logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Recepta na katastrofę

Wtorek, 20 października 2026 (08:46)

Aktualizacja: Wtorek, 20 października 2026 (08:53)

Od początku funkcjonowania pilotażu umożliwiającego otrzymanie bezpośrednio od farmaceuty recepty
na pigułkę „dzień po” wydano ich 75 tys.

Ministerstwo Zdrowia chełpi się tym, że umożliwienie farmaceutom wystawiania recept na substancje zawierające bardzo wysokie stężenie hormonu octanu uliprystalu to olbrzymi sukces. Przyjęcie pigułki „dzień po” może nie tylko wstrzymać lub opóźnić owulację, ale może również doprowadzić do śmierci poczętego dziecka.
Resort nie kryje też zadowolenia, że coraz więcej aptek przystępuje do programu i że z tego powodu liczba wystawianych w aptekach recept stale rośnie. Jednak
– jak zaznaczają eksperci – zwiększająca się sprzedaż niebezpiecznych preparatów oznacza coraz mocniejsze uderzenie w zdrowie kobiet, i to nie tylko prokreacyjne.
– Mimo że resort zdrowia dla pozoru mówi
o przeprowadzaniu porad medycznych, a nie o wystawianiu recept przy okienku w aptece, to nie ma złudzeń, że chodzi wyłącznie o jak największą sprzedaż tego groźnego specyfiku. Tu nie ma mowy o żadnych poradach ani
o jakiejkolwiek promocji zdrowia. Mamy do czynienia
z wystawieniem recepty na żądanie po to, aby uniemożliwić urodzenie się dzieci – stwierdza w rozmowie
z „Naszym Dziennikiem” prof. Bogdan Chazan,
ginekolog-położnik.

 

Drodzy Czytelnicy, farmaceuci wiedzą, jak lek działa,
ale nie znają stanu zdrowia pacjentki. Jaki jest rzeczywisty cel umożliwienia wystawiania recepty na pigułki „dzień po” w aptekach? Więcej na ten temat można przeczytać TUTAJ oraz w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika”.

Urszula Wróbel, „Nasz Dziennik”

Nasz Dziennik