuższą metę, musi być hasłem, które jest elementem symbolicznym i będzie nośne na dłużej. Musi być wreszcie pojęciem, które przyciąga grupę wyborców o określonej tożsamości społeczno-politycznej. W mojej ocenie „Porozumienie” może być hasłem wyborczym, ale nie przekonuje mnie jako nazwa ugrupowania politycznego.

Jaka ma być rola w tym starym, nowym ugrupowaniu Zbigniewa Gryglasa – byłego posła Nowoczesnej, który powiedział, że w tej formacji „znajduje wszystko, co mu w duszy gra?

– Porozumienie to ugrupowanie o umiarkowanym konserwatyzmie w sprawach moralnych, ideałami konserwatywnymi, republikańskimi, wolnościowymi chrześcijańskimi, a jednocześnie odznaczającym się liberalizmem gospodarczym. Zbigniew Gryglas jest osobą czy postacią na scenie politycznej, która podkreśla pozycjonowanie. Chodzi o to, że jako polityk Nowoczesnej, który miał poglądy liberalne w sprawach gospodarczych zupełnie nie odnajdywał się w tej formacji politycznej w kwestiach światopoglądowych. Przypomnę, że na starcie, w kampanii wyborczej Nowoczesna obiecywała, że zajmie się sprawami gospodarczymi, ale dzisiaj – niestety – zajmuje się wyłącznie tematami światopoglądowymi, podczas gdy światopogląd – przynajmniej ten deklarowany – posła Gryglasa jest bardziej prawicowy. Nic zatem dziwnego, że znalazł sobie inna polityczną przystań. Tak czy inaczej poseł Zbigniew Gryglas jest dobrym przykładem pozycjonowania, jest osobą można powiedzieć funkcjonującą pomiędzy dwoma jakże różnymi obozami politycznymi PiS i opozycji tzw. totalnej. Jest przykładem polityka, czy może szerszej grupy polityków, i to niekoniecznie zasiadających w parlamencie, których Jarosław Gowin z chęcią przygarnąłby pod swoje skrzydła.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl