Pod pretekstem zwalczania dezinformacji Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) – agenda ONZ – angażuje operatorów platform technologicznych oraz sieć internetowych influencerów do rozpowszechniania narracji proaborcyjnych i cenzurowania treści pro-life. Informację tę podała C-fam – amerykańska organizacja skupiająca członków środowiska pro-life, która monitoruje próby wpływania na politykę oraz debaty społeczne na forum ONZ. Sprawa stała się przedmiotem dyskusji po webinarium, podczas którego przedstawiciele WHO, omawiając działalność grupy influencerów Fides – powołanej w 2020 roku w celu zwalczania rzekomej dezinformacji w czasie pandemii COVID-19 – przedstawili również ich wpływ na sposób prezentowania informacji przez wyszukiwarkę Google i serwis TouTube. Dyskusja ta dotyczyła również wykorzystania sztucznej inteligencji do zwiększenia widoczności materiałów uznanych przez WHO za rzekomo wiarygodne. W praktyce działania te mogą prowadzić do ograniczenia zasięgów treści sprzecznych ze stanowiskiem WHO – w tym tych, dotyczących ochrony życia i potępiania aborcji, którą WHO jawnie promuje.
Jak zauważa Ewa Kowalewska, prezes Human Life International Polska, sprawa ta jest bardzo poważna, ponieważ sami przedstawiciele WHO nie ukrywają swoich prawdziwych celów, otwarcie mówiąc o współpracy z platformami technologicznymi i wpływaniu na sposoby rozpowszechniania informacji.
– To już nie jest wyłącznie plan, a realizowana strategia – o czym otwarcie mówili przedstawiciele WHO podczas tego webinarium. WHO jest agendą, na którą stawia rząd światowy, który podczas pandemii za jej pośrednictwem wręcz lansował określone założenia, próbując z niej zrobić agendę rządzącą światem – wskazuje Ewa Kowalewska.
Jak przyznaje, sama zaobserwowała spadek zasięgów treści publikowanych przez HLI Polska zamieszczanych w mediach społecznościowych, mimo iż wcześniej osiągały one miliony wyświetleń. – Jeszcze jakiś czas temu mieliśmy 8 mln wejść w niektóre nasze informacje na Facebooku czy w innych mediach. W tej chwili obserwujemy wyraźny spadek do kilkuset, a niekiedy kilkudziesięciu wejść. To pokazuje, że ktoś wyraźnie pilnuje i kontroluje, by nasze informacje nie docierały do innych – informuje prezes HLI Polska. Ponadto – jak wskazuje nasza rozmówczyni – ograniczenia te obserwuje również w samym automatycznym tłumaczeniu publikowanych materiałów. – Sama zostałam poproszona, by moje wypowiedzi zostały przetłumaczone na j. angielski, a jak wiemy, w dzisiejszych czasach nie jest to trudne. Okazało się jednak, że automatyczny tłumacz źle tłumaczy treści pro-life, często wręcz odwracając ich sens, a same błędy są głęboko ukryte. Co ciekawe, sztuczna inteligencja poprawione fragmenty wyłapuje jako błąd. Cel jest jasny – do ludzi ma nie docierać prawda, co jest bardzo groźne – ocenia Ewa Kowalewska.
Należy zaznaczyć, że sama WHO nie kryje swoich celów dotyczących zabijania nienarodzonych dzieci. W zaleceniach wręcz sprzeciwia się wszelkim ograniczeniom prawnym aborcji oraz zjawiskom, które utrudniłyby do niej dostęp. Ponadto w swoich wytycznych wręcz promują samodzielne zabicie nienarodzonego dziecka przez matkę za pomocą środków aborcyjnych również w miejscach, gdzie jest to prawnie zakazane, kłamliwie określając to mianem tzw. samodzielnej opieki medycznej. Jak zaznacza Ewa Kowalewska, ten fałszywy przekaz prezentowany przez WHO obserwowany jest od dawna, ponadto wykorzystywany przez środowiska aborcyjne również w Polsce.
– Ci ludzie nie mówią o aborcji, ale o rzekomym zdrowiu reprodukcyjnym. Również w Polsce w sprawie skandalicznej ustawy aborcyjnej to właśnie to sfomułowanie przez feministki jest podnoszone. W rzeczywistości chcą bezkarnie zabijać nienarodzone dzieci – komentuje Ewa Kowalewska. Należy również wskazać, że to właśnie w dzień, kiedy ma się odbyć głosowanie w sprawie ustawy aborcyjnej, obchodzimy wspomnienie św. Jana Pawła II oraz ustanowienie Karty praw rodziny. – Nie jest to przypadek, a bezczelna konfrontacja. W tym samym czasie, kiedy to wychwalamy polską tradycję, wiarę oraz ochronę życia, prowadzi się olbrzymi nacisk, by nie karać za aborcję i móc wszędzie rozpowszechniać środki aborcyjne – zauważa Ewa Kowalewska.
Niestety, jak zauważa, naciski ze strony środowisk aborcyjnych wyraźnie obserwowane są również w Polsce, a w tym momencie wręcz odbywa się walka o prawdę. – Teraz jest to walka o społeczną świadomość. Zwolennicy aborcji chcą produkować informacje i blokować te prawdziwe, by nie docierały do ludzi. W ten sposób młodemu człowiekowi, który nie jest jeszcze na tyle świadomy, można wmówić kłamstwo – ocenia nasza rozmówczyni. Dodaje, że to właśnie dlatego treści prezentowane przez obrońców życia są tak niebezpieczne dla zwolenników aborcji. – Każda osoba, która mówi prawdę, staje się dla nich przeszkodą. Obrońcy życia, którzy ją głoszą, w odpowiedzi spotykają się z medialną blokadą, a ten przykład pokazuje, że dziś można zablokować absolutnie wszystko – zauważa Ewa Kowalewska i akcentuje, że treści pro-life nie można wiązać z hejtem.

