Jak odbiera Pan działania białoruskie na naszej wschodniej granicy i to, co się tam dzieje? Czemu ma to służyć?
– Jesteśmy świadkami tego, jak Łukaszenka wraz z Putinem próbują zdestabilizować Polskę, a także Unię Europejską. Co więcej, odbywa się to przy wsparciu nieodpowiedzialnej polskiej Lewicy. To działanie ma wymiar polityczny – wzniecenie napięcia w naszym kraju, do czego wykorzystywana jest totalna opozycja. Urodziłem się i wychowałem w Bartoszycach, mieście strefy przygranicznej z Rosją. Jako poseł VIII kadencji Sejmu, byłem członkiem Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji, której podlega Straż Graniczna. Dlatego nie tyle ze zniesmaczeniem, co z wielkim przerażeniem słucham wypowiedzi i oglądam przekazy medialne o tym, co posłanki i posłowie Koalicji Obywatelskiej oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych wyrabiają na polsko-białoruskiej granicy. Nie dość, że ludzie ci nie mają zielonego pojęcia o tym, czym jest granica państwa i czym może się zakończyć ingerencja w ten obszar, to jeszcze wpisują się we wrogie działania wobec Polski, stając się de facto sojusznikami Putina i Łukaszenki. Ci wszyscy, którzy tam przybywają, wydają oświadczenia, lamentują przed kamerami i występują przeciwko działaniom polskich służb stojących na straży naszych granic.
Wynika to z braku świadomości, czym jest granica państwa, także ta zielona granica? Czy jest to może świadome działanie?
– Komuś może się wydawać, że granica państwa – także zielona granica, to jest miejsce szczelne na całym odcinku, strzeżone fizycznie strażnicami itd. Tak nie jest. Przypomnę, że długość polsko-białoruskiej granicy to ponad 400 kilometrów. Oczywiście, pogranicznicy tę strefę patrolują w dzień i w nocy, jest monitoring, ale nie ma fizycznej możliwości, aby cały czas na każdym kilometrze stali żołnierze. Z umów międzynarodowych wynika, że każda ze stron odpowiada za ten obszar, aby nie przekraczano granicy w miejscach do tego nieprzeznaczonych, żeby nie było żadnych wędrówek w jedną czy drugą stronę. Tak to wygląda. Kiedy słyszę polityków totalnej opozycji wylewających swoje „mądrości”, że taką nieszczelną mamy granicę, że taką – niewydolną – mamy straż graniczną, która przepuszcza imigrantów, to jestem zbulwersowany ich tokiem myślenia, poziomem niewiedzy, niekompetencji. Nie można też wykluczyć, że jest to działanie świadome.
Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, rośnie presja na Polskę?
– Takiej presji zwłaszcza wewnętrznej nie można absolutnie ulegać. Jeżeli jedno z państw granicznych – w tym wypadku Białoruś – łamie zasady i de facto otwiera międzynarodowe biuro podróży Bagdad – Mińsk, które tak naprawdę jest biurem handlu żywym towarem. Ci ludzie docierający do Mińska muszą mieć przecież paszporty, wizy, a więc nie przeszły na piechotę tysiące kilometrów z Iraku, ale przyleciały samolotem do Mińska, zapłaciły za bilet. W Mińsku ktoś sobie wymyślił patent i powiedział im, że dostarczy ich na granicę Unii Europejskiej, ale to nie oznacza, że mamy każdą taką osobę, która nielegalnie chce przekroczyć granicę naszego państwa, przyjmować. Ci ludzie mają paszporty z wizą pobytową na terenie Białorusi i niedopuszczalne jest przekraczanie przez nich zielonej granicy z Polską, tylko dlatego że tego sobie życzą. Należy uruchomić procedurę, przejść drogę prawną, w tym celu udać się do Ambasady czy do Konsulatu RP i tam złożyć dokumenty, wystąpić o wizy humanitarne, przedstawiając odpowiednią argumentację.
Dlaczego nie dociera to do polityków opozycji? Mało tego są głusi na jednoznaczne stanowisko Komisji Europejskiej, która jest po polskiej stronie.
– Wygodnie jest im odgrywać teatr. Co więcej, zaczynają tańczyć tak, jak zagra im Putin i Łukaszenka. Premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii – także Komisja Europejska mówią wyraźnie, że mamy do czynienia z wojną hybrydową. Oczywiście, gdyby sprawa dotyczyła tylko Polski, to można byłoby zarzucić, że mamy słaby rząd, ale jeśli takie jest wspólne stanowisko, że wykorzystywanie imigrantów w celu zdestabilizowania sąsiadujących państw stanowi wyraźne naruszenie prawa międzynarodowego i kwalifikuje się jako atak hybrydowy przeciwko Polsce, Litwie i Łotwie, znaczy, że sprawa jest bezdyskusyjna. Mamy ewidentnie do czynienia z zorganizowaną logistycznie akcją, której sami imigranci by nie wymyślili, ale ten scenariusz rozpisano w Mińsku i jak się wydaje na Kremlu. Rozumieją to na Litwie, gdzie wszystkie opcje niezależnie od poglądów wspierają państwo przed zewnętrzną agresją i próbą destabilizacji. Tymczasem totalna opozycja w Polsce zamiast bronić państwa atakuje rząd. Politycy opozycji nie mogą się wpisywać w tę wrogą wobec Polski narrację i działania. Tym bardziej trudno nawet polemizować ze stwierdzeniami, jakie wypowiadają, oraz z ich zachowaniami, które są wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności. Tu potrzebne jest myślenie propaństwowe, wszak tu chodzi o polską rację stanu i nasze bezpieczeństwo. Jeśli teraz pozwolimy traktować zieloną granicę z Białorusią jako plac zabaw, gdzie każdy może dowolnie zmieniać miejsce, to może się to skończyć bardzo niedobrze. Granicy nie można traktować jak plac zabaw z zatrzaśniętą brameczką, ale to jest granica państwa polskiego, to jest granica Unii Europejskiej – koniec, kropka.
Mamy do czynienia z testowaniem Polski?
– Dokładnie. Dlatego musimy być stanowczy, konsekwentni, aby sytuacja z 2015 roku i fala migracyjna się nie powtórzyła. Dzisiaj to jest kilkadziesiąt osób, ale za chwilę może to być kilkaset, kilka tysięcy czy kilkadziesiąt itd. Testowanie zawsze polega na szukaniu słabych punktów, dlatego słuszna jest decyzja o rozpoczęciu budowy płotu czy innej formy zabezpieczenia na polsko-białoruskiej granicy, co może powstrzymać kolejne grupy przed próbami wyboru tego kierunku migracji.
Czy nie jest to działanie spóźnione, może trzeba było wcześniej o tym pomyśleć? Znam ekspertów, którzy po wydarzeniach z 2015 roku wskazywali na potrzebę budowy płotu na wschodniej granicy – bezskutecznie.
– Gdybyśmy w 2015 roku wobec tamtej fali imigracji, kiedy kanclerz Merkel zaprosiła imigrantów do Europy, wtedy rozpoczęli budowę płotu na naszej wschodniej granicy, to rozpętałaby się histeria i zdwojona nagonka na Polskę. Pojawiłaby się fala krytyki, że jest to zamykanie się przed światem, że jest to niehumanitarne, nieludzkie itd. Przypomnę, co wówczas zrobiliśmy jako posłowie na Sejm RP – zaczęliśmy odbudowywać Straż Graniczną. Warto przypomnieć, że zanim w Polsce do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość, na wielu odcinkach strażnice były zwijane, likwidowane, a polska granica przypominała ser dziurami. Takie były fakty. Poprzednia władza doszła do wniosku, że po co nam straż graniczna na wielu odcinkach, skoro wszędzie – po drugiej stronie – są przyjaciele. Po tym zwijaniu państwa tak naprawdę trzeba było rozpocząć od odbudowy oddziałów straży granicznej łącznie z infrastrukturą, z kadrami. Teraz, dzięki polityce rządu, jednostki straży granicznej są przywracane, dzięki temu odżywają też lokalne samorządy. Jednak żeby tak się stało, należało najpierw odbudować struktury, co wymagało czasu. Dzisiaj politycy Platformy i PSL krytykują obecny rząd, ale żaden z nich nie chce się uderzyć we własne piersi, posypać głowę popiołem, bo to były ich zaniedbania. Dzisiaj nie mają moralnego prawa, aby zabierać głos w tej sprawie.
Nic zatem dziwnego, że teraz to Lewica przejęła inicjatywę…
– Donald Tusk wie doskonale, że te wszystkie zaniedbania dotyczące zabezpieczenia polskich granic obciążają jego sumienie. Stąd do akcji wkraczają aktorzy drugoplanowi, tacy jak poseł Klaudia Jachira, która biega wzdłuż granicy, wymachując legitymacją poselską, czy poseł Franciszek Sterczewski, który urządza sobie happening, próbując przechytrzyć strażników granicznych. To jest działanie niepoważne, nielicujące z godnością posła na Sejm.
Czy immunitet może chronić przed łamaniem prawa, bo chyba z tym mamy do czynienia?
– Ci ludzie, ci posłowie wykraczają poza obowiązki poselskie. Poseł z całym umocowaniem prawnym nie jest od tego, żeby interweniować w trakcie wykonywania czynności przez polskie służby. Nic zatem dziwnego, że służby w takiej sytuacji natrętnego posła odsyłają do swoich przełożonych – w tym wypadku do Komendanta Głównego Straży Granicznej, natomiast parlamentarzyści nie mają prawa przeszkadzać służbom w wykonywaniu przez nich czynności służbowych. Parlamentarzyści, którzy działają dzisiaj na granicy z Białorusią, przeszkadzają, co więcej pogranicznicy bronią ich przed nielegalnym naruszeniem granicy obcego państwa, co mogłoby się skończyć tragicznie.
Posła, który łamie prawo nie może chronić immunitet?
– Ależ tak. Żaden poseł nie jest ponad prawem. Poseł nie może wychodzić przed funkcjonariuszy i wymachując legitymacją, mówić, że on tu teraz będzie rządził. Miejscem pracy posła jest Sejm, gdzie ma prawo głosu, prawo wypowiedzi, prawo do interpelacji, a nie udawać, że jest wszechwładny, którego nie obowiązuje prawo i jego przestrzeganie. To nie jest wykonywanie mandatu posła na Sejm RP. To, z czym mamy do czynienia w wykonaniu niektórych posłów, to jest anarchia. To pachnie konfederacjami, które źle zapisały się w historii Polski. Myślę, że trzeba pokazywać tych – powiem wprost – analfabetów, opornych na wiedzę, bo być posłem dwa lata i nie mieć zielonego pojęcia, jak należy wykonywać mandat posła, to jest dramat. Takie rzeczy można by jeszcze wybaczyć posłowi, który jest miesiąc w Sejmie, ale po dwóch latach takie zachowanie jest karygodne. Można przestudiować regulamin, zakres obowiązków, zapytać, poradzić się starszych stażem kolegów posłów, jak działać, a nie odgrywać teatr, który ich ośmiesza. Co więcej, ci posłowie, ci parlamentarzyści ośmieszają państwo polskie w oczach świata.
Wciąż trudno się nam otrząsnąć po słowach Władysława Frasyniuka obrażających polskiego żołnierza, lżących mundur żołnierza Wojska Polskiego.
– To jest skandal, ale nie jest to pierwsza tego rodzaju próba. Pamiętam debatę nad projektem ustawy o powołaniu Wojsk Obrony Terytorialnej, kiedy ze strony opozycji padały wypowiedzi, że to będzie „policja PiS-owska”. Wówczas wyszedłem na mównicę i powiedziałem wyraźnie: proszę nie obrażać polskich żołnierzy w mundurach z orzełkiem na czapce. Wówczas w Sejmie szybko ucięliśmy tego typu retorykę Platformy i próby zdezawuowania polskiego żołnierza. Jak widać, podobny temat już przerabialiśmy. Zatem nie jest to nic nowego, to taka zła, prymitywna szkoła, żenujący poziom. Tylko że w Sejmie szybko sprowadziliśmy posłów totalnej opozycji do poziomu i dyskusja się skończyła. Dzisiaj już nikt nie nazywa Wojsk Obrony Terytorialnej „policją PiS-u”, bo to są żołnierze Wojska Polskiego, a nie straż takiej czy innej partii politycznej. Były opozycjonista Władysław Frasyniuk, który dzisiaj lży z Wojska Polskiego, powinien się spotkać z ostrą reakcją i z konsekwencjami tak, żeby nigdy nikomu na przyszłość nie przyszło do głowy obrażać polskich żołnierzy, którzy stoją na straży bezpieczeństwa państwa polskiego.
A co z mediami, z dziennikarzami, którzy wpisują się w tę retorykę i zamiast hamować, studzić nastroje, podgrzewają atmosferę?
– Media nie są od kreowania rzeczywistości, ale od przekazywania, relacjonowania wydarzeń. Jeśli ktoś myli te pojęcia, to nie wiem, czy w tym momencie nie mamy do czynienia z cichymi sojusznikami Putina i Łukaszenki. Jeśli premierzy państw bałtyckich nie mają wątpliwości, że mamy do czynienia z działaniami hybrydowymi, to także media w Polsce powinny mówić prawdę. Zanim zaczną oskarżać rząd, że jest głuchy na ludzką krzywdę, że nie pozwala pomóc imigrantom koczującym przy polskiej granicy po stronie białoruskiej, to może przypomną, ilu Ukraińcom zagrożonym działaniami wojennymi na wschodzie tego kraju pomagamy, że przyjęliśmy ok. 2 mln imigrantów z Ukrainy. Może przypomną o bodajże 200 tys. Białorusinów, którzy znaleźli u nas w Polsce schronienie przed reżimem Łukaszenki, a wcześniej – ilu Czeczeńcom pomogliśmy. I to jest właśnie pomoc humanitarna naszym sąsiadom, którzy są w potrzebie. Dlaczego o tym nie mówią? To, co robi i robiła Polska, to jest humanitaryzm, natomiast na polsko-białoruskiej granicy mamy do czynienia z przestępczością, z handlem ludźmi i politycy oraz media zachęcające do wpuszczenia koczujących imigrantów na terytorium Polski dołączają do wspierających współczesny handel ludźmi. Jeśli jako państwo pozwolimy na przyjęcie wbrew prawu tych kilkudziesięciu imigrantów, to otworzymy falę, której nie będziemy w stanie powstrzymać.

