Co zwróciło Pana szczególną uwagę, a może też zaskoczyło w dzisiejszym exposé premiera Morawieckiego?
– W exposé premiera Mateusza Morawieckiego przewijała się potrzeba jedności, budowania mostów i łączenia, a nie dzielenia oraz potrzeba burzenia murów. „Spór tak, wojna nie” – to oczywiście brzmiało ładnie, ale gdybym miał w kilku słowach zrecenzować to exposé, to muszę powiedzieć, że w Rzeszowie podczas niedawnego Kongresu 590 usłyszałem małe exposé Mateusza Morawieckiego. Dlatego po dzisiejszym – już premiera Morawieckiego – spodziewałem się czegoś więcej, rozwinięcia tamtego wystąpienia, ale się nie doczekałem. Usłyszałem coś, co nie było exposé, bo nie miało ani polotu, ani lekkości, a było bardzo niespójne, które wewnętrznie się rozjeżdżało.
Czym Pan to tłumaczy?
– Nie wiem, być może to wynik tremy, a może efekt nieprzygotowania, niedopracowania pewnych kwestii. Być może premier Morawiecki dał sobie zbyt mało czasu, aby przekazać to, co ma do powiedzenia. Jest jeszcze jedna kwestia, mianowicie dla mnie premier Morawiecki powinien mieć zakaz mówienia z kartki, bo mu to nie wychodzi. Korzystniej wypada, kiedy mówi z głowy, bez kartki. Nie da się tego inaczej nazwać, kiedy widać, że fragmenty mówione bez ściągi, z serca miały sens, miały bardziej dynamiczną formułę i brzmiały bardziej przekonująco.
Czego zabrakło, a czego było za dużo?
– W mojej ocenie, za dużo było historii i odwołań do przeszłości, a za mało teraźniejszości. Było dużo historii Europy, a za mało konkretnych pomysłów na przyszłość. W tej chwili po tym, co usłyszałem, nie umiem powiedzieć, co będzie przyświecało temu rządowi. Właściwie nasuwa mi się jednak myśl: kontynuacja. Zabrakło mi wyróżnika. Owszem, zauważyłem, że kilka razy, bodajże pięć czy sześć, premier Morawiecki wymienił samorządy, co może wskazywać, że akcent będzie kładziony na samorządy. Jednakże nie wynika z tego żadna spójna filozofia patrzenia na Polskę jako na twór samorządowy. Można powiedzieć, że to exposé charakteryzował zbyt długi wstęp historyczny z nawiązaniem do osobistych przeżyć, za krótkie rozwinięcie i brak puenty. Wspomnienia prywatne premiera, jego droga życiowa są ważne, ale od exposé oczekuje się czegoś więcej, mianowicie spojrzenia na Polskę jako całość. Powiem więcej, z przemówienia premiera Morawieckiego nie wynikał ani entuzjazm, ani radość, nie widać było też, że sprawując funkcję premiera, będzie traktował ją nie tylko jako zaszczyt, ale też jako pasję. Ekspresja tego przemówienia wskazywała nie na entuzjazm premiera, ale wręcz na pewne – nie wiem – rozczarowanie czy wręcz wyhamowanie, i to już na starcie. Po premierze nie widziałem czegoś, co mogłoby wskazywać, że ta praca w służbie Polsce będzie dla niego wyzwaniem i dumą. Była zachęta: radujmy się, tyle tylko, że tej radości nie było słychać ani widać po premierze Morawieckim. To exposé mi nie zagrało.
Może na braku tych wszystkich elementów zaważyła kwestia odpowiedzialności za państwo?
– Pan redaktor wybaczy, ale nie mówimy tu o osobie przypadkowej, wygłaszającej jakies tam przemówienie, ale mówimy o premierze konstytucyjnym polskiego rządu. Ktoś podejmuje wyzwanie bycia premierem, a to oznacza – z jednej strony – owszem, zaszczyty i chwałę, ale z drugiej – odpowiedzialność za państwo. W tej sytuacji trema nie może być żadnym usprawiedliwieniem. Trema towarzysząca premierowi Morawieckiemu podczas przemówienia utrzymywała się dobre 30 minut, to stanowczo za długo. Przez około pół godziny wygłaszania exposé premier był niemal sparaliżowany, a w jego postawie oraz wygłaszanych tezach zabrakło lekkości, a może nawet wiary i przekonania w to, co mówi. Tego mi zabrakło. Wielu posłów, którzy byli na wspomnianym przeze mnie Kongresie 590 w Rzeszowie, po dzisiejszym exposé mówiło, że otwarciem drogi premiera i starego-nowego póki co rządu powinno być przemówienie wygłoszone na Podkarpaciu, gdzie widać było błysk, lekkość i wiarę, których na próżno było szukać dzisiaj. Natomiast dał się odczuć brak przekonania i pewności.
Jaki kierunek działań tego rządu na najbliższy czas rysuje się po exposé premiera Morawieckiego?
– Kontynuacja i ciągłość, ale jednocześnie postawienie na budownictwo mieszkań, które mają być dostępne dla mniej zamożnych Polaków. Natomiast jestem rozczarowany brakiem troski o tych, którzy kupili mieszkania, spłacają kredyty i tak na dobrą sprawę są na granicy mieć albo nie mieć tych mieszkań. Tej troski nie usłyszeliśmy. Dzisiaj nie jest problemem wybudowanie nowych domów mieszkalnych wielorodzinnych, ale wiele rodzin, które w nich mieszkają, ma poważne problemy z utrzymaniem swoich mieszkań. Ci ludzie, którzy mają na głowie kredyty, nie mają pewności, czy i jak długo jeszcze te mieszkania będą należały do nich. I przejść do porządku dziennego obok problemów np. dwóch milionów frankowiczów, którzy zaciągnęli kredyty tzw. frankowe, nie jest w porządku. Mówienie, że troską rządu będzie rodzina i dom, nic nie znaczy. Czyżby premierowi zabrakło odwagi, żeby podjąć ten temat? Przyznam, że miałem nadzieję, że podniesie rękawicę i zrobi coś, że pokaże charakter, przyznając, że nie wszystko dotychczas było doskonałe w całej tej historii kredytowej, ale rząd zrobi wszystko, żeby tym oszukanym ludziom pomóc. Niestety tego gestu się nie doczekałem.
Jak ocenia Pan wizję zagranicznej polityki, zwłaszcza wschodniej, przedstawionej przez premiera?
– Oczywiście padło – w tym aspekcie – parę ważnych słów, że np. Polska nie może być na peryferiach Europy, deklaracji, że pora wyjść z kolonializmu, do którego nas zepchnięto, ale w tych deklaracjach zabrakło mi spójnej całości. To, że jesteśmy państwem europejskim, członkiem Unii Europejskiej, że ważne jest dla nas bezpieczeństwo, to nie jest nic odkrywczego, co więcej, takie postawienie sprawy nie pokazuje kierunku naszej polityki zagranicznej. To, że jesteśmy dużym, dumnym państwem w środku Europy, to wiemy, ale według mnie to trochę za mało jak na premiera Polski, który przedstawia kierunki polityki międzynarodowej.
Jak zatem zagłosuje Kukiz’15? Czy Pana ugrupowanie udzieli poparcia rządowi premiera Morawieckiego?
– Powiem uczciwie, że tu jest problem, problem, jak potraktować to głosowanie, jak do tego podejść. Zastanawiam się, czy to głosowanie nie powinno być przeciw. Po tym, co usłyszeliśmy wśród moich klubowych kolegów, niestety nie ma szału i entuzjazmu.
Może premierowi Morawieckiemu lepiej będzie wychodziło działanie niż mówienie?
– Dobrze, wszystko możliwe. Ale oceniamy to, co widzieliśmy i słyszeliśmy dzisiaj, a to można scharakteryzować jako miałkość, przaśność, nijakość. Owszem, dużo cytatów z literatury – widać, że premier Mateusz Morawiecki jest człowiekiem oczytanym, ale nie tego oczekiwaliśmy. Przyznam, że nie wiem, co myśleć o wyzwaniach, skoro ten, który je wyznacza – wydaje się sam nie wierzy w to, co mówi.
Głosowanie nad wotum zaufania dla rządu premiera Morawieckiego odbędzie się w nocy. Dlaczego tak późno? Czy nie można było poczekać do rana, tak jak to było pierwotnie planowane?
– Zważając na program, czyli 15-minutowe oświadczenia klubów poselskich, 5-minutowe dla kół poselskich, następnie pytania, to wskazuje, że zapowiada się dość długa noc. Głosowanie może się odbyć około północy.

