logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Legitymizacja Nord Stream 2

Niedziela, 18 lipca 2021 (10:24)

Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, jakie znaczenie ma wizyta kanclerz Angeli Merkel w Białym Domu? 

– Chciałbym zwrócić uwagę na ważny fakt, mianowicie że kanclerz Republiki Federalnej Niemiec jest pierwszym szefem europejskiego rządu, który odwiedza Waszyngton po objęciu Białego Domu przez prezydenta Joe Bidena. To tylko pokazuje, że Niemcy będą najważniejszym partnerem politycznym Stanów Zjednoczonych w Europie.

Komunikat po spotkaniu Biden – Merkel pokazuje różnice w podejściu obu przywódców do Nord Stream 2, jednocześnie może wskazywać, że Niemcy nie zamierzają ustępować w tej kwestii i wstrzymywać tego projektu…?

– Z niemieckiego punktu widzenia projekt Nord Stream 2 to najważniejsza inwestycja polityczna w okresie długoletnich rządów Angeli Merkel. Nie ma też większego znaczenia, że kanclerz Niemiec wypowiadała się niekiedy krytycznie wobec tego projektu. Szefowa niemieckiego rządu, która – zgodnie z zapowiedzią – kończy swoją misję polityczną po wrześniowych wyborach parlamentarnych, uzyskała podczas wizyty w Waszyngtonie legitymizację dla Gazociągu Północnego.

„Waszyngton, jak i Berlin są zjednoczone w sprzeciwie wobec używaniu energetyki jako środka nacisku wobec Ukrainy”. Czy te słowa w ogóle coś znaczą w obliczu nieprzewidywalności Putina?  

– Angela Merkel, owszem, przyznała, że ona, jak i prezydent Biden doszli do różnych wniosków na temat konsekwencji Nord Stream 2, lecz zaznaczyła, że nie pozwoli na szantaż energetyczny Ukrainy. Ma o tym świadczyć stwierdzenie Angeli Merkel niejako zapowiadające, że zostaną podjęte aktywne działania, jeśli Rosja nie będzie szanować prawa Ukrainy jako kraju tranzytowego. Mogliśmy też usłyszeć ładnie brzmiące słowa, że celem Nord Stream 2 nie będzie pominięcie Ukrainy, jeśli chodzi o transport surowca. Było też zapewnienie, że jeśli nawet byłby realizowany taki scenariusz, to Unia Europejska posiada całą gamę instrumentów, w tym możliwość nakładania sankcji, by przeciwstawić się temu. Tyle tylko, że te słowa to jedynie dyplomatyczna retoryka, za którą – jak można sądzić – nie pójdą żadne konkretne działania. Fakty są bowiem takie, że ani Stany Zjednoczone, ani tym bardziej Niemcy nie są zainteresowane konfrontacją z Rosją.

Czy Joe Biden nie gra zbyt delikatnie wobec Angeli Merkel – w przeciwieństwie do Donalda Trumpa, który pokazywał kanclerz Niemiec miejsce w szeregu?

– Nowa administracja amerykańska – w przeciwieństwie do byłego prezydenta Donalda Trumpa – uznaje właśnie Niemcy za głównego sojusznika w Europie. Słowa kanclerz Angeli Merkel, że nadal będą toczyć się spory między Niemcami a Stanami Zjednoczonymi bynajmniej nie burzą dobrych wzajemnych relacji. Oczywiście, są różnice w wielu kwestiach, ale tzw. partnerstwo energetyczno-klimatyczne to mocny fundament łączący Niemcy i Stany Zjednoczone. Powiedzmy też wprost, że to nie jest dobra wiadomość dla Polski i krajów Europy Środkowej, dla których kwestia bezpieczeństwa energetycznego jest sprawą priorytetową.

Amerykanie pokładają duże nadzieje w Niemczech, jeśli chodzi o konfrontację z Chinami, tyle że Niemcy chyba nie do końca są pewni, po której stronie stanąć? Zdecydowanej deklaracji poparcia ze strony Merkel, na czym zależało Bidenowi, po tym spotkaniu nie widać…

– Może warto przypomnieć, co mówiła kanclerz Merkel po objęciu władzy przez Joe Bidena: mianowicie że interesy Niemiec i Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o Chiny, nie są tożsame, są rozbieżne. Chiny jako partner handlowy są potrzebne Niemcom, których pozycja oparta jest głównie na eksporcie. Rząd w Berlinie będzie prowadził grę w wymiarze geopolitycznym. Polegać będzie ona na zachowywaniu równego dystansu wobec Pekinu i Waszyngtonu. Kanclerz Angela Merkel nie ukrywa, że Europa, tj. Unia Europejska, będzie zachowywać sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, ale jednocześnie prowadzić własną strategię w relacjach z Chinami.

Zatem czy prezydent Joe Biden – który wykonał pewien gest, wstrzymując sankcje wobec Nord Stream 2, zapewne czekając na odwzajemnienie ze strony Niemiec, tzn. że Berlin stanie po stronie Waszyngtonu w rozgrywce z Chinami – się nie przeliczył?

– Prezydent Biden przyznał po spotkaniu z kanclerz Merkel, że sankcje nie mają sensu. Co więcej, oznajmił, że wypracował z kanclerz Niemiec jak to określił – „praktyczne metody związane z funkcjonowaniem Nord Stream 2”. W praktyce oznacza to, że europejskie bezpieczeństwo energetyczne zostało przez Joe Bidena poświęcone na rzecz szerszych ustaleń amerykańsko-niemieckich.  

Czym jest i jakie znaczenie ma „deklaracja waszyngtońska” przyjęta przez Joe Bidena i Angelę Merkel?

– „Deklaracja waszyngtońska” wpisuje się w wizję współpracy amerykańsko-niemieckiej w wymiarze ideologicznym, tzw. demokratycznego przywództwa na świecie, którego celem jest zaangażowanie na rzecz praw człowieka. Pojawiły się też zapowiedzi współpracy gospodarczej oraz w zakresie partnerstwa na rzecz klimatu i energii. To pokazuje, jaki jest kierunek tej współpracy.

W komunikacie czytamy m.in. takie oto zdanie: „Pozostajemy zjednoczeni w stawianiu czoła erozji demokracji, korupcji, fałszywemu populizmowi w Unii Europejskiej wśród państw kandydujących do członkostwa i wszędzie tam, gdzie je znajdziemy”. Czy nie jest to zakamuflowana przestroga dla takich niepokornych państw jak Polska?

– Na pewno Niemcy uzyskały zielone światło dla polityki w obszarze Unii Europejskiej dla wyznaczania standardów tzw. praworządności i praw człowieka wobec państw członkowskich Unii Europejskiej oraz tych państw, które aspirują do wejścia do struktur unijnych. Symbioza Berlina i Brukseli w tym zakresie oznaczać będzie wzrost nacisków przede wszystkim na kraje byłego bloku sowieckiego. Na razie presja ta jest najbardziej widoczna w przypadku Polski, Rumunii i Węgier, mimo iż szczególnie te dwa pierwsze kraje są traktowane przez Stany Zjednoczone jako ich bliski sojusznik.

            Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl