logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Jaki był sens zmiany premiera?

Wtorek, 12 grudnia 2017 (13:58)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mamy, jak zauważył to sam premier Mateusz Morawiecki, rząd kontynuacji. Czy tylko personalnej?

– Do czasu exposé, czyli do momentu wyznaczenia priorytetów, kierunków, trudno mówić o czymś innym. Jeśli kontynuacja, to warto zapytać o akcenty, jakie zostaną postawione mocniej, niż było to do tej pory. Jednak biorąc pod uwagę przedstawiony wczoraj skład personalny, to poza powołaniem na stanowisko wicepremiera Beaty Szydło trudno mówić o zmianach czy nowych kierunkach.

Czy zatem może to być zmiana w kilku krokach? Premier będzie się przyglądał efektom pracy poszczególnych ministrów i – jak słychać – być może w styczniu dokona zmian w poszczególnych resortach…

– Wygląda na to, że taki scenariusz wydarzeń się zarysowuje, choć jest to trochę dziwny scenariusz. Przecież premier mógł się przyglądać temu, co się dzieje, niekoniecznie dokonując przyspieszonej zmiany. W istocie to nie o premier Szydło mówiło się w sposób negatywny jako o tej, która źle kieruje rządem i sprawami Polski. Wprost przeciwnie, notowania premier Szydło były i wciąż są wysokie. Natomiast o zmianach mówiło się w odniesieniu do szefów niektórych resortów. W związku z tym sytuacja jest niejasna i moim zdaniem niepotrzebnie wydłużająca całą tę procedurę czy ten proces rekonstrukcji rządu, który trwa stanowczo za długo.    

Jaki sygnał poszedł wczoraj w świat z Pałacu Prezydenckiego?

– Przede wszystkim, że mamy do czynienia z nowym premierem, który – jak słychać – ma ocieplać relacje z Zachodem, i to właściwie chyba tyle. Zasadniczo nic nowego się nie wydarzyło, bo premier Mateusz Morawiecki jeszcze kilka dni temu był wicepremierem w tym samym rządzie – biorąc pod uwagę skład personalny – w związku z czym dopiero dzisiejsze exposé, jakie wygłosi z trybuny sejmowej, będzie programowym manifestem nowego premiera. I to będzie się komentować oczywiście obok zmian personalnych w rządzie.

Premier Morawiecki wczoraj tuż po zaprzysiężeniu podkreślił bardzo wyraźnie kwestie zachowania tożsamości kulturowej i dziedzictwa narodowego…

– Owszem, jest to ważne, ale w tej krótkiej wypowiedzi nie widać niczego, co by nie wybrzmiewało dotychczas w rządzie Zjednoczonej Prawicy pod kierownictwem premier Beaty Szydło. Obok dumy narodowej, patriotyzmu, wychowania młodego pokolenia Polaków czy szkolnictwa to wszystko są rzeczy mocno brzmiące, ale charakterystyczne dla tej ekipy.

Co Pana zdaniem bardziej będzie determinowało ten rząd polityka wewnętrzna czy międzynarodowa?

– Polityka wewnętrzna związana ze zmianą szefa rządu będzie się skupiała na próbie poszerzania elektoratu PiS. Z kolei polityka zewnętrzna będzie zmierzała do ocieplenia wizerunku Polski, zwłaszcza relacji z Brukselą. Co będzie dominujące, trudno w tej chwili wyrokować. Wszystko, co możemy dzisiaj powiedzieć o tym rządzie, jest to to, co ta ekipa zrobiła dotychczas, bo to, co chce czy zamierza zrobić, tego na razie nie wiemy. Plany na przyszłość może zarysować dopiero exposé. Dzisiaj nie da się prowadzić konsekwentnej narodowej czy patriotycznej polityki wewnętrznej bez podmiotowej i patriotycznej polityki zewnętrznej. To wszystko jest systemem naczyń połączonych. Dzisiaj świat jest bardzo ze sobą współzależny, w związku z czym kluczowe pytanie, jakie się jawi, brzmi: Jaki był sens zmiany premiera? Oczywiście wielu komentatorów mówi, że jest to nowa perspektywa – przynajmniej próba otwarcia na nowo relacji z Unią Europejską. Ale czy to będzie rzeczywiście ten moment, czy to wszystko wybrzmi oraz czy po stronie unijnej znajdzie się partnera, który chciałby nie tylko atakować polski rząd, jak to było dotychczas, ale rozmawiać rzeczowo, zobaczymy.   

Czy jest szansa na nowe otwarcie z UE, zwłaszcza po dość ciepłych gratulacjach, jakie do premiera Morawieckiego popłynęły wczoraj ze strony chociażby Donalda Tuska?

– Zachowanie Donalda Tuska jest w tym momencie czysto kurtuazyjne i adekwatne do zajmowanego przez niego urzędu przewodniczącego Rady Europejskiej. Natomiast chciałbym wyraźnie zaakcentować to, że polski rząd w ostatnich dwóch latach nie był atakowany przez zachodnie czy unijne elity dlatego, że premierem była Beata Szydło, ale nasz rząd był atakowany dlatego, ponieważ różnił się od rządu Platformy i PSL-u. I to jest niejako „grzech pierworodny” dobrej zmiany. W tej sytuacji trudno oczekiwać, że zmiana premiera pociągnie za sobą zmianę nastawienia elit brukselskich wobec Polski.  

Czy i jakich zmian personalnych oczekuje Pan w poszczególnych resortach?  

– To wydaje się oczywiste. Pytanie: Jaki był powód zmiany na stanowisku premiera? W mojej ocenie, odwoływanie premier Beaty Szydło, zwłaszcza zaraz po odrzuceniu konstruktywnego wotum nieufności wobec jej rządu, to był chyba jeden z większych błędów. Premier Beata Szydło nie była problemem tej ekipy, co zresztą widzi większość komentatorów i co oceniają w sondażach Polacy. W związku z tym, jeśli nie miałoby się nic zmienić, tylko sam premier, to byłoby to zaskakujące. Natomiast jeśli miałyby się pojawić nowe akcenty, nowe kierunki czy wzmocnienia na poszczególnych odcinkach, to za tym powinny pójść zmiany personalne. Tyle że na takie – jeśli będą i jak głębokie – musimy poczekać najprawdopodobniej do stycznia przyszłego roku.

Co sądzi Pan o argumentacji, że premier Szydło została odsunięta na bok w najlepszym momencie dla niej samej, kiedy cieszy się ogromnym poparciem, i zachowana na trudniejsze czasy?      

– Taki może być skutek tej rezygnacji. Jeśli nawet taka była intencja, to pytanie, które trzeba postawić, brzmi: Czy dla odwoływania był ku temu najlepszy moment. Przecież to był dzień, w którym rząd po wotum nieufności Platformy został obroniony przez większość sejmową. Skoro więc nic w składzie powołanego wczoraj rządu się nie zmienia poza premierem, to czy nie można było poczekać do stycznia? Moim zdaniem, spokojnie można było.

A może tym bądź co bądź spektakularnym wydarzeniem trzeba było przykryć zmiany szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości?

– Nie sądzę, żeby trzeba było zmieniać premiera, aby odwrócić zainteresowanie opinii publicznej czy opinii międzynarodowej od wewnętrznych spraw Polski, a taką przecież jest sprawa reform sądownictwa. Zresztą pohukiwania Brukseli przestały już być tym czynnikiem, który robiłby wrażenie na kimkolwiek. Proszę spojrzeć na protesty przed Sejmem czy w innych miejscach, które były cieniem tych sprzed kilku miesięcy. W zasadzie ten temat już nie istnieje. W związku z tym bardzo wątpię, czy taka była intencja, żeby zmieniając premiera – w takich, a nie innych okolicznościach – przykryć wprowadzanie w życie ustaw sądowych.

Jak widzi Pan Profesor międzynarodową misję premiera Morawieckiego?

– Nie jest żadną tajemnicą, że napięcie między Polską a Brukselą czy w ogóle zachodnimi państwami takimi jak Niemcy czy Francja istnieje. To jest efekt, reakcja na podmiotową politykę prowadzoną od dwóch lat przez Polskę, która w przeciwieństwie do poprzedniej władzy PO – PSL nie służy wielkim graczom na europejskiej scenie, ale dba o interes Polski. Oczywiście jest oczekiwanie, żeby te nie najlepsze relacje ocieplić, ale czy tak się stanie – śmiem wątpić. Premier Beata Szydło – choć twarda w negocjacjach i zdecydowana – nie była osobą konfliktową. Motyw ataków był zatem inny, mianowicie próba postawienia Polski pod pręgierzem. Wizerunkowo premier Mateusz Morawiecki, który jest pragmatykiem, nade wszystko jest znany w Europie i świecie od strony biznesowej, który biegle zna języki i umie rozmawiać, jasno definiując swoje oczekiwania. To stwarza wizerunek rządu, który nie ma celów ideowych czy ideologicznych, ale czy to zadziała na biurokrację unijną – mam poważne wątpliwości. Natomiast premier Morawiecki ze swoją ugruntowaną pozycją biznesową może w jakiś sposób wpłynąć na międzynarodowy biznes, również na zachodnich inwestorów. Uważam też, że Mateusz Morawiecki w roli premiera może także w pozytywny sposób zadziałać na polski biznes w sensie inwestycyjnym, bo nowy premier jeszcze bardziej gwarantuje bezpieczeństwo w przestrzeni gospodarczej, co dobrze rokuje na przyszłość. Możemy mieć zatem nadzieję, na szukanie poprawy relacji, ale nie poprzez unijną biurokrację, ale poprzez biznes, który działa pomimo zideologizowanej biurokracji.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl