logo
logo

Zdjęcie: Lidia Sokal/ Domena publiczna

PSL jeszcze partią ludową?

Sobota, 20 stycznia 2018 (20:18)

Aktualizacja: Poniedziałek, 19 lutego 2018 (13:32)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Poseł PSL Mieczysław Baszko przechodzi do Zjednoczonej Prawicy. Jak odczytuje Pan tę decyzję?

– Osobiście fakt ten mnie nie zaskakuje. Poseł Mieczysław Baszko z Białegostoku to skądinąd bardzo sympatyczny, prawy człowiek, patriota, a jednocześnie bardzo związany z Kresami, zaangażowany w pomoc Polakom na Białorusi. To człowiek, z którym się znam prywatnie, znam jego poglądy i podejście do spraw Polski. Dlatego ta jego decyzja o odejściu z PSL była – jak sądzę – do przewidzenia. Cóż, w Sejmie – jak widać – okienko transferowe jest otwarte i działa we wszystkie strony. Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.

Czym można tłumaczyć taką decyzję? Czy poseł Baszko „dał się złapać w sidła politycznych kłusowników”, jak tłumaczy to Eugeniusz Kłopotek?

– Patrząc z pozycji parlamentarzysty, będąc niejako w środku, wewnątrz politycznych wydarzeń, mogę powiedzieć, że taka decyzja nie jest dziełem przypadku, ale należy ją postrzegać w ciągu przyczynowo-skutkowym. Tu nie ma przypadku, że kluby opuszczają tacy czy inni posłowie, często nie jest to też kwestia sondaży. Natomiast są to kwestie m.in. atmosfery w klubie czy w ogóle w partii oraz czy i jak daleko dane ugrupowanie odchodzi od założeń programowych. Krótko rzecz ujmując, odpowiedź nie jest tu zero-jedynkowa, ale jest to problem bardziej złożony.

Jak to jest w przypadku PSL?

– PSL na razie walczy o przeżycie, bo z chwilą odejścia posła Baszki tak naprawdę klub ludowców przestaje istnieć i siłą rzeczy przekształca się w koło poselskie. Przypomnę tylko, że do istnienia klubu potrzeba 15 posłów, tymczasem PSL ma w tej chwili 14. A zatem pierwszy raz w historii PSL staje się kołem poselskim.

Nie wiadomo, bo w kuluarach słychać, że klub PSL mogliby zasilić posłowie z Koła Unii Europejskich Demokratów. Czy to realne?     

– Jeśli PSL chce się bratać z lewakami, to dość ryzykowna kombinacja, która rzuca się cieniem na piękną, historyczną kartę PSL z okresu międzywojennego. Jeśli najstarsza w Polsce partia chadecka, konserwatywna, przygarnie czterech lewaków i będzie utrzymywała, że wszystko jest w porządku, to wizerunkowo wygląda to bardzo źle.

Z jednej strony mamy politykę, a z drugiej idee. Tu – jak widać – polityka wygrywa z ideami.

– Myślę, że w tym wypadku najwyraźniej wygrywa pragmatyzm. I jeżeli rzeczywiście dojdzie do fuzji między PSL a Kołem Unii Europejskich Demokratów – bo na razie są to tylko dywagacje – będzie to oznaczać, że PSL nie jest już ugrupowaniem chadeckim, konserwatywnym, ale przekształca się w nową formę lewactwa, i to w momencie rozpoczęcia kampanii przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Nie ulega wątpliwości, że ludowcy będą musieli na nowo odnaleźć swoją tożsamość.   

W jakim miejscu w tej chwili jest PSL?

– PSL znajduje się na równi pochyłej. To tylko pokazuje, że „cudowne” wyniki wyborów samorządowych z 2014 roku nie miały żadnego przełożenia na wyniki wyborów parlamentarnych w 2015 roku, dlatego dzisiaj w szeregach PSL jest jedna wielka panika. Dlatego mamy hasło „wszystkie ręce na pokład”, „ratuj się, kto może”, a „Spółdzielnia Pracy Ludowej” jest de facto w rozsypce. Przecież pamiętamy wszyscy słynne już powiedzenie, które było głośne zwłaszcza na tzw. prowincji, że jeśli chcesz mieć pracę, to zapisz się do PSL, bo swoi nie pozwolą ci być bezrobotnym. Obok tego powszechnego powiedzenia było też drugie – równie słynne szczególnie w parlamencie. Mianowicie na pytanie, kto będzie rządził po wyborach, ludowcy odpowiadali: koalicjant PSL. I jak popatrzeć w przeszłość, to coś w tym wszystkim jest, tyle że ta nijakość i próżność, a więc cechy, w które obrośli politycy tej formacji, jest dzisiaj karana. Jednak jaki będzie efekt końcowy tego wszystkiego, zobaczymy. Jedno jest pewne: PSL jest na zakręcie i przed tym ugrupowaniem ważne chwile.

Władysław Kosiniak-Kamysz podczas dzisiejszej konwencji w Kraśniku ostro skrytykował odejście posła Baszki, a wystąpienie szefa ludowców można było odczytać wręcz jako ostrzeżenie dla tych, którzy chcieliby pójść w jego ślady.

– Poseł Mieczysław Baszko, odchodząc z PSL, tak naprawdę otworzył drzwi. To – jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy – bardzo prawy człowiek, który – jak sądzę – tej decyzji nie podjął pod wpływem impulsu, jednego dnia. Ta decyzja musiała w nim dojrzewać bardzo długo, coś musiało w nim pęknąć, coś musiało go popchnąć w tym kierunku, bo jak go znam, to był on człowiekiem zasad i idei PSL. Jak ktoś odchodzi z partii, często to jego się obciąża winą, a może należałoby zadać pytanie, czy to nie jest wina tych, którzy swoją postawą, działaniami czy bezideowością wręcz wypychają z klubu swoich partyjnych kolegów. W mojej ocenie, związki przyczynowo-skutkowe są tutaj bardzo ważne i odejście z PSL posła Baszki nie jest bynajmniej przypadkiem.

W jakim świetle stawia to PSL w obliczu wyborów samorządowych?

– Dla ludowców, którzy w sondażach balansują na granicy progu wyborczego, jest to bardzo poważny problem. Jest to problem wizerunkowy, ale jest to przede wszystkim problem wiarygodności. 

Czy jest to jeszcze partia ludzi wsi, którą się mieni?

– Powiedziałbym, że dzisiaj jest to raczej partia urzędników i partia etatowa. Jest to partia, która przynajmniej do tej pory dawała zatrudnienie wszystkim swoim członkom, ich rodzinom, koteriom. Ale tak naprawdę, czy PSL to wciąż partia ludzi wsi jest pytaniem do elektoratu, do wyborców. Osobiście nigdy nie głosowałem na PSL, a zatem nie jest to mój problem, dlatego jest to pytanie skierowane bardziej do wyborców i do mieszkańców polskiej wsi. To w tym środowisku należałoby szukać odpowiedzi na pytanie, czy PSL jest ciągle jeszcze partią ludową, czy po prostu partią spółdzielnią gwarantującą pracę i określone profity wszystkim swoim członkom. Jest to zatem pytanie, czy jest to partia ludowa czy może bardziej układowa.   

Widać, że opozycja coraz bardziej się kurczy, a Zjednoczona Prawica zyskuje…

– Ciągle aktualna jest moja teoria, że z tego parlamentu, parlamentu VIII kadencji wyjdą jeszcze dwie partie. To nie jest bowiem kwestia tylko tego, że posłowie się przemieszczają, rotują między partiami, ale to jest dowód na to, że na polskiej scenie politycznej cały czas trwa budowanie nowego układu parlamentarnego, że na tej scenie wciąż trwa dojrzewanie partii i że nie jest to proces zakończony. Jeśli ktokolwiek sądził, że proces konsolidacji partii, proces konsolidacji sceny politycznej jest już zakończony, to był i jest w błędzie. Ten proces trwa i – jak widać – będzie kontynuowany.

Co ma Pan na myśli, mówiąc, że z tego parlamentu wyjdą jeszcze dwie nowe partie?

– Według mnie, należy się liczyć z powstaniem partii chadeckiej o obliczu centrowym i druga partia lewacka coś pomiędzy SLD a partią Razem, czyli coś pomiędzy nowoczesnymi Europejczykami a trockistami.

A co z obecnymi ugrupowaniami zasiadającymi w parlamencie?

– Szykują się zmiany. Sądzę, że czeka nas kilka fuzji, kilka rozłamów i należy się liczyć z powstaniem dwóch nowych partii.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl