logo
logo

Zdjęcie: stanislawozog.pl/ Inne

Czym kieruje się Komisja Europejska?

Niedziela, 17 grudnia 2017 (20:22)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan debiut premiera Morawieckiego na unijnym szczycie w Brukseli?

– Dla Mateusza Morawieckiego pobyt w Brukseli to nie pierwszyzna, natomiast rzeczywiście był to debiut w roli premiera rządu RP. Wcześniej dość często gościł w Brukseli, nie unikał spotkań z tzw. Klubem Polskim, na które zapraszani byli europosłowie wszystkich opcji politycznych. Były też wewnętrzne spotkania w gronie posłów Prawa i Sprawiedliwości. Premier Morawiecki zna języki i w każdej sytuacji czuł i czuje się swobodnie. Był i jest dobrze odbierany jako ekspert w dziedzinie gospodarki, ekonomii i finansów. Jego wiedza i postawa robią wrażenie.   

Jak zachodnie media oceniają tę wizytę?

– Jeśli chodzi o oceny wizyty premiera Polski, i to zarówno ze strony mediów amerykańskich, jak i zachodnioeuropejskich, są bardzo pozytywne. Agencje francuskie, ale też włoskie pozytywnie oceniają jasne, klarowne stanowisko premiera w sprawach bieżących – mianowicie w sprawach imigracji czy też Brexitu. W kwestii Brexitu to jeśli chodzi o Polaków na Wyspach, sprawę mamy uregulowaną, a premier uzyskał zapewnienie, że nasi rodacy nie zostaną z dnia na dzień czy w nawet dłuższej perspektywie pozbawieni miejsc pracy. Podobnie jeśli chodzi o pracowników delegowanych, gdzie – jak wszystko wskazuje – dojdzie do porozumienia pomiędzy Francją a Polską. Byłby to sukces nie tylko zresztą premiera Morawieckiego, ale także poprzedniej premier i minister Elżbiety Rafalskiej, która na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy wyjaśniała sporne kwestie prezydentowi Emmanuelowi Macronowi oraz swojemu odpowiednikowi we francuskim rządzie. Chodzi o to, że problem ten dotyczy w równym stopniu Francuzów, jak Polaków. Premier Morawiecki opuścił szczyt unijny nieco wcześniej, kiedy dobiegał końca, wszystkie kwestie zostały poruszone, a na ostatnim spotkaniu Polskę reprezentował premier Węgier, który miał upoważnienie polskiego premiera do – w razie konieczności – wypowiedzi w imieniu Polski. Dziwne w tym kontekście jest zachowanie jednej z telewizyjnych stacji liberalnych w Polsce, która skrytykowała premiera Morawieckiego za to, że skrócił nieco wizytę w Brukseli.

Grupa Wyszehradzka mówi jednym głosem, jeśli chodzi o imigrantów, co chyba ułatwia nam nieco zadanie?

– Owszem, i to bardzo dobrze. Natomiast cieszy fakt, że Włosi, którzy są niewątpliwie poszkodowani, jeśli chodzi o uchodźców, bo, jak wiemy, do ich wybrzeży zawijają coraz to nowe grupy imigrantów z Libii i innych części Afryki Północnej, którzy nie byli zadowoleni z naszego stanowiska teraz, o dziwo, propozycję Polski i Grupy V4 chwalą. Chodzi o stanowisko, że należy skutecznie walczyć z przyczynami migracji na miejscu, przeznaczać pieniądze na pomoc uchodźcom na miejscu, tam gdzie jest ona najbardziej efektywna, i uwzględniać w prowadzonej polityce fakt, że ogromną większość fal migracyjnych stanowią migranci ekonomiczni. Tym kwestiom poświęcone było też spotkanie przywódców Grupy Wyszehradzkiej z szefem włoskiego rządu Paolo Gentilonim. Co ciekawe, ten kierunek działań za właściwy zaczyna uważać szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.  

Premier Morawiecki spotkał się także z prezydentem Emmanuelem Macronem – dotychczas wyraźnie nieprzychylnym Polsce. Co wynika ze spotkania?

– Jak wspomniałem wcześniej, min. Rafalska już jakiś czas temu uzmysłowiła stronie francuskiej, że problem pracowników delegowanych będzie dotyczył w dużej mierze także Francuzów. Jednak żeby się porozumieć i uzgodnić, jak rozwiązać ten problem, potrzebne było spotkanie na najwyższym szczycie między premierem Polski a prezydentem Francji. Polska, jak wiadomo, dysponuje największą flotą transportową w Europie i gdyby uregulowanie, o którym mowa, miało wejść w życie z dnia na dzień czy z krótkim okresem przejściowym, to doprowadziłoby to do dużych turbulencji na naszym rynku.

W tym tygodniu Komisja Europejska może uruchomić przeciwko Polsce art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej. Odmawia się Polsce prawa do reformowania wymiaru sprawiedliwości…

– Mam nadzieję, że do tego mimo wszystko nie dojdzie. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Osobiście nie obawiam się tego, bo po uruchomieniu przez Komisję Europejską przeciwko Polsce art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, owszem, może być dużo nieprzyjemnych sytuacji, natomiast żeby ta „broń” mogła odnieść jakieś skutki, to wewnątrz Rady Europejskiej wymagana jest jednomyślność wszystkich państw. Tej jednomyślności na pewno nie będzie. Biorąc to pod uwagę, trudno pojąć działania KE, które wobec braku skuteczności można nazwać działaniem pod publiczkę. Kraje zachodniej Europy mają poważne kłopoty finansowe, podobnie jest, jeśli chodzi o kwestie bezpieczeństwa w takich państwach jak Francja czy Niemcy. Można zatem powiedzieć, że próba wywarcia nacisku na Polskę jest próbą odwrócenia uwagi międzynarodowej od tych zasadniczych problemów.

Co sądzi Pan o Donaldzie Tusku, który wyraźnie zmienia retorykę i, jak twierdzi, oczekuje korzystnej decyzji Komisji Europejskiej w sprawie Polski. Oczywiście chodzi o art. 7 unijnego traktatu wobec Polski. Skąd ta nagła zmiana?

– Tusk ma świadomość, że po drugiej kadencji szefa Rady Europejskiej jego kariera w Brukseli dobiegnie końca, że na unijnych salonach nie ma dla niego miejsca, dlatego myśli o powrocie do Polski. To zdumiewające, że Tusk, który do tej pory nie zrobił nic dla kraju, co więcej, działał wbrew naszym narodowym interesom, nagle przejawia troskę o Polskę. Przypomnę, że kiedy w 2015 r. rząd Ewy Kopacz zgodził się przyjąć do Polski uchodźców, Donald Tusk nazwał to „racjonalną decyzją”. Natomiast jeszcze w maju tego roku groził rządowi PiS „nieuchronnymi konsekwencjami” za odmowę udziału w relokacji. Teraz nagle zmienia zdanie i ni stąd, ni zowąd upomina się o sprawy Polski, a ci jego europejscy protektorzy – dla pozorów – karcą go publicznie. Tym samym tą narracją próbuje się przekonać polskie społeczeństwo, że Tusk nie jest wcale zły, ale dobry, że jeśli chodzi o sprawy Polski, to potrafi wystąpić nawet przeciwko unijnym przywódcom. Ale proszę się nie dać zwieść tym mydleniem oczu. Tusk rozpoczął kampanię przed wyborami prezydenckimi. Tym samym koncentruje się na powrocie do Polski, zdając sobie sprawę z opinii, jaką ma wśród polityków unijnych, począwszy od kanclerz Niemiec, a skończywszy na premierze Malty.

Tusk przyznaje też rację prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu ws. uchodźców. Potwierdza to w liście do stolic krajów Unii, twierdząc, że przymus relokacji jest nieskuteczny…

– To dowód na wyrachowanie Donalda Tuska. To hipokryzja, ale dla większości polityków unijnych to norma. Nic zatem dziwnego, że próbują w potrzebie pomagać Tuskowi. W Polsce poplecznicy byłego premiera też próbują społeczeństwu zrobić wodę z mózgu, twierdząc, że oni nigdy, ale to nigdy nie chcieli, żeby przyjmować do Polski imigrantów muzułmańskich. Jakaś dziwna amnezja ogarnęła te elity, które za wszelką cenę chcą przekonać Polaków, że nigdy nie byli za kwotowaniem uchodźców, że bezpieczeństwo Polski to ich priorytet i nigdy nie chcieli stwarzać zagrożenia bezpieczeństwa. Tusk uważa, że tym kłamstwem jest w stanie zmienić opinię Polaków o sobie i formacji, która wespół z PSL-em przez osiem lat udawała, że rządzi Polską.

Jak Polacy przyjmą Donalda Tuska, który póki co odwiedza swój kraj na wezwania prokuratury?

– Polska przyjmie Tuska tak, jak przyjmuje i w sondażach ocenia liderów tzw. obywatelskiej Platformy. Natomiast działalność Grzegorza Schetyny, Donalda Tuska i reszty, Ryszarda Petru, Katarzyny Lubnauer i reszt czy Władysława Kosiniaka-Kamysza i spółki, kiedy mogłoby się wydawać, że wszyscy oni są przeciwko Zjednoczonej Prawicy, to się okazuje, że ta Zjednoczona Prawica osiąga pułap 50-procentowego poparcia, którego jeszcze w historii nie notowano w przypadku ugrupowania sprawującego władzę. Schetyna, za którego rządów w Platformie poziom poparcia się ustabilizował na poziomie ok. 17 proc., chce zjednoczenia opozycji przeciwko PiS-owi, ale nowa szefowa Nowoczesnej wyraźnie mu odpowiedziała, że żadnego zjednoczenia nie będzie. Wczorajsza Rada Krajowa Platformy to kolejne zebranie pod hasłem „wszyscy przeciwko Prawu i Sprawiedliwości”. Ci politycy nie mają żadnego pozytywnego programu, nie mają pomysłu na Polskę, a ich celem i politycznym paliwem jest walka z ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego. Daleko na tym nie zajadą.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl