logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

U politycznego seniora widać frustrację

Sobota, 10 lipca 2021 (19:34)

Aktualizacja: Sobota, 10 lipca 2021 (20:20)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po zaledwie trzech dniach pracy Donald Tusk wziął urlop. Czyżby „król Europy” się zmęczył?

– Mamy za sobą pierwszy tydzień szumnie zapowiadanego powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki. Wszyscy zainteresowani oczekiwali też efektu Tuska, ale w mojej ocenie – jak mawia młodzież – szału nie ma. Progiem przyzwoitości pułap, z jakim startowała Platforma 7 lat temu, to było 27 proc. poparcia, ale to dzisiaj wciąż tylko marzenie. Po tygodniu od pojawienia się Tuska na polskiej scenie politycznej wszystkie sondaże mówią, że Platforma dogoniła, a w niektórych – jak sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski – nawet wyprzedziła Polskę 2050 Szymona Hołowni.

Co z tego wynika?

– To pokazuje, że głównym przeciwnikiem, a zarazem wyzwaniem dla Donalda Tuska nie jest Prawo i Sprawiedliwość, mimo iż formacja Jarosława Kaczyńskiego jest celem jego ataków, ale Polska 2050. Elektorat PiS nawet w ułamku procenta nie pomoże Tuskowi w zwiększeniu stanu posiadania. Dlatego liczy on na głosy tych, którzy wcześniej opuścili Platformę i swoje poparcie skierowali dla Szymona Hołowni. Jednak warto zwrócić uwagę, że Hołownia nie wziął się znikąd, nie wyrósł przypadkowo, nieprzypadkowo też utrzymuje się ciągle na wysokim sondażowym pułapie. Jeśli ktoś jest niezadowolony, zawiedziony tym, że nie jest pierwszy, to ja życzę każdemu, żeby utrzymywał się na sondażowym podium, ze zdobyczą plus minus 18 procent. Zatem 16 czy 18 procent poparcia – jeśli się to utrzyma i przełoży na wybory oraz miejsca w parlamencie, to w gruncie rzeczy będzie to bardzo dobry wynik. Natomiast obecny p.o. przewodniczący Platformy po tygodniu „zmagań” – nawet niecałym tygodniu – powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego 16 czy 18 procent byłych zwolenników Platformy nadal popiera Szymona Hołownię i dlaczego nie chce wrócić? I to jest pytanie – problem, z którym Donald Tusk będzie się zmagał w najbliższych tygodniach. Dodam, że to jest ten sam elektorat, to są ci sami wyborcy, którzy ostatnio głosowali na Rafała Trzaskowskiego, którzy kiedyś popierali Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego czy w ogóle Platformę.

Co powinien, co może zrobić Tusk, jak przekonać te 16 czy 18 procent wyborców, którzy opowiedzieli się po stronie Hołowni, żeby wrócili na łono Platformy?  

– Wniosek jest jeden, że ci, którzy odeszli do Hołowni, nie chcą wracać, co więcej, Tusk nawet swym agresywnym, konfrontacyjnym językiem ich do tego nie przekonał. Natomiast minimalny wzrost poparcia dla Platformy wskazuje na naturalną tendencję – mianowicie na mobilizację twardego elektoratu i okopanie się na swoich pozycjach grupy, która zawsze głosowała i nadal będzie głosowała na Platformę. To oznacza też powrót, ale tylko tych najmniej wątpiących, bo ci bardziej wątpiący w Tuska wciąż są u Hołowni.

Zatem czy Donald Tusk w swoich wystąpieniach jeszcze bardziej nie pogłębia koncepcji totalnej opozycji?

– Obserwując Donalda Tuska, odnoszę wrażenie, że na dzisiaj nie ma on żadnej koncepcji. Pomysłem ma być jego obecność, żeby być, pokazywać się, organizować konferencje i skupiać na sobie uwagę. Natomiast jakość jest mizerna, żeby nie powiedzieć – beznadziejna, o treści nawet nie wspomnę. Mamy wakacje, tzw. sezon ogórkowy w polityce, dlatego żeby skupić uwagę, trzeba się czymś wyróżnić. Z kolei te przekazy, które tworzy Donald Tusk, są bezprogramowe, są jałowe i nic nowego do polskiej polityki nie wnoszą. Ludzie na dłuższą metę tego nie kupią.

Na co zatem liczył Tusk, decydując się na powrót do Polski? Liczył, że magia nazwiska zrobi wszystko, podobnie jak Platforma, która od lat nie ma programu…

– Donald Tusk tydzień temu powiedział prawdę – jestem wściekły, stwierdził ponadto, że wszystko, co się dzieje w Polsce, to wina PiS, że to jest zło, co więcej – obraził Polaków. mówiąc, że ci, którzy głosowali na PiS, to też jest zło. Zatem powiedział prawdę, co sądzi o wyborcach PiS, czyli o większości. Cały czas pokazuje wściekłość, z tym że ta emocjonalność ma charakter destruktywny, a nie konstruktywny. I na dzisiaj jest to cała kwintesencja Donalda Tuska – wściekłość, destrukcja i brak pomysłu na to, co dalej.

Czy ten radykalizm Donalda Tuska, jeśli chodzi o zwalczanie PiS, może skłonić do powrotu tych, którzy odeszli do Szymona Hołowni, zwłaszcza że u lidera Polski 2050 takiej agresji nie ma?

– Na tym właśnie polega siła Szymona Hołowni, i to go odróżnia od Donalda Tuska. Polskę 2050 – mam na myśli elektorat, stanowią – obok tych, którzy sfrustrowani odeszli od PO – ludzie młodzi, którzy przez 7 lat brukselskich wojaży nie widzieli i de facto nie znają Tuska. Dla nich Donald Tusk to leśny dziadek, polityczny emeryt, który nagle pojawił się nie wiadomo skąd i nie bardzo wiadomo, kim jest i czego chce. Oni Donalda Tuska nie znają, nie rozumieją, a jego przekaz kompletnie do nich nie dociera. Nic dziwnego, że język, który słyszą, kojarzy się im z politycznym oszołomstwem, co sprawia, że takich postaw zwyczajnie nie akceptują. Przypomnę tylko, że PiS zaczęło wygrywać, posługując się językiem innym niż Platforma i Donald Tusk, który dziś nic nowego do polskiej polityki nie wnosi, a to świadczy, że niczego się na brukselskich salonach nie nauczył. Z politycznej banicji, na którą sam się „skazał”, wraca dziś z językiem konfrontacji. Efekt tego jest taki, że mamy dalej prywatną wojnę Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim, który jest najwyraźniej kompleksem dla byłego szefa Rady Europejskiej. Jednocześnie toczy się wielka wojna z telewizją publiczną, mamy tradycyjny podział na dziennikarzy swoich i obcych.

Ciekawe, czy Donald Tusk dołączy do swoich partyjnych kolegów i będzie zbierał podpisy pod projektem ustawy likwidującej TVP INFO?

– I tutaj pewna dygresja, mianowicie Platforma uważa, że likwidacja TVP INFO to demokratyczny akt obywatelski, natomiast nowelizacja i zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji to zamach na wolne media. To przykład podwójnych standardów po stronie Platformy, który polega na tym, że na pytania konkretnych stacji czy dziennikarzy odpowiadamy, a próby innych, którzy są może bardziej dociekliwi, lekceważymy. Donald Tusk w wielu wypowiedziach dla dziennikarzy TVP jest niekulturalny, to nie jest poziom, to nie jest liga, jakiej wypadałoby oczekiwać od człowieka z tak dużym doświadczeniem, który zajmował ważne stanowiska w Polsce i w strukturach europejskich. Jeśli polityk tego pokroju mówi do dziennikarza, że ja pana kiedyś bez maski rozpoznam, to brzmi bardzo źle. Świadczy o bardzo niskim poziomie. Mamy też jakieś dziwne narracje, które są sprzeczne i pokazują, że to, co my robimy, jest ok, a to, co robią nasi polityczni konkurenci, jest złem – totalnym złem. Ponadto zupełnie nie rozumiem narracji Platformy, że ktoś nam zabrał państwo, nie rozumiem też, że tzw. wolne media i tzw. klasa polityczna wobec oskarżeń Donalda Tuska milczą i nawet się nie zająkną, że przecież zmiana władzy w Polsce nie nastąpiła w wyniku przewrotu, tylko że PiS wygrało demokratyczne wybory, których nikt nie kwestionował, nie kwestionuje, że wygrał, i to dwa razy z rzędu lepszy. Natomiast od sześciu lat, cały czas mamy batalię ze strony Platformy, że jesteśmy okradani, że jesteśmy wyprowadzani z Unii Europejskiej, a władza w Polsce jest przyrównywana do Putina. Trwa narracja, że nikt się z nami nie liczy, że na arenie międzynarodowej jesteśmy samotni itd. – co jest kompletnym nieporozumieniem. Widać, że ktoś nie może się pogodzić z przegraną, ktoś cały czas tkwi w 2015 roku, w zaczarowanym świecie i ma pretensje jak dziecko, któremu zabrano zabawki.       

Generalnie Polacy źle oceniają powrót do polskiej polityki Donalda Tuska, który wciąż ma duży negatywny elektorat. Czy zatem pomysł Tuska o powrocie do polskiej polityki był dobrą decyzją?

– Po pierwsze, Donald Tusk nie wrócił na mitycznym, białym koniu, tylko koń, który go przywiózł, kuleje. Ponadto sam jeździec jest w nie najlepszej formie. Po drugie, tak go zagłaskano w swoim środowisku, że zaledwie po trzech dniach ma on dość tej miłości i wziął urlop. Do tego ludzie są zmęczeni ciągłym forsowaniem tematu Tusk. Ludzie chcą odpocząć, są wakacje i tematem numer jeden na dzisiaj w Polsce nie jest już Donald Tusk. To było krótkie spięcie, temat na chwilę – dzień, dwa natomiast medialnie – w tym ogórkowym sezonie – był podkręcany przez tydzień. Polska jest większa niż jeden człowiek – Donald Tusk. Polska ma wiele ciekawszych spraw, więcej jest tematów istotnych, które warto poruszać niż chodzący brukselski kompleks i frustracja człowieka, który wrócił z politycznej emigracji i uważa, że ma prawo pouczać wszystkich. Chciałbym zaapelować do polskiej klasy politycznej – tej patriotycznej, także do dziennikarzy, przestańmy się zajmować i przejmować Donaldem Tuskiem, bo im więcej się o nim mówi, pisze, dyskutuje, tym bardziej dodaje mu się paliwa do frustracyjnej jazdy po Polsce. Dzisiaj to Donald Tusk jest sam dla siebie problemem. U politycznego seniora widać frustrację, że nawet w jego rodzimej formacji są młodsi politycy, którzy wcale go tak nie kochają, jak mogłoby się wydawać, że Polska nie jest już tym krajem, który pozostawił dla brukselskiej kariery. Problem Donalda Tuska nie może być zatem problemem ogólnopolskim. Powtórzę jeszcze raz – zostawmy Donalda Tuska jemu samemu i PO, bo to jest dzisiaj powracający problem Platformy, ale także problem Szymona Hołowni. Nie zajmujmy się cudzym problemem. Polska, świat jest większy niż Donald Tusk. Oczywiście warto słuchać, krytycznie oceniać, warto pytać, ale nie można robić z tego zagadnienia. Nie róbmy z Tuska „złotego cielca” polskiej polityki, wokół którego należy chodzić na paluszkach.

 Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl