logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Politycy unijni zmuszeni do resetu

Czwartek, 14 grudnia 2017 (13:44)

Aktualizacja: Sobota, 13 stycznia 2018 (13:29)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaka wizja Polski zarysowuje się po exposé premiera Mateusza Morawieckiego?

– W swoim exposé premier Mateusz  Morawiecki wskazał na czynniki nazwijmy to bieżące. I tutaj wydaje się, że nowy premier będzie lepszym negocjatorem polskich spraw. Być może jest tak, że decyzja o zmianie premiera była związana chociażby z nie najlepszym efektem negocjacji dotyczących chociażby pracowników delegowanych. To, jak wiemy, jest czubek góry lodowej, bo to, co zamierza zrobić prezydent Macron – za pomocą dyrektyw może ograniczyć różnego rodzaju wolności pod hasłem dumpingu socjalnego – zmniejszyłoby konkurencyjność polskiego rynku. Jest też kwestia innych zabiegów, jak chociażby nieformalne karanie za rzekome nieprzestrzeganie przez Polskę procedury praworządności w postaci zmiany struktury budżetu unijnego. I w tych obszarach Mateusz Morawiecki jest tym premierem, który na forum unijnym może lepiej przedstawić polskie racje.

Lepiej to znaczy jak?       

– Z pozycji osoby doświadczonej w kwestiach gospodarczo-ekonomicznych. Należy sądzić, że w tych obszarach premierowi Morawieckiemu będzie łatwiej. A zatem nie chodzi tu tylko i wyłącznie o ocieplanie wizerunku Polski na arenie międzynarodowej i reset w relacjach z Komisją Europejską, ale – w mojej ocenie – o bardziej skuteczną obronę polskich interesów, m.in. w ramach Rady Europejskiej, gdzie spotykają się przywódcy państw – członków Unii Europejskiej, gdzie zapadają najważniejsze decyzje. A zatem Polska ma szanse stać się silniejszym i szanowanym graczem. Sprawny, spokojny i wyważony – choć młody – polityk Mateusz Morawiecki może sprzyjać poprawie pozycji Polski.    

To są sprawy międzynarodowe, a jaka jest wizja nowego premiera w wewnętrznych sprawach Polski?

– Jeżeli chodzi o politykę wewnętrzną, to zmiana nie będzie o 180 stopni. Mateusz Morawiecki jest konserwatystą, znakomicie dogaduje się z ludźmi, co mogliśmy zaobserwować podczas wywiadu dla Radia Maryja i Telewizji Trwam, kiedy rozmawiał ze słuchaczami, wsłuchując się w problemy zwykłych ludzi. A więc na poziomie nazwijmy to światopoglądowym nie należy oczekiwać wielkich zmian, ale kontynuacji.

Ta kontynuacja, jak można sądzić, będzie też w kwestiach społecznych i gospodarczych rozpoczętych przez rząd Beaty Szydło…

– Powiedziałbym więcej, mianowicie oprócz już istniejących przyspieszona zostanie realizacja programu „Rodzina 500+”. Premier w exposé postawił też diagnozy długofalowe, jak pułapka niskiego czy średniego rozwoju. Zauważył, że Polacy przez wiele lat – zwłaszcza w okresie PRL-u – nie mieli możliwości gromadzenia kapitału, dlatego potrzeba – tak jak premier Orbán na Węgrzech – doprowadzić do sytuacji, że klasa średnia w Polsce będzie bardziej zamożna. A zatem ta własność kapitału ma też znaczenie. Kolejna rzecz to zmiana charakteru gospodarki. Póki co Polska konkuruje tym, że posiada dobrze wykształconą kadrę o niskich kosztach, ale te różnice związane z niskimi kosztami mogą być redukowane, dlatego polska gospodarka musi być bardziej innowacyjna. Polska nie może być tylko wielką montownią i wielkim rynkiem, który kupuje towary wytworzone na Zachodzie, ale ważne jest, żeby również polskie przedsiębiorstwa stawały się swoistymi narodowymi czempionami. I jeśli taka spodziewana i zapowiadana zmiana nastąpi, to byłoby to bardzo ważne i mielibyśmy do czynienia z efektem Morawieckiego. Zresztą z tym efektem Morawieckiego mamy już do czynienia, co się potwierdza w sondażach. Widać, że jest to postać akceptowana przez wyborców Prawa i Sprawiedliwości, bo – jak wszystko wskazuje – udaje mu się poszerzyć sympatyków o bardziej centrowych, umiarkowanych.

Trudno się temu dziwić, skoro twarzą opozycji stają się agresywni protestujący pod Sejmem, którym politycy Platformy rozdają – ku pokrzepieniu – kawę…

– Opozycja totalna nie ma pomysłu na Polskę, nie ma programu, stąd swoje rozgoryczenie utratą władzy próbuje przelać na środowiska antyrządowe, zachęcając ich do takich, a nie innych zachowań. Stąd twarzami tej totalnej opozycji stają się agresywni protestujący, którzy znajdują swoje paliwo także w słowach takich polityków jak Donald Tusk, który na Twitterze pisze, że partia rządząca w Polsce realizuje plany Putina. Siłą rzeczy tworzy się pole, przestrzeń, nawet wśród mniej zdeklarowanych wyborców Platformy, którzy nie chcą się kojarzyć z działaniami tego ugrupowania i stąd taki skok poparcia dla PiS.            

Dwóch senatorów Platformy, nie godząc się na donoszenie na Polskę za granicę, złożyło legitymacje partyjne. Chodzi o wywiad Borysa Budki dla niemieckiego „Die Zeit” i wywieranie przez UE większej presji na Polskę. Taka presja opozycji raczej nie ułatwi życia premierowi Morawieckiemu?

– Premier Morawiecki z pewnością nie zaakceptuje takiego zachowania. Tą agresją nie da się odbudować poparcia. Nikt nie będzie chciał głosować na ugrupowanie czy na ludzi nieracjonalnych. Desperackie zachowania Platformy z pewnością budzą niechęć części polityków tej formacji, stąd też otwiera się pole dla PO-PiS-u, dla ludzi, którzy kiedyś w obu tych formacjach mieli zbliżone poglądy. W sytuacji, kiedy istnieje silna polaryzacja sceny politycznej, trudno jest tego typu niezadowolonym politykom zmienić barwy na przeciwne, ale skoro w osobie Mateusza Morawieckiego pojawia się polityk, który mówi o odbudowaniu wspólnoty, który będzie się starał – raczej – uprawiać politykę bardziej kompromisową, bardziej umiarkowaną, to w tym momencie – kto wie – może się otwierać możliwość transferu. Jest to zatem otwarcie na wyborców, nie tylko na wyborców centroprawicy, ale także na polityków centroprawicy z innych ugrupowań, którzy są.

Jak na to exposé może zareagować UE?

– Politycy unijni będą zmuszeni do resetu, bo tego wymagają zasady dyplomacji. Stąd też depesze z gratulacjami dla premiera Morawieckiego m.in. ze strony Donalda Tuska. Nie liczyłbym jednak, że zasadniczo zmieni się stosunek do Polski, że zmieni się postępowanie wobec naszego kraju, jeśli chodzi o procedurę praworządności. Natomiast nie jest też tak, że zostaną nałożone sankcje na Polskę, że w Radzie Europejskiej Polsce zostanie odebrany głos. Natomiast z pewnością nie ustaną próby nieformalnych sankcji wobec Polski związane z niekorzystnymi dla Polski zmianami w strukturze budżetu unijnego, jak chociażby zmniejszenie środków w ramach budżetu strukturalnego. I tu ogromną rolę do odegrania ma premier Morawiecki, który jest sprawnym negocjatorem i – jak mniemam – nie pozwoli, aby tak łatwo karano Polskę w sposób nieformalny.

Innymi słowy, będzie bardziej wymagającym partnerem dla europejskich i brukselskich elit?

– Dokładnie. Jeśli partner jest ekspertem, to dużo trudniej jest go rozgrywać. Takie próby karania, jak wiemy, bywały i pewnie nadal będą, ale nie będzie to już takie łatwe. W Radzie Europejskiej liczą się interesy narodowe i to jest poza dyskusją, dlatego trzeba to rozumieć, natomiast trzeba też mieć pewne zdolności negocjacyjne. Nieznajomość zasad i posługiwanie się argumentami tylko ideologicznymi sprawia, że pewne rzeczy można przegrać, takiego negocjatora łatwiej ograć, ale jeśli negocjator jest merytoryczny, to proste mechanizmy wywierania presji nie mają racji bytu, a więc i kary są mniej prawdopodobne.

Wracając jeszcze do exposé, czego Panu zabrakło w wystąpieniu premiera Morawieckiego?

– Pod względem strategicznym, postawienia dobrych diagnoz i rozwiązań na dłuższy okres, było to wystąpienie bardzo spójne i rzeczowe pod względem konkretów. Natomiast – mimo wszystko – niewiele było o polityce zagranicznej, jaką ma zamiar prowadzić premier Morawiecki. Wyglądało to tak, jakby nowy premier jeszcze nie bardzo mocno się czuł na tym polu.

Opozycja bardzo krytycznie odnosi się do tego exposé…

– Jeśli opozycja, zwłaszcza ta totalna, przyjmie taką skrajną narrację, to będzie tylko działać zgodnie ze scenariuszem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. To już widać w sondażach. Albo opozycja się zmieni i nie chodzi tu o rezygnację ze sporu, bo ten w polityce jest naturalny, i nie będzie działać merytorycznie, a nie histerycznie, to Polacy, którzy doskonale to wyczuwają, odwrócą się od takich ludzi. Póki co jesteśmy podzieleni, spieramy się, ale nie używajmy w tych sporach emocji, skrajnego języka, tylko starajmy się diagnozować sytuację i rozwiązywać podstawowe problemy. Taką próbę podjął premier Morawiecki, tyle że opozycją tego wyzwania nie podjęła. Efekt jest taki, że PiS w kolejnych sondażach zanotuje jeszcze większy wzrost poparcia. Jeśli opozycja dalej będzie się zachowywać w sposób skrajny, jeśli nie przedstawi swojej diagnozy i prób rozwiązań, to zanotuje jeszcze mniejsze poparcie. Będzie to już nie żółta, ale czerwona kartka dla Platformy i Nowoczesnej.   

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl