Wypędzenie w czasie wojny mieszkańców Gdyni jest mało znanym, ale tragicznym i bolesnym epizodem naszej historii. Pozbawieni swoich domów, eksterminowani przez niemieckiego okupanta gdynianie nie doczekali się do dziś nawet symbolicznego zadość-uczynienia.
Dlatego Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych domaga się uwzględnienia ich w ustawie o kombatantach oraz osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego.
– Obecnie nie ma żadnego aktu prawnego, który uznawałby wypędzonych gdynian za kombatantów albo osoby represjonowane. A to dlatego, że do marca 1940 r. były to dzikie wywózki, które nie były rejestrowane przez Niemców i odbywały się z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Po tym czasie osoby, które przeszły przez obozy, otrzymały specjalne zaświadczenia i ich sprawa jest prostsza – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Dorota Arciszewska-Mielewczyk, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Dziś gdynianie wysiedleni od września 1939 r. do marca 1940 r. nie są uwzględnieni w żadnych aktach prawnych i wobec tego nie mogą ubiegać się o jakiekolwiek świadczenia – wyjaśnia.
Wysiedlenia gdynian odbywały się w podobny sposób co deportacje prowadzone przez NKWD. Niemcy chodzili od domu do domu i dawali pół godziny na opuszczenie mieszkania. Bagaż ograniczono do 20 kg. Każdy musiał zostawić klucz w zamku, gdyż na ich miejsce wkrótce mieli wprowadzić się Niemcy. W ten sposób w 1939 roku Niemcy wypędzili z Gdyni 80 tys. osób.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

