Prezydent na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego dokonał zmian w rządzie. Nie ma w nim miejsca dla ministrów: Streżyńskiej, Macierewicza, Szyszko, Radziwiłła czy Waszczykowskiego. Jest Pan zaskoczony?
– Oczywiście. Dużym zaskoczeniem jest pozbycie się z rządu dwóch bardzo dobrych ministrów: Jana Szyszko i Antoniego Macierewicza. Jako niespodziankę traktuję też usunięcie minister Anny Streżyńskiej, która była tym ministrem rządu, której praca nie była w żaden sposób krytykowana. To był najmniej atakowany minister rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego. Z kolei ministrowie Witold Waszczykowski i Konstanty Radziwiłł już dawno powinni zostać zdymisjonowani. Obowiązki ich przerosły. Były to bardzo słabe punkty Rady Ministrów.
Co Pana zdaniem było powodem odwołania ministrów Macierewicza i Szyszko?
– To owoc wewnętrznych walk i przetasowań w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest tajemnicą, że PiS wewnętrznie jest podzielone. Dzisiaj grupa Antoniego Macierewicza i Jana Szyszko została zepchnięta do ostrej defensywy.
I które stronnictwo wzięło górę?
– „Zakon” Porozumienia Centrum, czyli twarde jądro Prawa i Sprawiedliwości. Spójrzmy, komu przypadły resorty siłowe: Joachimowi Brudzińskiemu i Mariuszowi Błaszczakowi. Pokaźną reprezentację ma też Jarosław Gowin. Te dwie frakcje dziś królują. Widać, że kryzys w koalicji przeżywa Zbigniew Ziobro. Jego grupa nie brała bezpośredniego udziału w podziale łupów. Widzimy także, że w odwołującym się do konserwatywnych wartości Prawie i Sprawiedliwości grupa narodowo-katolicka, skupiona wokół Jana Szyszko i Antoniego Macierewicza, nie odgrywa dziś większej roli.
Jak na te zmiany zareaguje konserwatywny elektorat PiS?
– To jest bardzo dobre pytanie. Nie ma co ukrywać, że Prawo i Sprawiedliwość swoją pozycję uzyskało dzięki środowisku katolików odwołujących się do wartości narodowych. I właśnie tak PiS zniechęca grupę, której tyle zawdzięcza. Będzie to dla nich znaczący problem, z którym będą musieli zmierzyć się sami. W końcu to kierownictwo PiS nawarzyło tego piwa.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

