Anonimowy pracownik amerykańskiego Departament Stanu zabiera głos w sprawie demokracji Polski, twierdząc, że ta ma się dobrze. Czy to tylko zabieg dyplomatyczny przed wizytą Rexa Tillersona w Warszawie?
– Nie. Nie jest to zabieg dyplomatyczny, dlatego że Amerykanie nie pozwoliliby sobie na „luksus”, aby w sposób nieprzygotowany, przypadkowy, tym bardziej niezgodny z faktami wypowiedzieć się w tak ważnej sprawie. A zatem Amerykanie z reguły weryfikują fakty i podobnie jest w tym momencie. Kwestie te z pewnością zostały sprawdzone i zweryfikowane przez służby dyplomatyczne, stąd mamy faktyczną ocenę sytuacji w Polsce.
Do kogo jest skierowany ten sygnał ze Stanów Zjednoczonych?
– Trudno wskazać konkretnego odbiorcę czy adresata, do kogo można by skierować ocenę stanu rzeczy, jaki faktycznie ma miejsce w Polsce.
Może do unijnych biurokratów, aby zatrzymali się w atakowaniu Polski…?
– Nie sądzę, żeby Amerykanie byli na tyle naiwni czy łatwowierni, aby uwierzyć w to, że taki sygnał Komisja Europejska, Komisja Wenecka czy inne organy Unii Europejskiej przyjmą jako fakt. Komisja Europejska zdążyła już sobie wyrobić zdanie na temat Polski i tkwi w nim z uporem maniaka. Ponadto ciągła agresja wobec Polski nie wywołuje już zainteresowania w Europie, a wręcz budzi niesmak. Jednak wracając do Amerykanów – myślę, że ten komunikat wysłali do Polaków.
Skoro amerykańska dyplomacja – kraju o ugruntowanej demokracji – tak jasno wypowiada się w kwestii wprowadzanych w Polsce reform, uznając, że sprawy wewnętrzne należy zostawić Polakom, to w jakim świetle stawia to Komisję Europejska?
– Pozytywna opinia o Polsce, opinia wypowiedziana głośno przez Stany Zjednoczone pokazuje, jaką wagę amerykański rząd przykłada do relacji z naszym krajem. Jednocześnie jest to świadectwo o rosnącej pozycji Polski w świecie. Przypomnę, że w obecnej dwuletniej kadencji jesteśmy niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a także wyrastamy na lidera Europy Środkowej i Wschodniej, a Stany Zjednoczone to wiedzą i doceniają.
Czy rzeczywiście jako partner jesteśmy tak poważnie postrzegani przez Waszyngton, bo jakoś nie widać tego aż tak wyraźnie np. w kontaktach biznesowych?
– Tak już bywa, że relacje polityczne nie tak szybko przekładają się na relacje biznesowe. Amerykanie – także ze względu na własny interes, m.in. gospodarczy – traktują Polskę bardzo poważnie, ale nie łudźmy się, że są altruistami, a ich biznes zadomowi się w Polsce na stałe tylko z uwagi na przyjaźń łączącą oba nasze narody. Stany Zjednoczone widzą możliwość zrobienia bardzo dobrych, korzystnych dla siebie interesów i idą w tym kierunku. Stąd też zainteresowanie Polską prezydenta Donalda Trumpa, który jak rzadko kto wie, jak robić dobre interesy. Efektem tego jest zainteresowanie Trumpa i amerykańskiego biznesu inicjatywą Trójmorza. Oczywiście to zainteresowanie można wykorzystać z korzyścią dla siebie na zasadzie symbiozy. Polski rząd musi mieć i ma tego świadomość, stąd podejmuje odpowiednie działania w tym kierunku.
Czy głos Amerykanów może nam pomóc?
– Ten głos już jest słyszany w Europie i co więcej – może nam pomóc. Natomiast proszę nie oczekiwać, że Komisja Europejska z wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem tak łatwo odpuści i przyzna się do błędu. Struktury Unii Europejskiej, a także poszczególne stolice zwłaszcza zachodnich państw Europy, słysząc głos płynący z Waszyngtonu, muszą sobie zdawać sprawę, że z Polską należy się liczyć. Póki co lewacka Europa próbuje ośmieszać prezydenta Trumpa czy marginalizować olbrzymi sukces gospodarczy, jaki za rządów tego prezydenta jest notowany w Stanach Zjednoczonych.
Czego możemy oczekiwać po wizycie szefa amerykańskiej dyplomacji w Polsce?
– Ci wszyscy, którzy uważają, że ubiegłoroczna wizyta prezydenta Trumpa w Polsce, od której rozpoczynał swoje „tourne” po Europie, że to był przypadek, muszą zmienić swoje dotychczasowe zdanie. Wizyta w Polsce sekretarza stanu USA Rexa Tillersona to ciąg dalszy wizyty prezydenta Trumpa i realizacja kierunku polityki obranej przez amerykańską administrację, gdzie Polska także ma swoje istotne miejsce. To także kolejny etap współpracy zapowiedzianej w ubiegłym roku, która teraz będzie realizowana. Obecność wojsk amerykańskich na wschodniej flance NATO, konkretnie w Polsce czy krajach bałtyckich stała się faktem i należy się spodziewać jeszcze większego zaangażowania militarnego Stanów Zjednoczonych w naszym kraju. W tym kontekście warto też wspomnieć ubiegłotygodniową wizytę nowego ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka w Waszyngtonie. Ważne też będą, jak sądzę, kwestie dostaw amerykańskiego gazu zapoczątkowane w 2017 roku, a tym samym uniezależnienie się od dostaw błękitnego paliwa od Rosji.
Jest szansa na wynegocjowanie bardziej korzystnej oferty przy zakupie systemu obrony antyrakietowej Patriot?
– Jak widać – wcześniej nawiązana – współpraca w dziedzinie militarnej ze Stanami Zjednoczonymi trwa i układa się dobrze, co więcej – należy się spodziewać, że będzie ona ulegać zacieśnieniu, bo to daje nam gwarancję bezpieczeństwa. Myślę, że to powinno nas cieszyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę nasze położenie geopolityczne i agresywne zachowania Rosji. I temu miały służyć rozmowy ministra Błaszczaka z doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, gen. Herbertem Raymondem McMasterem. Co do ceny za patrioty, to mam nadzieję, że uda się wynegocjować korzystną dla Polski ofertę.
Wracając do wizyty Rexa Tillersona w Europie, to odwiedzi on Londyn, Paryż, Davos, Warszawę, ale nie będzie w Berlinie. O czym to świadczy?
– Prezydent Donald Trump ma bardzo dobrą pamięć, wyciąga wnioski i z pewnością pamięta wizytę kanclerz Angeli Merkel w Białym Domu, kiedy – jak sama stwierdziła – udawała się tam, aby oswajać prezydenta Trumpa, licząc, że jej relacje z nowym amerykańskim prezydentem będą podobne do tych z Barackiem Obamą, ale widać, przeliczyła się. Ponadto prezydent Trump dostrzega bieżące, wewnętrzne problemy Niemiec związane z formowaniem się nowego rządu, które – przypomnę – pojawiły się po wrześniowych wyborach i trwają do dziś, co więcej – się pogłębiają.

