logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Byszuk/ Nasz Dziennik

Zawał na SOR-ach

Sobota, 20 lipca 2019 (03:01)

Są takie SOR-y w Polsce, gdzie na etacie pracuje tylko jeden lekarz.

Wielogodzinne oczekiwanie na badanie, odsyłanie pacjentów w ciężkim stanie bez udzielenia pomocy i ludzie umierający w poczekalniach – to codzienność szpitalnych oddziałów ratunkowych, które są zarówno ostatnią nadzieją dla pacjentów, jak i prawdziwym koszmarem.

Zmiany w systemie zarządzania SOR-ami, które według resortu zdrowia mają usprawnić ich pracę, to kosmetyka, która nie uzdrowi sytuacji – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Żochowski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Od 1 lipca na SOR-ach obowiązuje ujednolicony system segregacji medycznej, który przewiduje oznaczenie pacjentów pod kątem pilności oczekiwania. Pacjenci na SOR-ach będą pod nadzorem personelu odpowiedzialnego za „segregację”, a w razie konieczności poddawani ponownej ocenie stanu klinicznego nie rzadziej niż co 1,5 godziny.

– Niewątpliwie potrzeba przeprowadzenia takiej segregacji. To jest stosowane na świecie, a także w niektórych szpitalach w Polsce. Trzeba rozróżniać, który pacjent wymaga natychmiastowego działania, pilnej interwencji – mówi „Naszemu Dziennikowi” poseł Tomasz Latos (PiS), przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia. Dyrektorzy szpitali wskazują jednak, że bez zmiany systemu finansowania SOR-ów realna poprawa jakości obsługi pacjentów nie nastąpi. Dziś na ograniczenie diagnostyki na SOR-ach wpływa m.in. ryczałtowy system finansowania. W ocenie posła Latosa, sytuację SOR-ów poprawi zwiększone finansowanie od 1 lipca z budżetu NFZ. Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, jakie zamierza podjąć dodatkowe działania naprawiające pracę SOR-ów. Na odpowiedź czekamy.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik