logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Rzecznik knebluje posłów

Wtorek, 12 listopada 2013 (02:00)

Nienormalne zasady gry wywołują nienormalne decyzje. Taką jest z pewnością podjęty przez władze PiS zakaz niekonsultowanych wypowiedzi dla mediów. Również dla „Naszego Dziennika”.

Świat polskich mediów: wielkonakładowej prasy, największych portali internetowych i stacji telewizyjnych, jest daleki od normalności. Komunikacja, przepływ informacji przypominają propagandowy magiel. Debat i dyskusji o problemach ważnych dla ludzi i państwa nie ma. Pokazały to choćby ostatnie wydarzenia wokół ustawy o referendum w sprawie przymusu szkolnego dla 6-latków.

W ciągu kilkudziesięciu godzin telewizje przeobraziły grupę rodziców upominających się o swoje podstawowe prawa w bandę agresywnych frustratów. O atakach na Kościół katolicki, księży nie wspominam, bo to chyba najlepszy przykład tego, co przy pomocy telewizji i internetu można wykreować. Doświadczyli tego w ostatnich tygodniach również naukowcy współpracujący z parlamentarnym zespołem ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

W tej sytuacji od lat próbuje się również odnaleźć, na różne sposoby, największa partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość. Czy się to komuś podoba, czy nie, to Jarosław Kaczyński i kierowana przez niego partia stały się celem najsilniejszych ataków i prymitywnych manipulacji.

Mieszanie kłamstw, półprawd z prawdą stało się najskuteczniejszym sposobem sterowania ludzką świadomością. Dotyczy to również wielu polityków PiS; ich obecność w debatach telewizyjnych, rozmowy z dziennikarzami są pilnie śledzone. Jednak to, co potem, po odpowiedniej obróbce, trafia do ludzi, ma niewiele wspólnego z intencją wypowiadających czy rzeczywistością, a każdy błąd, gafa czy potknięcie językowe stają się powodem wielotygodniowego grillowania.

Oczywiście druga strona sporu, a więc rząd i partie koalicyjne czy nawet marginalny SLD, takiego kłopotu z mediami nie mają. Ich gafy, skandale, afery, a nawet – jak w przypadku Palikota czy Niesiołowskiego – zwyczajne chamstwo są odpowiednio neutralizowane niczym ładunki wybuchowe przez dobrego sapera.

Jarosław Kaczyński za podszeptem Adama Hofmana zdecydował więc, że od teraz każdy parlamentarzysta tej partii, gdy dostanie zaproszenie do mediów, ma skierować je do biura prasowego, które będzie decydować, kto jest merytorycznie przygotowany, by wypowiadać się na dany temat. Dotychczas politycy jedynie informowali biuro o wizytach w mediach. Karą za nieposłuszeństwo ma być zakaz kandydowania do Sejmu czy Parlamentu Europejskiego.

Podobno jednym z powodów miały być niemerytoryczne wypowiedzi i brak przygotowania. To nie pierwszy tego rodzaju zakaz, bo już kiedyś szef Klubu Parlamentarnego PiS Marek Kuchciński zakazywał swoim parlamentarzystom wypowiadać się w mediach. Posłów uciszał również Marek Suski. Swego czasu Prawo i Sprawiedliwość bojkotowało, ale bardzo krótko, udział w rozmowach w TVN. I politycy PiS, w roli tarcz strzelniczych, wrócili do nasiadówek w studiach na Wiertniczej.

– Zostaliśmy ograni totalnie. A teraz znaleźliśmy się w innej absurdalnej sytuacji. Nawet nie wiem, czy dziś, gdy potrzebuje pan rozmówcy, w biurze prasowym jest ktoś obecny? – mówi nam jeden z posłów partii.

Rozmawiamy dalej, ale oczywiście „konspiracyjnie”. W partii nie ma wątpliwości, że przyboczni prezesa nie będą potrzebowali żadnej zgody na publiczne występy, natomiast posłowie z drugiego szeregu zostali zakneblowani.

Nie wyobrażam sobie jednak telefonowania do klubu PiS z pytaniem, z kim mogę rozmawiać na dany temat, a z kim nie. A swoją drogą to dość ciekawe, jak partia, która pilnie układa pod względem kompetencji i lojalności listy wyborcze, musi dziś w ten sposób ratować swoich posłów przed kompromitacją? Jedno jest pewne: PiS od lat nie potrafi znaleźć sposobu na niechętne mu media, a co najdziwniejsze – samo się podkłada. W nienormalnej rzeczywistości partia zastosowała nienormalne posunięcie. A jaki najmocniejszy cios wizerunkowy dotknął PiS w ostatnich tygodniach? Była to rozkręcona przez Adama Hofmana, inicjatora medialnego szlabanu dla posłów, afera obyczajowa. Może więc pora zakneblować rzecznika?

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik