Niemal wszyscy, bo 252 spośród 265 mianowanych asesorów sądowych rozpocznie pracę. Krajowa Rada Sądownictwa zmieniła zdanie w ich sprawie...
– Byłem 30 października na posiedzeniu Krajowej Rady Sądownictwa, kiedy rozpatrywano sprawę 265 asesorów sądowych powołanych przez ministra sprawiedliwości. KRS miała miesiąc, aby ewentualnie złożyć sprzeciw, ale widać bardzo się z tym pospieszyła i na jednym posiedzeniu, w ciągu niespełna trzech godzin przedstawiono wszystkich kandydatów. Przy czym wszystko odbywało się wedle schematu, który – jak sądzę – był wcześniej przygotowany i omówiony przez to gremium. Mianowicie każdemu z asesorów rzekomo miało brakować zaświadczenia lekarskiego i psychologicznego. I to stanowiło podstawę do złożenia sprzeciwu wobec nominacji.
Czemu to miało służyć?
– To kolejny przejaw zwalczania ministra sprawiedliwości przez środowisko sędziowskie, a w tym wypadku także przez KRS. Chodziło o pokazanie, że to nie minister będzie decydował o tym, kto będzie sędzią, tylko KRS. W trakcie tej narady KRS, widząc, w jakim kierunku zmierzają sprawy, zwróciłem się telefonicznie do ministra sprawiedliwości oraz Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, gdzie uzyskałem informacje, że wszystkie wymagane dokumenty są w porządku, zwłaszcza że każdy z asesorów, ubiegając się o aplikację sędziowską, musiał takie dokumenty przedłożyć, co było warunkiem przyjęcia. W związku z tym oczekiwanie przez KRS kolejnych dokumentów było nieuprawnione. Sytuacja wygląda podobnie jak w odniesieniu do sędziów, gdzie zaświadczenia lekarskie i psychologiczne złożone podczas ubiegania się na pierwsze stanowisko sędziowskie zachowują swoją aktualność podczas kolejnych awansów. Na przykład jeśli ktoś przed laty został sędzią sądu rejonowego i w trakcie konkursu przedłożył zaświadczenie lekarskie oraz psychologiczne, to gdy po latach ubiega się o stanowisko sądu okręgowego czy apelacyjnego, to nikt nie wymaga od niego kolejnych zaświadczeń. No, chyba że są uzasadnione sygnały, że ze zdrowiem takiej osoby jest coś nie w porządku, ale to jest zupełnie inna sytuacja. W podobny sposób wygląda sprawa asesorów. Skoro niedawno, kiedy starali się o aplikację sędziowską, składali zaświadczenia lekarskie i psychologiczne, to są one aktualne.
Czy w trakcie tego posiedzenia 30 października stanowiska resortu sprawiedliwości i Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury dotarły do KRS?
– Owszem, widziałem, jak jeszcze przed głosowaniami z sekretariatu przyniesiono przewodniczącemu pismo, które dotarło faksem. Stanowiska jednak nie wpłynęły na decyzję KRS.
Teraz decyzję zmieniono, a przewodniczący KRS Dariusz Zawistowski stwierdził, że wcześniej były przeszkody do powierzenia asesorom funkcji orzeczniczych, a teraz ich nie ma. Co wpłynęło na zmianę decyzji, podobno nowe okoliczności...
– Środowisko sędziowskie zorientowało się, że wizerunkowo decyzja o zamknięciu drogi asesorom wypadła fatalnie. Co więcej, zaszkodziło to relacjom KRS – prezydent RP. Fakty są bowiem takie, że prezydent Andrzej Duda wykonuje gesty w stosunku do KRS, tymczasem to środowisko pokazało, że to ono będzie o wszystkim decydować i jeszcze tego samego dnia Rada przysłała uchwałę, mocą której skrytykowała prezydencki projekt reformujący KRS. Odmowa mianowania na stanowisko asesora wywołała protesty samych asesorów, za którymi ujęło się m.in. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, w związku z tym KRS poszukiwała, jak z twarzą wybrnąć z tej sytuacji. I znaleziono wyjście, na podstawie którego KRS ponownie postanowi rozpoznać sprawę i wezwać asesorów do uzupełnienia rzekomych braków w dokumentacji. Tyle tylko, że takich braków nie było.
Chyba trudno się dziwić, że asesorzy przystali na takie rozwiązanie…
– Naturalnie. W związku z tym spełnili żądanie KRS i dostarczyli nowe dokumenty, czyli nowe zaświadczenia lekarskie i nowe opinie psychologiczne. W niektórych przypadkach zbulwersowani lekarze, którzy wystawili ponownie dokumenty asesorom – dając upust swojej irytacji – napisali, że od ostatniego badania, czyli od roku czy dwóch, nic się w ich stanie zdrowia nie zmieniło.
Z czego wynika odrzucenie asesorów przez KRS? Można by sądzić, że tak poważne gremium powinno podejmować merytoryczne, przemyślane decyzje?
– Sam fakt odrzucenia wszystkich asesorów to bardzo wymowny przejaw walki politycznej. Warto podkreślić, że KRS niemal zawsze, przy każdej nadarzającej się okazji sprzeciwia się stanowisku ministra sprawiedliwości, opiniując negatywnie wszystkie jego projekty. Kilka miesięcy temu na posiedzenie KRS zaproszono przedstawiciela odpowiednika KRS z Holandii. Gość, sędzia, nie do końca orientując się, jak to wygląda w Polsce, zaczął mówić, jak świetnie układają się relacje holenderskiej KRS z tamtejszym ministrem sprawiedliwości. Mówił dalej, że jak Rada Sądownictwa chce podjąć jakąś uchwałę, to wcześniej konsultuje ją z ministrem, którego wszelkie uwagi są uwzględniane, a dopiero wówczas jest podejmowana uchwała. Słuchając tych słów, pomyślałem sobie, że rzeczywiście wygląda to bardzo elegancko, jednocześnie zacząłem się zastanowiać, co jest powodem tych wzorcowych relacji. Czy wyjątkowa uprzejmość holenderskich sędziów, czy też może inne są tego powody.
I dowiedział się Pan czegoś więcej?
– Owszem. Kiedy zadałem kilka pytań, to cała KRS mogła się dowiedzieć, jak wygląda proces nominacyjny sędziów w Holandii. Otóż z wnioskami o nominacje na stanowiska sędziowskie nie występuje tam Rada Sądownictwa – tak jak ma to miejsce w Polsce, ale występuje minister sprawiedliwości. W związku z tym ta informacja pozwoliła zrozumieć, dlaczego w Holandii jest kultura i szacunek we wzajemnych relacjach. W Polsce jest inaczej i to sędziowie decydują o tym, kto będzie sędzią, a gdy obecna reforma trochę te możliwości zaczyna ograniczać, to jest bunt w środowiskach sędziowskich, bunt w KRS. Dlatego sprawę asesorów trudno oceniać w kategoriach rzetelnego rozpatrywania.
Powstaje pytanie o odpowiedzialność, a więc czy i jakie konsekwencje powinni ponieść sędziowie KRS?
– Dlatego te wydarzenia czynią jeszcze bardziej konieczną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce. To jest dodatkowy argument czy argumenty przemawiające za tym, że reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce musi być gruntowna i jak najszybciej przeprowadzona.
Tyle że wciąż jest mniejszy lub większy opór materii…
– KRS nie tylko że sprzeciwia się reformom, to podejmuje również wysiłki w kierunku uzyskania wsparcia zagranicznego. Dowiedziałem się, że kilka miesięcy temu prezydium KRS było na spotkaniu w ambasadzie Niemiec. W związku z tym wystosowałem pismo do przewodniczącego KRS o udzielenie informacji i odpowiedzi na pytania: z czyjej inicjatywy, gdzie i kiedy takie spotkanie się odbyło? Czy o takim spotkaniu został powiadomiony minister spraw zagranicznych, czy o tym fakcie poinformowano opinię publiczną, jak również, co było przedmiotem rozmów i jakimi konkluzjami się to skończyło? Czekam na odpowiedź. Ja ten temat poruszyłem kilka miesięcy temu w KRS, ale nie otrzymałem wyczerpującej odpowiedzi, nie znalazło to również odzwierciedlenia w protokole posiedzenia Rady. Dlatego postanowiłem zwrócić się jeszcze raz, tym razem w formie pisemnej, i oczekuję też pisemnego, wyczerpującego wyjaśnienia.
To tylko świadczy, że sędziowie prowadzą walkę polityczną w myśl hasła: ulica i zagranica…
– Jeżeli ktoś nie stosuje się do tej zasady apolityczności, to w moim przekonaniu traci możliwość bycia sędzią. Sędzia – jak każdy człowiek – może mieć i zapewne ma poglądy polityczne, rzecz w tym, że nie wolno mu się z tymi poglądami obnosić. Sędziemu nie wolno poglądów politycznych ujawniać. Ponieważ ma w tym zakresie pewne ograniczenia, dlatego jest też odpowiednio uposażany. Jeżeli komuś nie odpowiada apolityczność, to powiedzmy wprost, że nie musi być sędzią.
Co sądzi Pan o projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym zaproponowanym ostatnio przez prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf?
– Znalazły się tam pewne rozwiązania przyjęte w naszej lipcowej ustawie, a następnie powtórzone w projekcie prezydenckim. W szczególności w projekcie zaprezentowanym przez I prezes Sądu Najwyższego znalazł się zapis o powołaniu Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Przypomnę tylko, że kiedy w lipcowej ustawie pojawił się zapis o Izbie Dyscyplinarnej, to prezes Gersdorf nie szczędziła ostrej krytyki pod adresem takiego rozwiązania. Mogliśmy usłyszeć, jak prezes grzmiała, że jest to „pałka” na sędziów, że są to rozwiązania niedopuszczalne, które godzą w zasadę niezależności, niezawisłości itd. Jak widać, sędziowie, broniąc własnych przywilejów, za każdym razem zasłaniają się prawami człowieka i obywatela, zasłaniają się podstawowymi zasadami niezależności, niezawisłości, a w gruncie rzeczy nie o to tu chodzi – a w szczególności – nie o prawa człowieka i obywatela, ale o własną uprzywilejowaną pozycję. Natomiast zadziwiające jest to, że prezes Gersdorf zmieniła zdanie i w swoim projekcie zamieściła również rozwiązanie dotyczące Izby Dyscyplinarnej. Dobrze, lepiej późno niż wcale, być może jakaś ewolucja w poglądach postępuje. Dla nas jest to niezwykle ważne, bo bez Izby Dyscyplinarnej posiadającej dużą autonomię w ramach Sądu Najwyższego skuteczna reforma wymiaru sprawiedliwości nie będzie możliwa.
W projekcie prezes Gersdorf jest także mowa o utworzeniu funkcji Rzecznika Sprawiedliwości Społecznej…
– Rzecznik Sprawiedliwości Społecznej miałby się wiązać ze skargą nadzwyczajną i jest to drugi element, który w tym wypadku został powtórzony jako idea z projektu prezydenckiego. W tym wszystkim ważne jest to, że Sąd Najwyższy nie posiada inicjatywy ustawodawczej, a zatem rodzi się pytanie, w jakim celu taki projekt w ogóle przygotowuje.
Zwłaszcza że w Sejmie mają rozpocząć się prace nad ustawami o KRS i Sądzie Najwyższym przedstawionymi przez prezydenta Andrzeja Dudę…
– Przedstawiciele Sądu Najwyższego oraz KRS będą obecni na posiedzeniach sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Jest taki zwyczaj, że podczas prac nad projektem środowiska bezpośrednio zainteresowane są zapraszane na obrady. Podobnie będzie w tym wypadku, jeśli chodzi o przedstawicieli Sądu Najwyższego i KRS. I być może, zabierając głos, podzielą się swoimi przemyśleniami skonkretyzowanymi w tym projekcie.

